środa, 24 grudnia 2014

Miniaturka 3


Świąteczny Cud...

_________________________________________________________________________

Hermiona stała przy oknie patrząc na zastawiony stół. Uśmiechnęła się lekko, to była pierwsza wigilijna kolacja, na którą zaprosiła wszystkich znajomych, przyjaciół i wrogów... Poczuła jak ktoś łapie ją od tyłu. Draco nachylił się nad nią i pocałował lekko. 
- Pysznie to wszystko wygląda. - pochwalił ją.
- Tak, tylko czy ktokolwiek zwróci na to uwagę jeśli będą się cały czas tłuc. - rzuciła w przestrzeń. Blondyn roześmiał się.
- Wszystko będzie dobrze. - przytulił ją. - No a teraz idź się już przebrać, bo zaraz przyjdą goście.
Hermiona otrząsnęła się z transu i pobiegła na górę. Całkowicie zapomniała, żeby przygotować sobie coś do ubrania. W końcu jednak wybrała coś odpowiedniego. Szybko ubrała się i uczesała, po czym zeszła na dół. Już na schodach usłyszała głosy.
-- Przyszli pierwsi goście -- pomyślała -- przedstawienie czas zacząć.
W salonie zastała Lucjusza i Narcyze, oraz Pana i Panią Weasley. Draco bezskutecznie próbował rozładować napiętą atmosferę, ale zanim Hermiona zdążyła podejść, aby mu pomóc, ktoś znowu zadzwonił do drzwi. Stali tam Ginny z Blaisem i ich czteroletnią córeczką, Harry z Pansy, Nott, Fred i George z Angeliną, oraz Ron, który patrzył na nią trochę niepewnie. Na samym końcu przybyli również rodzice Hermiony.
- To może usiądźmy do stołu? - zapytała Hermiona, kiedy wszyscy byli już w salonie i otrzymali kieliszek. 
Nie było tak źle, gdy brązowowłosa podała pierwsze dania na stół, wywiązała się rozmowa. Zrobiło się luźniej, zaczęli żartować. Pan Granger zagadnął Malfoya Seniora, a Narcyza swobodnie gawędziła z Molly. Również Ginny po raz pierwszy od wielu miesięcy odezwała się do Rona. Hermionie zrobiło się cieplej na sercu. 
- Wypijmy toast! - powiedział Draco i podniósł kieliszek. - Za wspaniały pomysł mojej pięknej żony, abyśmy w tym dniu spotkali się tu wszyscy razem!
- Za Hermionę. - zawtórował mu Harry.
- Za Hermionę. - powtórzyli wszyscy razem i wypili trunek.
Reszta wieczoru minęła spokojnie, a o dziesiątej wszyscy zaczęli się zbierać. Ostatni wyszedł Ron. Zanim jednak teleportował się spod domu, spojrzał jeszcze raz na Hermionę i wyszeptał,
- Wybacz mi.
Nastała chwila ciszy, którą jednak przerwała była gryfonka.
- Już dawno ci wybaczyłam Ron. - odpowiedziała dziewczyna. Uśmiechnął się i zniknął z cichym pyknięciem. 
Miona wróciła do domu. Jej mąż nucił coś cicho, z uśmiechem na ustach.
- I co, nie było źle.
- Masz rację. - odpowiedziała i pocałowała go. - Było niespodziewanie dobrze, prawie taki... Świąteczny Cud....

________________________________________________________________________

Hej!

Miniaturka bardzo krótka, ale z założenia nie miała być długa. Taka pokazująca świąteczną atmosferę. Mam nadzieję, że mimo wszystko będzie się wam podobać. Co do rozdziału, jeśli się wyrobię, to pojawi się jak zwykle w piątek :)


hairy



piątek, 12 grudnia 2014

Rozdział VII

"Za kilka lat nie będę pamiętać każdego piątkowego wieczoru lub rzeczy, z których tak bardzo się śmialiśmy, że aż brzuchy nas bolały. Ale zawsze będę pamiętać, że będziesz jedną z osób, które tam były."
_________________________________________________________________________________

- Mamo!
- Nie i koniec!
- Ale...
- Powiedziałam nie!
Zezłoszczona tupnęła nogą i pobiegła do pokoju, lecz nie swojego. Przebiegła jeszcze jedno piętro i wpadła do małego pomieszczenia urządzonego w kolorach złotym i czerwonym. Rzuciła się na łóżko, wprost na kolana pewnego bruneta.
- Znowu mi nie pozwolili! - powiedziała zbulwersowana.
- Może i mają rację... - chłopak od razu pożałował swoich słów, ponieważ dziewczyna łypnęła na niego groźnie swoimi brązowymi oczami.
- Po czyjej ty jesteś stronie, Harry? - spytała poważnie
- Ja? Oczywiście po twojej, tylko myślę, że nie warto ci się przenosić na nasz rok, na swoim roku masz przyjaciółki i w ogóle... - Ginny tylko westchnęła przeciągle i spojrzała przez okno.
- Dawno się już nie odzywała...
- Kto?
- Hermiona, oczywiście! Ona wiedziałaby co zrobić...
- Na pewno za niedługo napisze - temat Hermiony był dla wszystkich bardzo bolesny i starali się go unikać, a zwłaszcza w obecności Rona.
- Już nieważne, chwila słabości. - nastała cisza. - A gdzie Ron?
- Ron... jest chyba w ogrodzie.
Jeszcze chwilę siedzieli, po czym Ruda podniosła się z miejsca.
- Idę do swojego pokoju. Kiedy przyjdzie Ron może poszlibyśmy w piątkę nad jezioro, bliźniacy na pewno się zgodzą.
- Jasne. - odpowiedział trochę bez entuzjazmu Harry, a kiedy Ginny wyszła dodał zrezygnowany:
- Wszyscy w piątkę...

Ginny wpadła do swojego pokoju i zaczęła przekopywać szafę. W pierwszej chwili nie zauważyła sowy siedzącej na parapecie jej okna, ale gdy ptak wydał z siebie przeraźliwy skrzek, chyba cała okolica go usłyszała. Rudowłosa uciszyła płomykówkę, po czym odwiązała od jej nóżki list i zaczęła go czytać. Jej brwi podjechały aż pod same czoło, ale na twarz wpełzł uśmiech. Zmięła szybko pergamin i wrzuciła do kominka, po czym go podpaliła.  Może ten dzień nie będzie aż taki straszny...


***


Hermionie ten dzień zleciał na pakowaniu swoich rzeczy. Wszyscy biegali w poszukiwaniu swoich zgub lub próbowali wyliczyć, czy na pewno niczego nie zostawili. Tak więc kiedy wieczorem była Gryfonka zamknęła swój kufer, przekonana, że na pewno wszystko ma, padła zmęczona na łóżko. Nie dane jej jednak było długo leżeć, ponieważ dwie minuty później do jej pokoju wpadła Pansy i wyciągnęła ją na kolację. Kiedy zziajane wpadły do jadalni, byli już tam wszyscy. Zajęły swoje miejsca i wsłuchały się w przemowę ojca.
- Tak więc, od jutra zaczynamy nasze działania, nie będziemy się już ukrywać ani w najbliższym czasie, ani nigdy więcej, niech ludzie widzą potęgę naszej armii!
W sali wybuchły okrzyki aprobaty i dumy.
- A teraz jedzmy! - krzyknął jeszcze Lord a na stołach pojawiły się różne potrawy.

- Hermiona. -  dziewczyna obróciła się w stronę swojej mamy. - Właśnie rozmawiałam z Severusem i on mi przypomniał, że przecież będziesz musiała przejść ponowny przydział.
- Co? - Hermiona nie za bardzo rozumiała.
- Ponowny przydział. - powtórzyła mama. - Czyli jeszcze raz przydzielą cię do domu w Hogwarcie.
- Ale po co?
- Teraz, gdy twoje cechy się ujawniły, masz inny charakter. Nie wiem, czy to cię zachwyci, ale w stu procentach będziesz w Slytherinie, tak jak ja i ojciec - brązowowłosa zrobiła przerażone oczy.
- Witaj, Riddle - zza jej mamy wychynęła tłusta głowa Snape'a.
- Witam pana profesora, widział się pan ostatnio z szamponem? - Hermiona postanowiła trochę rozzłościć Snape'a, na co jej mama tylko pokręciła głową.
- Hermiona, Severus będzie opiekunem twojego domu, naprawdę chcesz mieć, że tak się wyrażę, "przekichane"?
- No dobrze, dobry wieczór panie profesorze.
- Od razu lepiej - pochwaliła ją mama.
Tłusta głowa Snape'a znowu znikła za jej mamą, a Hermiona razem z Pansy wyszły z sali. W korytarzu dogonili ich chłopcy i wszyscy razem udali się do pokoju Ślizgonki.
- Jakoś nie mogę sobie ciebie wyobrazić w Hogwarcie - pierwszy odezwał się Blaise zwracając się do Hermiony.
- No, ja siebie też...
- Zobaczycie, wszystko się ułoży - Pansy dodawała brązowowłosej otuchy. W tym czasie Draco rozłożył się wygodnie na łóżku Pan i wpatrywał się w sufit.
- Tak czy inaczej, teraz moje życie to będzie hardcor, pośród samych Ślizgonów.
- Nie narzekaj, wolałabyś być pośród samych Gryfonów, którzy ukatrupiliby cię za samo to, że jesteś córką "Sama Wiesz Kogo"? - teatralnie zamachał rękami. Na wzmiankę o "przezwisku" Lorda wszyscy wybuchnęli śmiechem.
- W sumie... - Hermiona zamyśliła się.
- Nie martw się, nie będziesz sama, ja przecież też się przenoszę - doszedł ją głos jej brata.
- No tak, ale ciebie nie znają, a mnie tak. To im wystarczy, abym nie miała lekko.
- Kobieto, ogarnij się!!! - Pansy zaczęła nią potrząsać. - Jesteś córką samego Voldemorta, a w dodatku teraz jesteś urodzonym przywódcą grupy! To wystarczy, abyś podporządkowała sobie każdego Ślizgona bez wyjątku! - nastała cisza.
- Okej to było trochę dziwne, nie powiem. - odezwała się Miona po chwili milczenia. - Ale zdecydowanie podniosło mnie na duchu.
Siedzieli jeszcze około godziny rozmawiając, śmiejąc się i pijąc, aż w końcu Hermiona spojrzała na zegarek i podskoczyła. Było w pół do 20, za niedługo zacznie się bal, a ona jeszcze nie sprawdziła, czy przyszła odpowiedź od Ginny. Podniosła się szybko i, nie zwracając uwagi na pytania swoich towarzyszów, wybiegła z pokoju.
Wpadła do swojej sypialni i nie zdziwiła się, gdy ujrzała za oknem sowę pukającą dzióbkiem w okno. Hermiona szybko wpuściła płomykówkę i zabrała się za czytanie listu.


Droga Hermiono,
Oczywiście, z chęcią się z tobą spotkam. Zdziwiłam się trochę, kiedy przeczytałam, że będziesz na King's Cross, ale każdy pretekst, żeby się z tobą spotkać jest dobry. Nie martw się, nic nie powiem ani Harry'emu ani Ronowi. Do zobaczenia,
Ginny

  

Dziewczyna uśmiechnęła się w duchu, na razie wszystko dobrze się układało, ale najcięższe zadanie czeka ją dopiero jutro, kiedy wyzna prawdę...


- Pansy, to chyba nie najlepszy pomysł - poskarżyła się dziewczyna poprawiając sukienkę.
- Nie pleć bzdur! Jasne, że dobry! Wyglądasz olśniewająco.
- Ale się tak nie czuję - brązowowłosa westchnęła i weszła jeszcze raz do garderoby. Po chwili wyszła w innym zestawie i znów stanęła przed lustrem.
- Tak może być?
- Zmieniam zdanie, w TYM wyglądasz olśniewająco! - wykrzyknęła Pansy i uściskała siostrę. Rozległo się pukanie do drzwi, a po chwili stanęła w nich Pani Riddle.
- I jak?
- Wyglądacie ślicznie - kobieta była bardzo dumna ze swoich córek. Nie wiedziała, co by zrobiła, gdyby znowu zostały rozdzielone... - Musimy już iść. - zawyrokowała - Ale najpierw... - podeszła do Hermiony i Pansy i włożyła im na głowę piękne diademy, własność jej rodu. - Teraz możemy iść.
Zeszły po schodach i kilka minut później Pansy i Sylvia zostawiły Hermionę pod drzwiami sali.


***


- RIDDLE!!! - ktoś dosyć mocno nią potrząsał, ale miała głęboko... w poważaniu intencje tego... kogoś... - Kurde, Riddle! Nie mamy całego dnia!
Dziewczyna poznała ten głos i szczerze mówiąc, wolałaby się mylić. Podniosła się szybko z łóżka i naciągnęła na siebie kołdrę.
- Malfoy! - wrzasnęła. - Co do cholery jasnej robisz w moim pokoju!
- Budzę cię, chyba że chcesz iść do Hogwartu pieszo!
Spojrzała na zegarek, faktycznie było już późno. Spojrzała znacząco na blondyna, ale on chyba nie zrozumiał, bo stał nadal w tym samym miejscu wyraźnie nie mając zamiaru się ruszyć.
- No idź już stąd!- zdenerwowała się.
- Dobra, dobra. - chłopak uśmiechnął się cwaniacko, po czym pośpiesznie wyszedł zanim dosięgła go poduszka rzucona przez Hermionę. 
Piętnaście minut później, Hermiona jako tako ogarnięta, właśnie przenosiła jednym zaklęciem swój kufer do limuzyny stojącej przed domem. Jeszcze raz sama rzuciła tęskne spojrzenie na budynek w którym spędzała wakacje i pożegnała się wylewnie z rodzicami, obiecując, że będzie pisać, po czym sama też wgramoliła się do samochodu.
- Nie wierzę, że jedziemy znowu do Hogwartu... - Pansy westchnęła. Miona pokiwała lekko głową w akcie zrozumienia i pogrążyła się w rozmyślaniach. Po piętnastu minutach jazdy, poczuła, że ktoś lekko ją trąca.
- Hermiona, jesteśmy na stacji. - powiedziała Pansy i wysiadła z auta za chłopakami.
Brązowowłosa westchnęła i wyszła na zatłoczoną ulicę. Od razu ustawiło się koło niej dwóch Śmierciożerców. Łypnęła na nich złowrogo i powiedziała przez zaciśnięte zęby:
- Nie jestem dzieckiem, sama dam sobie radę.
- Powiedz to swojemu ojcu. - odpowiedział jej jeden z mężczyzn. W Hermionie coś się zagotowało. Dlaczego oni traktują ją tak, jakby miała co najwyżej trzy latka i jedną czwartą mózgu! Postanowiła jednak nie wszczynać awantury. Była niewyspana, do tego zaraz miała odbyć rozmowę życia, a ci biedni Śmierciożercy przecież wykonywali tylko rozkazy jej ojca. Zaraz, zaraz, czy ona nazwała śmierciożerców biednymi? Naprawdę jest z nią coraz gorzej!
W sumie razem pilnowało ich dwunastu dorosłych. Hermiona nawet nie chciała wiedzieć, co myślą sobie przechodnie. Kiedy w końcu przedostali się na peron, dziewczyna długo szukała Ginny, lecz w końcu na horyzoncie pojawiła się ruda czupryna należąca nie do kogo innego jak do młodej Weasleyówny.
- Ginny, Ginny, to ja, Hermiona - wyjaśniła przyjaciółce dziewczyna.
- Hermiona? O Boże! Nie poznałam cię.
- No właśnie widzę.
- Może chodźmy gdzieś w bardziej ustronne miejsce, i wtedy mi wszystko wyjaśnisz - była Gryfonka zgodziła się kiwnięciem głowy.

- No, to słucham - powiedziała Ruda, kiedy były pewne, że nikt ich nie znajdzie.
- To nie jest proste, bo widzisz... - zawiesiła głos. - Przenoszę się do Hogwartu...
- To wspaniale! - krzyknęła uradowana Ginny. - Tak bardzo tęskniłam!
- Wiem, ale to nie wszystko - odsunęła od siebie lekko przyjaciółkę. - Ja nie powiedziałam wam wszystkiego wtedy w tej kawiarni dwa lata temu...
- Nom, na przykład kim są twoi rodzice...
- Właśnie, tak więc... Moimi rodzicami są Sylvia i Tom Riddle'owie.
Do Ginny jakby przez chwilę nie docierały jej słowa, ale już po kilku sekundach odskoczyła przestraszona.
- Nie, nie, nie... - szeptała.
- Ginny...
Ruda podbiegła do niej i przytuliła się mocno, takiej reakcji Hermiona się nie spodziewała.
- Nie, nie! - łkała Ginny. - Proszę, nie zostawiaj mnie, tyle się działo...
- Nie mam zamiaru cię zostawiać, dalej będziemy przyjaciółkami... oczywiście jeśli ty tego chcesz...
Dziewczyna spojrzała brązowowłosej w oczy.
- Nie zniosłabym, gdyby przez głupiego Voldemorta rozpadła się nasza przyjaźń. Nieważne, kogo będziesz córką i co zrobisz, zawsze będzie moją przyjaciółką.
- A ja nie zniosłabym, gdybyś mnie odtrąciła.
Roześmiały się razem i wyszły na peron.
- Hermiona! - była Gryfonka usłyszała krzyk swojej siostry i po chwili szatynka wyłoniła się z tłumu.
- Her... o, cześć... - powiedziała nieśmiało, gdy zobaczyła Ginny.
- Gin, poznaj moją kochaną siostrzyczkę, Pansy. - powiedziała ironicznie.
- Co? - rudowłosa wydawała się nieźle skonfundowana.
- Później ci wyjaśnię. O co chodzi? - zwróciła się do siostry.
- Chciałam się zapytać, czy usiądziesz z nami w przedziale?
- Nie, muszę opowiedzieć wszystko Ginny.
- Okej - odpowiedziała Pansy i zniknęła w tłumie.
- Mam iść po chłopaków? - zapytała nagle Ruda.
- Na razie wolę nie, najpierw objaśnię jakoś tobie to wszystko, a później zabiorę się za wyjaśnianie tego im.
Po tych słowach wsiadły do pociągu i wybrały wolny przedział.


- No nie gadaj! - krzyknęła przejęta Ginny po około dwóch godzinach jazdy. - Na serio?
- Serio, serio. - Hermiona włożyła sobie do ust jeszcze jedną czekoladową żabę.
- Wow, to musiało być... - nie dokończyła, ponieważ drzwi do przedziału gwałtownie się otworzyły i stanęli w nich Harry i Ron.
- Ginny! Gdzieś ty była?! Szukaliśmy cię przez całą drogę! - dopiero w tym momencie rozzłoszczony do granic możliwości Ron spostrzegł Hermionę. - Kto to? - burknął spoglądając na brązowowłosą nieprzychylnie.
- Czekaj, ja cię skądś znam... Krukonka?- do rozmowy włączył się Harry. Hermiona pokręciła głową.
- Nie, nie poznajecie mnie? To ja, Hermiona! - wykrzyknęła i razem z Ginny zaczęły się śmiać, ale po chwili ich radość całkowicie prysła.
- Nie mówiłaś, że przyjeżdżasz!- oskarżył ją Ron.
- Wow, Hermiona, wyglądasz świetnie, tak się stęskniłem! - za to Harry wydawał się w siódmym niebie.
- Słuchajcie, jest coś, o czym powinniście wiedzieć... - nadeszła chwila prawdy, teraz albo nigdy...


***


W przedziale Ślizgonów było tego razu mniej zabawnie niż zawsze. Wszyscy siedzieli w milczeniu zajmując się swoimi sprawami. Nikt nie żartował, nie śmiał się...
- Ciekawe, co robi Hermiona... - westchnęła w pewnej chwili Pansy.
- Pewnie siedzi z Weasleyówną i tłumaczy jej wszystko od a do z - Blaise westchnął.
- Nudno mi! - poskarżył się jak małe dziecko Derek.
- Mi też. - westchnął Draco leżący na kolanach Pansy. - Idę się przejść. - zawyrokował w końcu.
- Idę z tobą! - wykrzyknął Derek i wypadł za nim z przedziału.
Szli korytarzem, gdy nagle w przedziale na końcu korytarza trzasnęły drzwi i wyleciał przez nie nie kto inny jak cały czerwony na twarzy Weasley. Minął Draco nie zaszczycając go nawet spojrzeniem, a blondyn nie miał ochoty mu tego teraz przypominać. Po chwili z tego samego przedziału wyszedł z równie zaciętą miną Potter. Spojrzał na Dracona, a potem na Dereka i poszedł dalej. Zdziwieni chłopcy popatrzyli po sobie i wpadli do przedziału. Dokładnie wiedzieli, kto w nim siedzi...

_________________________________________________________________________________
Witam!
Dzisiaj wstawiam rozdział, sprzed tygodnia. Sorry, że tak długo, ale tydzień temu byłam nad morzem :) Mam nadzieję, że notka się spodoba. Cytat wybrała mi Promienista. Z okazji przerwy świątecznej, życzę wam, abyście wypoczęli, mieli wesołe święta i nie musieli myśleć o szkole XD.


hairy 




sobota, 6 grudnia 2014

Rozdział VI

"Jeśli się zmienisz, nawet jeśli ta zmiana nie będzie dotyczyła twojego charakteru, ludzie nie będą postrzegali już ciebie jak dawniej..."
__________________________________________________________________________

Hermiona chodziła tam i z powrotem. Dlaczego ci cholerni ludzie nie są punktualni?! Nagle w pokoju rozległo się ciche pyknięcie i w kominku ukazała się głowa Nataliji.
- Pisałaś, stało się coś? Z chłopakami myśleliśmy, że już dzisiaj będziesz z nami.
- Plany się zmieniły... przenoszę się do Hogwartu - wywaliła z siebie Hermiona. Nastała niepokojąca cisza. Obie dziewczyny przyglądały się sobie badawczo. W końcu pierwsza z nich się odezwała.
- Blefujesz! - wykrzyknęła i zaczęła się śmiać histerycznie. Hermiona zachowała jednak kamienną twarz.
- Kto jak kto, ale ty powinnaś najlepiej wiedzieć, że nie kłamię. - Tak bardzo nie chciała sprawiać im bólu, w końcu byli jej przyjaciółmi, ale tak się chyba złożyło, że przez ostatnie lata tylko wszystkich krzywdziła...
- Nie, nie, nie...
- To nie miało tak być, tylko... - brązowowłosa zawiesiła głos. - Czuję, że to jest właściwe.
- Cóż, ty zawsze byłaś najpotężniejsza z nas wszystkich... - wzięła głęboki oddech. - Byłaś przywódcą naszej grupy.
- Dziękuję. - wyszeptała cicho Miona. - Wiedziałam, że zrozumiecie.
- Nie mów hop, póki nie przeskoczysz! Pamiętaj, że muszę powiedzieć chłopakom. Myślę, że nie będą uradowani, a zwłaszcza Nathan.
- O Boże, cały czas łamię tylko serca!
- Uspokój się już. Tak czy inaczej, nie myśl, że się nas pozbędziesz. Przyjedziemy na pewno na ferie w takim razie! - zawołała ze śmiechem dziewczyna.
- Nie mów tak, bo czuję się winna!
- No bo jesteś! - obie wybuchnęły szczerym śmiechem
- Zawsze umiesz mnie rozśmieszyć. Przyjeżdżajcie kiedy chcecie, możecie się nawet przenieść do Hogwartu.
- Dobra, dosyć tego dobrego, muszę już kończyć - pożegnały się i głowa Nataliji znikła w kominku.
Hermiona uśmiechnęła się sama do siebie. Wstała z klęczek i przebrała się. Nie miała już siły na nic, lecz jak na złość, ktoś zapukał do jej drzwi. Wywróciła oczami i krzyknęła:
- Proszę! - rozległo się ciche skrzypnięcie i dało się słyszeć głos jej taty.
- Witaj, kochanie.
- Hej. - odparła od niechcenia dziewczyna i obróciła się w stronę rodziców.
- Zastanowiłaś się już?
- Och, tak, zastanowiłam się... - nastała cisza.
- I? - pośpieszał ją Lord.
- I jadę do Hogwartu - brązowowłosa nie mogła tego dalej dusić w sobie.
- Zobaczysz, nie będzie tak źle... - mama przytuliła ją.
- Wiem, tylko... martwię się, jak przyjmą to wszyscy inni... tak dawno ich nie widziałam...
- I mówisz to ty - największy postrach w Durmstrangu? - Lord zaśmiał się. - Myślę, że jednak dasz sobie radę - stwierdził z ironią, za co został szturchnięty w bok przez córkę.
- Nie będziemy ci już przeszkadzać. Dobranoc. - powiedziała mama i wyszli.
Kiedy zamknęli za sobą drzwi, Hermiona rzuciła się na łóżko. Nie minęło kilka minut, a zasnęła ze zmęczenia.


Następnego ranka Hermiona wstała bardzo wcześnie i postanowiła pobiegać. Ubrała się i uczesała, po czym udała się do lasu niedaleko domu. Nie miała zegarka, tak więc biegała aż do całkowitego zmęczenia. Kiedy takowe już ją dopadło, zawróciła w stronę Riddle Manor. Wpadła do jadalni nie zdając sobie sprawy, że tam od pół godziny trwa już śniadanie, ani, że będzie tam aż tyle osób... Ale nie dała po sobie poznać, że zauważyła ich pełne niedowierzania spojrzenia. Lecz kiedy cisza w sali zaczęła się przedłużać powiedziała,
- Ale byłam spragniona! Ubiorę się i zaraz zejdę - dopiero teraz zauważyła błyski w oczach co niektórych Śmierciożerców, które wcale jej się nie spodobały, toteż jak najszybciej wyszła z jadalni. Zgoda, nie była źle zbudowana, ale przecież nie była też jakąś modelką, no sorry bardzo. W drzwiach wpadła na jakichś dwóch mężczyzn, ale nawet na nich nie spojrzała, tylko pobiegła dalej.

***

Diabeł i Draco szli na śniadanie do jadalni w Riddle Manor. Dzisiaj rano tu przyjechali, ale nie spotkali jeszcze ani Dereka ani Pansy.
- Mówię ci, Pansy na pewno jest w swoim pokoju i znowu płacze za Hermioną - powtarzał znowu Blaise, ale Draco go nie słuchał, wciąż wpatrywał się w oddalającą się korytarzem dziewczynę, która przed chwilą na nich wpadła. - Hallo! Ziemia do Smoka! - dopiero teraz do młodego dziedzica dotarły słowa przyjaciela.
- Co? - zapytał niezbyt inteligentnie.
- Niech zgadnę, w ogóle mnie nie słuchałeś? - w tej chwili weszli do jadalni i zajęli miejsca.
- Muszę później znaleźć tę dziewczynę, która na nas wpadła... Chyba była całkiem, całkiem... - na słowa chłopaka, Zabini wywrócił teatralnie oczami.
- Dałbyś sobie spokój, ja mówię o naszej najlepszej przyjaciółce, a ty uganiasz się za jakąś dziewczyną!
- Dobra, dobra... Zajmij się już lepiej jedzeniem - spławił przyjaciela blondyn.

Nie minęło dziesięć minut, a do sali weszła Hermiona. Tym razem ubrana w bardziej... odpowiednie rzeczy.
Niektórzy podnieśli zaciekawione spojrzenia, w tym  Draco i Blaise, ale nie rozpoznali dziewczyny. Ta przywitała się z rodzicami i usiadła koło Dereka.
- Skądś ją kojarzę... - mruknął Draco.
- Ja też, ale nie mogę sobie przypomnieć skąd... może Derek nam ją pokazywał wcześniej, wyglądają na parę - Diabeł przyglądał się obojgu ludzi i coraz bardziej był pewny, że ta dziewczyna, musi być dziewczyną Dereka.
- Ta... może... - Malfoy nie był przekonany do teorii przyjaciela, przecież takiej dziewczyny się nie zapomina! Ale skądś musiał ją znać...
Z zamyślań, obu chłopaków wyrwał dopiero głos Voldemorta.
- Zaraz będzie wygłaszał jakąś mowę, idziemy? - zapytał z nadzieją w głosie blondyn.
- Zdecydowanie!
Oboje wstali i wyszli pośpiesznie.
Tymczasem Czarny Pan również wstał. Rozłożył ręce w geście powitalnym i rzekł,
- Moi drodzy, dziękuję, że wszyscy przyjechaliście wcześniej... Mam dla was nowinę. - odczekał chwilę, po czym dodał: - Nie będziemy się już ukrywać, czas zacząć działać! - odczekał, aż pełne radości i triumfu okrzyki ucichły i dodał: - Ponadto, moja córka Hermiona - wskazał ręką na dziewczynę - przenosi się znów do Hogwartu, tak więc jutro wieczorem odbędzie się bal powitalny!
Hermiona zbladła i spojrzała na Lorda. No pięknie, tylko tego jej brakowało.
Salę znowu wypełniły okrzyki radości i gratulacje. Na stołach pojawiły się kieliszki i wino, ale Hermiona, Derek i Pansy wyszli z sali.
- Chodźcie, poszukamy chłopaków! - zawołał ich brat i wybiegł przed nie.
Szły w ciszy, każda pogrążona we własnych myślach.
- Zazdroszczę ci takiej sylwetki - walnęła nagle prosto z mostu Pansy.
- Proszę? - zapytała Hermiona z nieukrywanym rozbawieniem.
- To co słyszałaś! - Pansy również zaczęła się śmiać. - Kurde, dziewczyno, czasami wydaje mi się, że jesteś trochę upośledzona!
Śmiały się jak wariatki, ale nie długo, bo Hermiona nagle zdała sobie sprawę z tego, kogo szukają. Stanęła i obróciła się twarzą do Pansy.
- To chyba nienajlepszy pomysł, abym szła z wami - wypaliła. - Co najmniej nie mam ochoty oglądać Malfoya - dodała z nieukrywaną złośliwością.
- No co ty, chcę zobaczyć ich miny jak się dowiedzą, że się przenosisz! - i pociągnęła siostrę w głąb korytarza.
- Ale ja nie mówiłam, że zostaję!
Stanęły przed drzwiami, prowadzącymi do sypialni chłopców. Pansy obróciła się do brązowowłosej twarzą i przyjrzała się jej bacznie.
- Zostajesz. - stwierdziła. - Po pierwsze, nie protestowałaś na nasz dzisiejszy wypad nad jezioro, a gdybyś wyjeżdżała, na pewno byś się nie zgodziła, a po drugie, wciąż tu jesteś, a tak to na pewno byłabyś już w drodze do Durmstrangu - szatynka pchnęła drzwi i wprowadziła zdumioną dziewczynę do środka.
Od razu przywitały ich okrzyki radości i gwar rozmowy.
- Cześć Pan, jak tam u ciebie? - zapytał Draco, lecz od razu zobaczył Hermionę. - O, ciebie nie miałem jeszcze zaszczytu poznać, jestem Draco Malfoy - i wyciągnął do niej rękę, na co obie dziewczyny wybuchły śmiechem, Pansy miała rację, nie poznał jej!
Zdekoncentrowany chłopak cofnął rękę i spojrzał na Hermionę i Pansy jak na wariatki.
- Smoku, naprawdę jej nie poznałeś? - obie krztusiły się ze śmiechu.
- Że co? - chłopak czuł się zagubiony. O co tym jędzom chodzi?!
- Czekaj, czekaj... - Blaise zmrużył oczy, po czym rozszerzył je ze zdziwienia. - Hermiona!
- Hej. - zdołała wykrztusić dziewczyna wciąż tarzając się ze śmiechu.
- Granger! - wymamrotał Draco, wciąż nie mogąc pojąć, że to jest ona.
- Riddle, pacanie! - pouczyła go dziewczyna, po czym stopniowo przestała się śmiać. - To ja już może pójdę, za godzinę przy drzwiach wyjściowych. - rzuciła do Pansy i zanim ktokolwiek mógł zareagować wyszła z pokoju.
- Wow. - wyrwało się Blaise'owi. - A o co chodzi z tym za godzinę przy drzwiach?
- Idziemy nad jezioro, tutaj niedaleko, idziecie z nami?
- Jasne.
- Czekaj, czekaj, jednego nie rozumiem, dlaczego... Riddle... jeszcze tu jest, to znaczy, nie powinna już być w Durmstrangu?
- Och, właśnie, nie wiecie najlepszego. Hermiona przenosi się do Hogwartu! - zawołała Pan cała rozpromieniona. Na początku była cisza, lecz po chwili rozległ się okrzyk uciechy.
Siedzieli jeszcze chwilę rozmawiając, ale po pół godziny Pansy również poszła się przygotowywać do wyjścia, a niedługo po niej wyszedł również Derek. Kiedy Draco i Blaise zostali sami w pokoju zapanowała grobowa cisza, a oni zaczęli się pakować. Nagle milczenie przerwał Draco.
- Zmieniła się - wyszeptał
- Co? - zapytał niezbyt mądrze Diabeł.
- Riddle. Zmieniła się, nie poznałem jej...
- No, ja też, ale skądś wiedziałem, że już ją widziałem...
Po tym zdaniu Blaise wstał i poszedł do łazienki zostawiając oniemiałego blondyna całkiem samego.
Chłopak wstał i zaczął pakować ręczniki do torby. Nie musiał się martwić o zdobycie jedzenia, bo wiedział, że tym zajmie się Derek. Kiedy zostało im pięć minut, wyszli z pokoju i udali się do wielkich brzozowych drzwi wejściowych. Po drodze spotkali miło gawędzących Pansy i Dereka. Kiedy doszli do wyjścia zobaczyli Hermionę czytającą książkę. Derek pokazał im, aby byli cicho a sam podszedł do siostry i bez ostrzeżenia chwycił ją na ręce. Pisnęła zaskoczona, a książka wypadła jej z ręki.
- Już dobrze, to tylko ja - uśmiechnął się do zdezorientowanej siostry.
- Och, ale mnie wystraszyłeś! - zamyśliła się. - W sumie to teraz możesz mnie nieść - i położyła głowę na jego ramieniu. Chłopak westchnął przeciągle, ale nic nie powiedział. Ruszyli przed siebie. Po około sześciu minutach doszli do wielkiego jeziora otoczonego plażą. Chłopcy i Pansy prawie od razu wskoczyli do wody, a Hermiona usiadła na pomoście i zagłębiła się w książkę.
- No co ty, Hermiona, wskakuj do wody! - usłyszała głos swojego brata, ale rzuciła mu tylko spojrzenie w stylu "no chyba nie" i znowu zaczęła czytać. I to był jej błąd, bo nie minęła minuta, a czyjeś ręce zacisnęły się na jej nogach i wciągnęły do wody. Przez chwilę dziewczyna szamotała się nie mogąc ogarnąć sytuacji, ale po chwili unosiła się już bezpiecznie na powierzchni. Wściekłość ustępowała miejsca rozbawieniu. Rzuciła bratu mordercze spojrzenie i chlusnęła go wodą. Zaskoczona poczuła, że czyjeś silne ręce oplatają ją w tali i za chwilę znowu była pod wodą. Obróciła się i zobaczyła uśmiechniętą twarz Malfoya. Tak rozpoczęła się bitwa wodna. Ciskali w siebie wodą i podtapiali. Kiedy zaczęło robić się ciemno, wyszli na brzeg i rozpalili ognisko.
- Za Hermionę, moją małą siostrzyczkę! - Derek wyszczerzył się do siostry i uniósł butelkę z piwem kremowym, na co dziewczyna rzuciła mu mordercze spojrzenie.
- Bez ciebie w Hogwarcie było bardzo... dziwnie - wyznał Blaise. Potem Pansy, Derek i Diabeł pogrążyli się w rozmowie o szkole, a Draco wpatrywał się w ogień myśląc o swoich sprawach.
Brązowowłosa rozglądnęła się po wszystkich i wypiła łyk Ognistej.
- Cieszysz się, że się przenosisz? - usłyszała głos Malfoya obok siebie.
- Taaaak... - odparła niepewnie, nigdy nie rozmawiała z blondynem jak "równy z równym". - Myślę, ... że tak.
- Jak było w Durmstrangu? - była Gryfonka zamrugała kilka razy i spojrzała zaskoczona na blondyna.
- No wiesz... fajnie, miałam przyjaciół i w ogóle... nauczyłam się wielu rzeczy... - Dracona jak grom z jasnego nieba uderzył fakt, że Hermiona w Durmstrangu czuła się dobrze. Nie tęskniła za nikim, prowadziła normalne życie i nawet miała przyjaciół... Całkiem inaczej sobie wyobrażał jej życie poza murami Hogwartu - samotną osóbkę przemierzającą liczne korytarze wielkiej szkoły i z wyczekiwaniem w oczach czekającą na dzień, w którym wróci w rodzinne strony. A tymczasem, przez te kilka minut kiedy patrzył na nią w blasku ogniska, wydawała się taka... potężna, przywódcza... Biła od niej jakby poświata. To nie była ta sama osoba, którą pamiętał z Hogwartu. Może przez swoje wyobrażenia jej nie poznał...
- To chyba dobrze.
Hermiona patrzyła na niego wyczekująco, ale Draco tylko odwrócił wzrok do ogniska i powiedział:
- Już jutro szkoła, powiedziałaś już IM kim jesteś?
- Co masz na myśli? - dziewczyna czuła się zdezorientowana.
- No, czy powiedziałaś swoim "przyjaciołom" czyją jesteś córką?
W Hermionie zagotowała się krew, jakim prawem on śmie oceniać ją i jej przyjaciół?!!!
- Czy ty coś insynuujesz?!
- Ja... skąd...
- W ogóle dlaczego ja z tobą  rozmawiam?! - dziewczynie zaczęły puszczać nerwy, on się w ogóle nie zmienił, on się NIGDY nie zmieni. Odwróciła od niego wzrok i pociągnęła następny łyk Ognistej. Nie wiedziała dlaczego poczuła się urażona, na dobrą sprawę Malfoy nie powiedział niczego, za co mogłaby się tak poczuć...
Po kilku minutach usłyszeli pełen entuzjazmu głos Pansy.
- Nie wiem jak wy, ale ja myślę, że trzeba się zbierać - wszyscy zgodzili się z tym stwierdzeniem i zaczęli się rozglądać za swoimi rzeczami. Szli zaśmiewając się z żartów Diabła i potykając się w mroku o siebie nawzajem. Hermionę dogoniła Pansy i przytuliła ją. Zdezorientowana dziewczyna odwzajemniła uścisk.
- Tak się cieszę!
- Pan, to nic wielkiego.
- E tam! Już po jutrze do szkoły, wszyscy będziemy w końcu razem - roześmiali się jeszcze raz i weszli do Riddle Manor.


Rano Hermiona obudziła się z wielkim bólem głowy. Wstała z łóżka i powoli przeszła do komody stojącej po przeciwległej ścianie. Kiedy w końcu dopadła mebel, wyciągnęła z niego małą fiolkę z fioletowawym płynem. Wypiła zawartość buteleczki jednym łykiem, ale to tylko zmniejszyło ból głowy. Zamruczała pod nosem coś o tym, że w wolnej chwili musi sporządzić jakiś silniejszy eliksir na kaca i zaczęła się ubierać. Kiedy była już gotowa, wyczarowała kubeł zimnej wody, po czym włożyła do niego głowę. Od razu poczuła przypływ energii i chociaż dalej czuła się raczej kiepsko, przynajmniej kontaktowała. Wysuszyła się jednym zaklęciem i ruszyła do pokoju Pansy. Jak się okazało, siedzieli tam również chłopcy. Cała czwórka, łącznie z Pan wyglądała raczej kiepsko.
- Wow, Hermiona, wyglądasz... dobrze. Na pewno lepiej niż my, a na pewno wypiłaś więcej niż choćby Smok! - wykrzyknął oburzony Derek.
- W Durmstrangu nie nabyłam tylko wiedzy magicznej, ale też mocną głowę do alkoholu - dziewczyna roześmiała się. - No, a teraz... - wyczarowała cztery pełne kubełki wody. - Włóżcie głowy.
Zerknęli na nią niepewnie, ale wykonali polecenie. Kilka minut później wszyscy stali już gotowi do wymarszu do jadalni.
- Skąd znasz taki... patent? - zapytał ciekawy Blaise.
- Tak jak już mówiłam, z Durmstrangu. Tam imprezy były co drugi dzień i jakoś trzeba było się po nich ogarnąć, żeby pójść na lekcje. A poza tym, jeśli którykolwiek nauczyciel przyłapał cię, że nie jesteś... do końca trzeźwy, robiłeś tyle pompek, dopóki nie zemdlałeś ze zmęczenia.
W tej chwili weszli do jadalni i rozeszli się do swoich miejsc. Nie było tu wielu ludzi, kilku Śmierciożerców, nikt więcej.
- Tak, ona na serio się zmieniła - wyszeptał Blaise do Draco kiedy doszli do swoich krzeseł.


***

Hermiona zniecierpliwiona siedziała i wpatrywała się w kartkę pergaminu. Siedziała tutaj od kiedy przyszła ze śniadania, czyli... zerknęła na zegarek... od godziny. Potarła ręką skronie i jeszcze raz wlepiła wzrok w papier, przecież musi coś napisać! Wstała od biurka i podeszła do barku, aby nalać sobie Ognistej, po czym znowu zasiadła przed pergaminem. No pięknie, nie umie nic wymyślić, kiedy jej jest to najbardziej potrzebne. Spojrzała w okno i napisała najprościej jak tylko się dało,


Droga Ginny!
Nie wiem czy to najlepszy pomysł, ale chciałabym z tobą porozmawiać jutro na King's Cross. Jeśli się zgadzasz, odpowiedź prześlij mi zwrotną sową.

Hermiona

PS Jeśli byś mogła, nikomu o tym nie mów. Chciałabym porozmawiać tylko z tobą.


Jeszcze raz przeczytała list i przywiązała go do nóżki zniecierpliwionej sowy.


________________________________________________________________________


Hejka,

Sorry, że wczoraj nie pojawił się rozdział, ale byłam na wycieczce i nie dałam rady. Tak więc, dzisiaj rano pomyślałam sobie, że skoro nie przygotowałam wam żadnej miniaturki na Mikołaja, w takim razie wstawię wczorajszą notkę. Mam nadzieję, że będzie się wam podobać, osobiście nie jestem nią zachwycona, ale mówi się trudno. Tak więc do następnego rozdziału i wesołych Mikołajków!


hairy

PS Następny rozdział za dwa tygodnie w piątek. 





piątek, 28 listopada 2014

Rozdział V

"Lubimy wracać w miejsca, gdzie spotkało nas coś dobrego, gdzie spotkaliśmy kogoś ważnego dla nas. Lubimy te powroty, bo stale mamy nadzieje , że ktoś lub coś jeszcze na nas tam czeka."
_________________________________________________________________________________


*dwa lata później*

- Hermiona?! - dobiegł mnie głos mamy zza drzwi.
- Proszę. - rzuciłam od niechcenia. Nie bardzo interesowało mnie cokolwiek innego oprócz pisanego w tej chwili listu do mojej przyjaciółki z Durmstrangu - Nataliji. Usłyszałam skrzypnięcie drzwi i chwilę później siedziałam na przeciwko rodzicielki. Spojrzałam na nią wzrokiem typu "no czego jeszcze, nie widzisz, że jestem zajęta?!", ale nie odezwałam się.
- Kochanie - no genialnie, szykuje się dłuższa mowa. Odłożyłam pergamin na bok i zwróciłam wzrok na mamę. - Rozmawiałam z ojcem, oboje sądzimy, że możemy już cię ujawnić... - moje oczy gwałtownie się rozszerzyły. - Jesteś już pełnoletnia...Wiemy, jak trudno było ci się przystosować do nowego życia i pomyśleliśmy, że gdybyś chciała, to możesz przenieść się z powrotem do Hogwartu.
Zaparło mi dech w piersiach. Czy to nie sen, czy aby na pewno dobrze usłyszałam?
- Mówisz serio?
- Jak najbardziej. Derek również się przenosi, nie będziemy się już ukrywać - zamrugałam kilka razy, po czym rzuciłam się jej na szyję. - Czy mam o traktować jako "oczywiście, że jadę"?
Mój entuzjazm gwałtownie opadł, spojrzałam w okno na wschodzące nieśpiesznie słońce.
- Dajcie mi jeden dzień, muszę to przemyśleć... - i znów uderzyłam stopami o rzeczywistość. Czy znowu chcę zostawić wszystko za sobą nie oglądnąwszy się? Ale ile można tak żyć?! Zostawić czy nie zostawić dotychczasowego życia, oto jest pytanie! Zawsze lubiłam Szekspira... Złapałam za kask i wybiegłam z pokoju. Usłyszałam jeszcze pytanie mamy.
- Gdzie jedziesz?
- Nie wiem! - krzyknęłam i wybiegłam na dziedziniec. Wskoczyłam na mój motor i wcisnęłam gaz do dechy.
-To jest to. - pomyślałam gnając po drodze. - To, co kocham najbardziej, wiatr we włosach i tą cholerną wolność...
Ciałem prowadziłam mój ukochany motor, ale myślami znów byłam daleko poza rzeczywistością. Czy zostawić przyjaciół z Dumstrangu i udać się do miejsca, które jednak tak kochałam, Hogwartu?
- Wiem, napiszę do Ginny! - to był chyba najlepszy z moich pomysłów.
Mimo wszystko, nic nie zmieniło się pomiędzy mną, Ginny, Harrym i Ronem, z tym wyjątkiem, że nie widywaliśmy się. Ostatni raz, kiedy widziałam Rudą to rok po moim odjeździe.



- Hermiona! - nawet nie otworzyłam oczu. Czego oni chcą o tak nieludzkiej porze?!

- Hermiona, wstawaj! - ocho, to Pansy się dobija. Mam ją gdzieś, jeśli ona nie umie spać, to niech przynajmniej mnie nie budzi, jędza jedna! - Hermiona jest 12.00, wstawaj albo jadę bez ciebie!
- Że co?! - wykrzyknęłam zrzucając z impetem kołdrę.
- Tak to! - skrzypnęły drzwi i do pokoju weszła moja siostra, cała czerwona na twarzy. - Stoję tu i walę do twoich drzwi już od kilku dobrych minut! Zbieraj się albo jadę bez ciebie!
- Okej, okej. Będę za dziesięć minut. - zebrałam się szybko i zdążyłam zbiec na dół jeszcze przed czasem.
Wsiadłyśmy do limuzyny stojącej przed domem i już po chwili usłyszałyśmy pisk opon.
- To gdzie najpierw idziemy? - z zamyślań wyrwał mnie głos Pansy
- Może najpierw do Madame Malkin, potem do apteki i Esów Floresów, a na sam koniec możemy iść do kawiarni - po tym ostatnim na twarzy Pan wzniósł się ogromny uśmiech.
- Jestem za! - nagle, ni z tego, ni z owego, przytuliła się do mnie. - Tak bardzo się cieszę, że jesteś... - odwzajemniłam uścisk. Ja też się cieszyłam, że w końcu odnalazłam rodzinę. Chociaż widywaliśmy się bardzo rzadko i na bardzo krótko, i tak czułam, że oddałabym za nich życie.


Wysiadłyśmy tak jak zawsze przed Dziurawym Kotłem i dostałyśmy się na Pokątną. Po zrobieniu potrzebnych zakupów udałyśmy się do tak długo wyczekiwanej kawiarni.

- Czekaj! - zawołała nagle Pansy. - Zapomniałam, że muszę kupić korzonki dla Snape'a.
- Okej, poczekam w kawiarni, zamówić ci coś?
- Możesz wziąć dla mnie puchar lodowy. Będę za jakieś dziesięć minut! - i puściła się pędem do apteki.
Pokręciłam głową i weszłam do środka. Zajęłam pierwszy lepszy stolik i wpatrywałam się w przechodzących ludzi za oknem. Nagle znów odezwał się dzwonek u drzwi. Obróciłam się w tamtą stronę i oczy wyszły mi z orbit. W wejściu ujrzałam tę znajomą rudą czuprynę. Ginny podbiegła do mnie i uścisnęła mocno. Przez chwilę obie nie wiedziałyśmy co powiedzieć.
- Nie mówiłaś, że przyjeżdżasz! - odezwała się po chwili moja przyjaciółka z wyrzutem w głosie.
- Bo już za niedługo jadę z powrotem... - Ruda spuściła smutno głowę. Po chwili pogrążone byłyśmy w rozmowie. Po około dwóch minutach usłyszałyśmy głos Pani Weasley.
- Ginny!!! - dziewczyna spojrzała smutno w tamtą stronę i znów odwróciła się do mnie, jakby się wahała.
- Musze już iść, przyjechałyśmy z mamą na chwilkę - przytuliła mnie. - Napisz do mnie za niedługo! - i wybiegła na zewnątrz.
Uśmiechnęłam się sama do siebie, tak dawno jej nie widziałam. Nagle coś sobie przypomniałam i od razu uśmiech mi zrzedł - przecież oni nie wiedzą, kim jestem!



Zawróciłam szybko motor. W mojej głowie układał się klarowny plan działania. Szkoda mi było tylko, że ta przejażdżka była tak krótka...


***

- Idziemy na imprezę? - Blaise usychał z nudów. Oczywiście, cały dzień spędzili na zabawie, ale zbliżał się wieczór, a oni wyczerpali asortyment rzeczy do roboty po zmierzchu już ponad tydzień temu...
- Jeśli ci się chce... - Draco również nie wiedział w co ręce włożyć.
- To ja zacznę się szykować - Diabeł stoczył się z łóżka na którym leżał i powlókł się do łazienki.
Młody Malfoy obrócił się na plecy i tępo wpatrywał się w sufit. Tak bardzo chciał być już w Riddle Manor. Zawsze najgenialniej bawili się w towarzystwie Pansy i Dereka... Ale oni nie mogli nawet przyjechać do niego, do Malfoy Manor, a z resztą tam teraz jest Hermiona, a Pan nigdy nie odpuści chociaż chwili pobycia z siostrą. Tak na marginesie, dawno już nie widział byłej Gryfonki. Ile to będzie? Z dwa lata!
Dziewczyna zawsze wyjeżdżała wcześniej niż przyjeżdżali Śmierciożercy, kiedy wszyscy z kompani jej ojca już się zjechali, jej już dawno nie było... W sumie trochę mu brakowało docinania jej, ciągłego patrzenia na jej uniesioną do góry rękę. Hogwart nie był już taki sam... Tak naprawdę nie bardzo ją już pamiętał, tylko tą wieczną burzę brązowych kręconych włosów, nic więcej... Cała szkoła bardzo przeżyła jej odejście, nawet Ślizgoni, Święta Trójca była już tylko Świętą Dwójką, a Weasley ledwo co zdał Sumy.
Na samą myśl o klęsce Rudego, Draconowi zrobiło się cieplej na sercu. Usłyszał szczęk otwieranych drzwi i po chwili z łazienki wygramolił się Diabeł.
- Teraz ty. - rzucił przez ramię. - Tylko nie szykuj się zbyt długo, pamiętaj, że na imprezę idziemy już dziś - posłał Draconowi złośliwy uśmieszek.
Po półtorej godziny stali już przed klubem uśmiechnięci i pełni energii. Weszli do środka, jak zawsze było tam tłoczno i głośno. Nie wiedzieli z iloma napalonymi dziewczynami tańczyli, ile wypili, ani o której wrócili do Malfoy Manor.

Rano Draco obudził się z potwornym bólem głowy, jak zawsze po imprezie. Kiedy tylko podniósł się z łóżka, to samo uczynił Diabeł.
- O w cholerę! - zaklął platynowłosy, kiedy zachwiał się niebezpiecznie. Podszedł ostrożnie do szafy i wyjął dwie fiolki pełne fioletowej cieczy. Wypił swoją porcję, ale eliksir tylko złagodził ból głowy. Z wielkim trudem ubrał się i razem z Blaisem poszli na śniadanie.
W kuchni przy stole siedziała już Pani Malfoy. Chłopcy opadli na krzesła na przeciwko niej i schowali twarze w rękach. Kobieta przyglądała się tej scenie z lekkim uśmiechem.
- Jak tam wrażenia po imprezie? - zapytała złośliwie.
- Możesz sobie darować?! - zapytał z lekkim wyrzutem w głosie Draco.
- Ale dlaczego? Chyba dobrze bawiliście się poza domem... i w nim również. Ależ wczoraj mi i ojcu pięknie śpiewaliście!
- Że co! - blondwłosy podniósł głowę a jego oczy zrobiły się wielkie jak galeony.
- Nie co, tylko proszę, i tak, wczoraj w nocy śpiewaliście... w sumie trudno określić co - dokuczanie im sprawiało jej czystą przyjemność, zważywszy na stan w którym się znajdowali. - Tak czy inaczej, z ojcem stwierdziliśmy, że już jutro pojedziemy do Riddle Manor. Może Pansy utrzyma was w ryzach... - Draco i Blaise wymienili znaczące spojrzenia, po czym odezwał się Diabeł.
- To my może pójdziemy się przejść...
- Nie zgubicie się? To duży ogród, a na kacu łatwo pomylić drogę - na jej ustach wykwitł złośliwy uśmiech.
- Mamo, nie jesteśmy dziećmi, damy sobie radę! - wstali od stołu i już mieli wyjść, gdy dobiegł ich głos Narcyzy. Obrócili się w jej stronę.
- Panowie dorośli! Koszule macie na złą stronę! - po czym posłała im pełen triumfu uśmiech i wyszła z jadalni.



***



- Pansy!- Hermiona wpadła do domu jak burza.
- Czego?!- po chwili dało się słyszeć krzyk Ślizgonki z drugiego piętra. Miona wspięła się po schodach i w chwilę później stała przed siostrą.
- Muszę z tobą pogadać - wysapała
- Wal śmiało.
- No więc... - zaczęła brązowowłosa- Rodzice zaproponowali mi, abym przeniosła się do Hogwartu... - nie dokończyła, ponieważ Pansy zapiszczała z uciechy i przytuliła się do niej.
- To genialnie!
- Nie do końca... - dziewczyna odsunęła od siebie siostrę i usiadła na krześle. - Bardzo bym chciała wrócić i w ogóle, ale z drugiej strony nie chcę zostawiać przyjaciół z Durmstrangu. Nie mogę tak dalej, ciągle zostawiam za sobą przeszłość, żeby zacząć coś, do czego w głębi duszy nie jestem przekonana... Pan, pomóż, jestem w kropce!
- No to mamy problem... - stwierdziła dziewczyna. - sSłuchaj, to od ciebie zależy wybór. Jeśli zdecydujesz, że jednak zostaje Durmstrang, żyj, jakby propozycji o powrocie w ogóle nie było. To nie ja mam zdecydować, nie kto inny, tylko ty.
- Wow, Pan, była byś świetnym psychologiem bądź pedagogiem...
- Dzięki, ale mam dosyć własnych problemów - dziewczyna uśmiechnęła się do Hermiony. Nagle usłyszały ciche pukanie do drzwi, a chwilę później ukazał się w nich Derek.
- Mam super wiadomość! - wydyszał. - Po pierwsze, jutro przyjeżdżają Draco i Blaise... - Pan nie dała mu skończyć.
- Ale tylko oni czy wszyscy Śmierciożercy? - zapytała z nadzieją w głosie.
- Tylko oni. Reszta przyjeżdża tak jak zawsze. A tak na marginesie, to przenoszę się do Hogwartu!- na jego twarzy wykwitł wielki uśmiech. Widać było, że jest w siódmym niebie.
- To genialnie! - zapiszczały razem Pansy i Hermiona i rzuciły się bratu na szyję. Nagle jednak  Ślizgonka spoważniała i odsunęła się od brata.
- Derek, mamy z Hermioną coś do obgadania, może porozmawiamy potem?
- Och, ależ ja też chętnie wezmę udział w tej jakże interesującej rozmowie... - igrał z ogniem.
- Derek!!! - wykrzyknęły obie dziewczyny, a chłopak potulnie wyszedł.
Siedziały chwilę w milczeniu, po czym odezwała się Pansy.
- Przemyśl to na spokojnie, to ważna decyzja.
- Ty to umiesz podnieść człowieka na duchu - roześmiała się brązowooka i zapatrzyła w sufit. Ślizgonka przyglądała się jej chwilę po czym wypaliła bez zastanowienia:
- Zmieniłaś się... - zdezorientowana dziewczyna popatrzyła na nią. - Wyglądasz inaczej i w ogóle zachowujesz się inaczej...
To był niezaprzeczalny fakt. Hermiona nie była już tą samą Hermioną Granger, kujonką z Gryffindoru. Jej długie, lekko falowane brązowe włosy były przy końcówkach turkusowe, była szczupła i wysoka. Ale zmiany zaszły nie tylko w jej wyglądzie. Jej charakter zmienił się o 360 stopni. Zawsze miała cięty język, ale teraz to było po prostu mistrzostwo. Była urodzonym przywódcą grupy, stanowcza i nie dająca sobie narzucić racji innych. Dużo więcej piła, jeździła na motorze. Durmstrang naprawdę ją zmienił. Nauczyła się władać swoimi mocami, a po tatusiu odziedziczyła niemałe zdolności.
- Chyba masz rację... - odezwała się po chwili namysłu Hermiona.
- Chcę zobaczyć miny chłopaków, gdy cię zobaczą, na pewno cię nie poznają!
- Na serio tak myślisz?
- Na sto procent! Po prostu padną! W ogóle nie przypominasz starej Hermiony, no poza tym, że dalej uwielbiasz książki...
- Pansy, możesz mi coś wyjaśnić? - wcięła się dziewczyna siostrze w zdanie.
- Chyba tak...
- Dlaczego, gdy przez cały czas gdy tu jestem, jesteśmy tu tylko my, to znaczy ja, ty, Derek, mama,  tata, no i służba? Żadnych Śmierciożerców ani nikogo takiego?
- Bo widzisz, oni przyjeżdżają dopiero pod koniec wakacji, wtedy, kiedy ciebie już nie ma. - Pan mówiła ze stoickim spokojem.
Rozmawiały jeszcze dobre dwie godziny, kiedy spojrzały na zegarek, ze zdziwieniem stwierdziły, że jest już późno wieczorem.
- To co? - zapytała Pansy kiedy Hermiona stała już w drzwiach.
- Co, co?
- No... Zostajesz czy jedziesz z powrotem?
Brązowowłosa zastanowiła się przez chwilę, po czym odparła,
- Muszę się nad tym głębiej zastanowić...
- Nie ma sprawy. - dziewczyny uśmiechnęły się do siebie i Hermiona poszła do swojego pokoju. Usiadła na parapecie z niedokończonym listem w dłoni. Zmięła go i wrzuciła do kominka. Wzięła następny kawałek pergaminu i wyskrobała kilka słów,


             Spotkajmy się o 21.00 u mnie w kominku.
Hermiona

Zwinęła pośpiesznie list i przywiązała do nóżki sowy stojącej na biurku.


***

Po dość długim spacerze, Draco i Blaise wrócili do swojego pokoju.
- Ale genialnie! - Diabeł rozłożył się na swoim łóżku. - W końcu będzie, co robić!
- Tak... - blondyn siedział zamyślony. W ogóle nie słuchał, o czym mówi jego przyjaciel, aż do chwili gdy padło to kluczowe imię...
- Boże, ile czasu ja już nie widziałem Hermiony... Dwa lata! - przeliterował te słowa, jakby nie mógł w nie uwierzyć. - Och, ale jej już nie będzie kiedy my przyjedziemy... Trochę szkoda, chciałbym się dowiedzieć jak jest w Durmstrangu!
W blondyna znowu to uderzyło. Nie wiedział, dlaczego, ale pragnął zobaczyć dawną Gryfonkę, może chciał po prostu jej po dokuczać... Tak, chciał ją wkurzyć jak nigdy dotąd.
- Hallo, ziemia do pana! - usłyszał głos Blaise'a.
- Co?... - zapytał ze zdziwieniem platynowłosy.
- Już nic. - Diabeł uśmiechnął się do siebie. - A ty co o tym myślisz?
- O czym?
Zabini wywrócił teatralnie oczami.
- No, czy nie masz ochoty zobaczyć się z Hermioną, no wiesz, podroczyć się jak za dawnych czasów, dowiedzieć się, co u niej słychać...
- Nie. - odparł szybko Draco, za szybko... Dwa lata temu powiedział Pansy i Diabłowi, że nic a nic nie obchodzi go Hermiona. Miał zamiar ciągnąć tą farsę.
Blaise patrzył na przyjaciela chwilę, po czym postanowił podjąć tę trudną rozmowę.
- Draco, Hermiona wcale nie jest taka zła. Nie rozumiem, dlaczego dalej tak jej nie lubisz. Rozumiem, kiedyś ojciec wymagał czystej krwi, trele morele, ale teraz... Teraz ona ma czystszą krew niż ty!
W sumie, Diabeł miał rację. Hermiona tak naprawdę nigdy nie była gorsza od nich wszystkich, ale samo to, że była tą a nie inną Hermioną doprowadzała Dracona do białej gorączki. W sumie to dlaczego Diabeł miałby go pouczać?! Jest Malfoyem i nikt nie będzie mu mówił co ma robić i jak!
- Darowałbyś sobie! Głowa mnie boli - naskoczył na przyjaciela, po czym, z niewiadomych powodów, chwycił kurtkę, zważywszy na to, że był sierpień i wyszedł z pokoju.
Szlajał się najpierw po ogrodzie, potem po ulicach Londynu, potem znowu po ogrodzie, aż w końcu, kiedy zaczęło się robić ciemno postanowił wrócić do domu. W pokoju zastał pakującego się Diabła.
- Twoja matka kazała ci powiedzieć jak wrócisz, że masz się spakować, więc informuję cię, że masz się spakować - Zabini uśmiechnął się z kpiną.
- No serio stary, boki zrywać!
Chłopak tylko wzruszył ramionami i dokończył pakowanie.
- To ja... Tego... Pójdę już spać... - obrócił się na pięcie w stronę swojego łóżka i po chwili zniknął pod kołdrą.
Draco spakował się i też wsunął się pod kołdrę. To był męczący dzień. Tak naprawdę, miał ochotę znowu posprzeczać się trochę z byłą Gryfonką. Nikt nie umiał się tak kłócić jak ona!

_________________________________________________________________________________

Hej!
Przepraszam, że tak późno, ale dopiero co ogarnęłam, że dzisiaj przecież piątek. Mam nadzieję, że się nie gniewacie. Mile zaskoczyła mnie dzisiejsza liczba wejść. :) Nie będę dalej przynudzać i do następnego!


hairy


PS Nie złośćcie się o błędy, nawet nie zdążyłam wszystkiego przeglądnąć, tylko wstawiłam na szybkiego.


piątek, 21 listopada 2014

Miniaturka 2

"Koniec szczęśliwego zakończenia"

_________________________________________________________________________________

Błysnęła lampa w aparacie, a po chwili rozległ się śmiech dwóch osób. 
Hermiona i Draco tarzali się ze śmiechu na trawie nie mogąc przestać. Mieli jeszcze chwilę do przyjazdu przyjaciół, więc postanowili się trochę powygłupiać.
- Draco! - wysapała dziewczyna pomiędzy napadami śmiechu. - Dobra, już koniec!
Oboje usiedli na ziemi z uśmiechami na ustach. W końcu zapomnieli o tym, co ich czeka, ale nie na długo.
- Draco, co będzie dalej? - chłopak przysunął się bliżej i objął ją ramieniem.
- Na początek pozbędziemy się tego cholernego bandziora, a potem będziemy żyli długo i szczęśliwie.
- To może się stać w każdej chwili...
- Wiem. - chłopak ukląkł przed Hermioną i spojrzał jej w oczy. - Ale zobaczysz, wszystko będzie dobrze - wskazał na pierścionek na jej palcu.
- Tak bardzo cię kocham! - wyszeptała Miona ze łzami w oczach.
- Hej, zaczynacie bez nas! - z oddali dało się słyszeć oburzony, lecz pomieszany z rozbawieniem głos Harry'ego.
- My, bez was? Nigdy! - roześmiali się.
Przyszli wszyscy: Harry, Pansy, Ginny, Blaise, Ashley, Theodor. Tak dobrze ich było widzieć wszystkich całych i zdrowych.
- No co tak stoicie, siadajcie - zagadnął ich Draco.
- Jak dobrze - mruknął Theodor i położył się na kolanach Hermiony. - I pomyśleć, że za niedługo ten spokój może być zakłócony.
- Mogę ci go zakłócić już w tej chwili, kolana mojej narzeczonej są moje!
- Wiesz, że nie o to mi chodzi - zaperzył się Nott. - I jeśli Hermiona nie ma nic przeciwko, to jednak jeszcze poleżę na jej kolanach.
- Uspokójcie się. - Ginny próbowała podnieść wszystkich na duchu. - Jeszcze zobaczycie, że pewnego dnia znowu będziemy siedzieć tak jak teraz, wszyscy razem... No, może w większym gronie - tu spojrzała znacząco na Dracona i Hermionę.
Siedzieli tak rozmawiając o wszystkim i o niczym, ciesząc się tym, że jeszcze są młodzi. Zrobiło się późno i ósemka przyjaciół zaczęła się zbierać. Nagle zadzwonił telefon Malfoya. Młody dziedzic zdziwił się. Kto normalny do niego dzwoni o tej porze? Lecz kiedy tylko zobaczył numer na wyświetlaczu, wszystko było już jasne.
- Czy to już? - zapytał na dzień dobry.
- Jeśli masz resztę pod ręką, to powiedz im i to szybko. Śmierciożercy wkroczyli właśnie do Hogwartu i to na mojej zmianie! Zaczyna się rzeź.
- Zaraz tam będziemy - mruknął Draco i rozłączył się. Wsadził pośpiesznie telefon do kieszeni i krzyknął za przyjaciółmi, którzy nie zwrócili uwagi na to, że nie idzie za nimi.
- Zaczęło się. - wszyscy zgodnie obrócili się w jego stronę. - Dostałem właśnie wiadomość od Willa, musimy ruszać.
Ginny wydała z siebie zduszony okrzyk i wypuściła z ręki koszyk piknikowy, który niosła. Oczy Hermiony mówiły same za siebie. Nie było czasu, chwycili się wszyscy za ręce i po chwili znikli z cichym pyknięciem.


Teleportowali się w Zakazanym Lesie. Z oddali dochodziły odgłosy walki, nawoływania rannych. Wśliznęli się do zamku i od razu odnaleźli Willa.
- Dobrze, że już jesteście. Jak na razie jest chyba dobrze, ale Śmierciożerców jest coraz więcej. Nie wiem, ile jeszcze wytrzymamy. O, Harry, Dumbledore chciał cię widzieć.
Przez następne godziny walczyli wszyscy razem oczekując powrotu Harry'ego od Dumbeldora. Kiedy ten nie wracał, Hermiona, Pansy i Draco poszli go szukać. Po piętnastu minutach zobaczyli go ledwo żywego przygniecionego przez stertę gruzu, która zapewne była kiedyś ścianą zamku.
- Harry! - krzyknęła Hermiona i uklękła obok przyjaciela.
- Uważaj, Potter, bo pomyślę, że moja narzeczona woli ciebie ode mnie - Dracona dobry humor nie odstępował nawet na chwilę.
- Nic ci nie będzie, zaraz cię wyciągniemy - uspokajała go Miona.
- Nie, nie, Dumbledore nie żyje. Ktoś musi zanieść to i umieścić na wieży astronomicznej - wyszeptał Harry ze łzami bólu w oczach i pokazał im małe pudełeczko.
- Ja to zrobię, a Pansy niech wyciągnie cię z pod tych kamieni - wyrwała się Gryfonka.
- Ja pójdę z tobą - zawyrokował blondyn i objął dziewczynę.
Już mieli odchodzić, kiedy brunet przyciągnął Hermionę do siebie i wyszeptał do ucha.
- Herm, stamtąd nie ma odwrotu, umrzecie... - w jego oczach czaiła się troska, smutek i żal.
- Jeśli tak trzeba... - wyszeptała dziewczyna i pocałowała go w czoło. Jej głos nie wyrażał absolutnie niczego poza smutkiem. Wiedziała, co wiąże się z udziałem w tej bitwie i była gotowa oddać nawet życie.
- Żegnaj... - powiedział jej jeszcze przyjaciel, po czym i Miona i Draco zniknęli za rogiem korytarza.


Biegli ile sił w nogach. Załatwili kilku Śmierciożerciów, w pojedynkach nie mieli sobie równych. Kiedy dotarli na szczyt najwyższej wieży w cały zamku, Hermiona wyjęła z kieszeni już mocno poniszczonej kurtki, złote pudełeczko.
- Harry powiedział, że nie ma odwrotu... - spojrzała w oczy swojego ukochanego.
Draco wiedział, co to oznacza.
- Idź... - wyszeptała dziewczyna ze łzami w oczach, na co on tylko pokręcił przecząco głową, a łzy popłynęły po jego brudnej twarzy.
- Jeśli mamy zginąć, to tylko razem - powiedział.
- Idź, idź - zaczęła szlochać Hermiona, wtulając się w ramiona Draco. - Uratuj przynajmniej siebie...
- Nie. - teraz chłopak również płakał. Nie odejdzie bez niej, nigdy! Przytulił ją mocniej; to mogła być ich ostatnia chwila. - Zrób to - powiedział.
- Draco, idź... - dalej powtarzała Hermiona. Chłopak spojrzał swoimi lekko zaczerwienionymi oczami na jej lśniącą od łez twarz.
- Nigdzie bez ciebie nie pójdę - wyszeptał, a na jego twarzy pojawił się lekki uśmiech. - Kocham cię i nic tego nie zmieni - starł palcem łzy z jej brudnej twarzy i pocałował lekko, ten ostatni raz... - A teraz stawmy czoła śmierci tak ja wszystkiemu, co dotąd nas spotkało.
- Tak bardzo cię kocham... - powiedziała Miona i otwarła pudełko. W środku znajdował się mały srebrny przycisk. Spojrzeli po sobie i mocniej przytulili.
- Na trzy - wychrypiał Dracon. - Raz... dwa... trzy!
Hermiona zaszlochała i mocniej wtuliła się w Draco, ale wcisnęła przycisk. Rozbłysło oślepiające światło....


Rozległ się potężny huk. Harry spojrzał w górę na wieżę astronomiczną. W jednej chwili blade światło pochłonęło wszystko dookoła, a w drugiej, wszyscy Śmierciożercy wyparowali. Rozległy się wiwaty i oklaski, ale Harry nie był skłonny do radości. Wiedział, jaki był koszt skończenia tej bitwy.
- Draco i Hermiona nieźle się spisali, jak tylko wrócą to zrobimy niezłą imprezę! - Pansy wyglądała na w niebo wziętą. Harry'emu zaczęły spływać łzy. - Dlaczego płaczesz? Przecież wszystko dobrze się skończyło - zainteresowała się Pan mocniej obwiązując nogę Harry'ego bandażem.
- Pansy, oni nie wrócą...
- Kto nie wróci?
- Draco i Hermiona... Oni nie wrócą...
Dziewczyna zastygła w połowie czynności. Wyglądała jakby ktoś ją spetryfikował. Brunet zobaczył w jej oczach łzy.
- Jak to nie wrócą? Harry, co ty w ogóle wygadujesz? - jej głos drżał. Chłopak nie zdążył jej odpowiedzieć, ponieważ do Wielkiej Sali wpadła reszta paczki, wyglądali na całych i zdrowych, z mniejszy lub większymi ranami, ale przy tym tak szczęśliwi, jakby właśnie spełniło się ich wielkie marzenie.
- Widzieliście naszą zakochaną parę? - zagadnęła ich Ginny.
- Właśnie, szukaliśmy ich, ale nie mogliśmy znaleźć. - do rozmowy włączył się Blaise.
Nikt nic nie odpowiedział.
- Bo ich już tu nie ma... - szepnął Harry i spojrzał Pansy w oczy.
- Jak to nie ma? Przecież nie poszliby od tak do domu - zaśmiała się Ginny, chyba wcale nie rozumiejąc przekazu bruneta.
- Oni odeszli... - szepnął jeszcze ciszej Chłopiec-Który-Przeżył.
Wszystkich jak grom z jasnego nieba poraził sens słów chłopaka. Ginny osunęła się na ziemię i oparła o ławkę, z szeroko otwartymi oczami. Theodor usiadł i zakrył twarz rękoma. Nastała grobowa cisza. Nikt nie zdołał się odezwać.
- To nie możliwe... Ale jak? - wyszeptała ledwo słyszalnie Ruda roztrzęsionym głosem. - Ta wojna to miało być ich szczęśliwe zakończenie, mieliśmy być wszyscy razem...
Harry opowiedział im wszystko od chwili kiedy dał Hermionie owe dziwne pudełeczko od Dumbledora.


Ciała Dracona i Hermiony znaleziono jeszcze tego samego dnia. Leżeli przytuleni do siebie, trzymając się za ręce, a na ich twarzach widoczne były jeszcze ślady łez. Nie było po nich widać nic szczególnego. Ubrania poplamione i poszarpane, były takie same jak przed dziwną jasnością. Ich palce były złączone, a lśniły na nich srebrno-złote obrączki. Wyglądali tak, jakby zaraz po bitwie po prostu zasnęli... Ginny osunęła się na ziemię i rozpłakała.
- To nie prawda... - zawodziła. - Dlaczego mnie zostawiłaś? - pochyliła się nad Hermioną. - Przyjaciółki na zawsze... - wyszeptała jeszcze.
Pansy nie mogąc na to patrzeć odwróciła się i wtuliła w Harry'ego. Theodor wyciągnął różdżkę i wyczarował wieniec z róż. Teraz rozumieli przekaz Harry'ego sprzed kilku lat "nie wiecie jak to jest kiedy kumpel ginie na waszych oczach...". Ich przyjaciele leżeli bez życia, a przecież jeszcze kilkanaście godzin temu, razem się śmiali i żartowali...
Tego dnia znaleziono jeszcze wiele ciał, wiele osób tak samo jak Hermiona lub Draco leżących bez życia...




Harry przechadzał się po dziedzińcu. Pansy jako tako nastawiła mu nogę, oraz kilka żeber. Chodził bez konkretnego celu, aby tylko nie siedzieć w miejscu i zastanawiać się co by było, gdyby ta cholerna ściana wtedy nie runęła na niego. Po około pół godzinie bezsensownego spaceru coś jednak przykuło jego uwagę. Uklęknął i wygrzebał spod kamiennej warstwy pokrywającej dziedziniec długą czarną różdżkę. A więc Voldemort też zniknął. Wezbrała w nim wściekłość, przecież to wszystko było winą tego zakichanego dupka! Przełamał różdżkę na pół i wspiął się na najwyższą stertę gruzu. Kilka osób zwróciło ku niemu oczy, a po chwili pod jego "podium" zebrał się mały tłum.
- Od dzisiaj jesteśmy wolni! - krzyknął. - Wiem, że właśnie do tego dążyliśmy, aby stworzyć nowe społeczeństwo, w którym nikt nie będzie nas terroryzował i okłamywał, ale nigdy nie chciałem tworzyć go takim kosztem! - ryknął, a kilku ludzi spojrzało na niego nierozumiejącym wzrokiem. - Wczoraj za naszą wolność pożegnaliśmy dwójkę wspaniałych ludzi - Hermionę Granger i Dracona Malfoya. Gdyby nie oni, nie wygralibyśmy... Oddali swoją szansę na lepsze życie, abyśmy my ją mieli... Nie ja jestem wybawcą, ale oni... I teraz sobie myślę, czy było warto... - ostatnie słowa wypowiedział prawie szeptem. Wiedział, co powiedziałaby teraz Hermiona: że nawet za taką cenę było warto się poświęcić. Ale teraz nie chciał o tym myśleć, liczyło się tylko to, że przed kilkoma godzinami stracił najlepszą przyjaciółkę... Zjechał po stercie kamieni, na których stał i odszedł. Ludzie, którzy słuchali jego przemówienia, a było ich sporo, mieli nietęgie miny, wielu z nich nie wiedziało, dlaczego tak naprawdę Śmierciożerców wcięło.




Kilkadziesiąt lat później

- ...Wielu było w waszym wieku, albo młodszych, a wszyscy walczyli, abyście wy mogli mieć normalne życie, zwykłe dzieciństwo... Żadne dziecko nie powinno przeżyć czegoś takiego... Żadne... - dokończyła smutno.
- Pani Profesor, pani też tam walczyła, prawda? - zapytała blond włosa dziewczyna ze Slytherinu.
- Tak, ja również byłam jeszcze w szkole, kiedy rozegrała się druga bitwa o Hogwart, dokładniej w szóstej klasie... - zamyśliła się. Dalej mijały jej przed oczami te obrazy, umierający ludzie, nawoływania rannych... - My, nauczyciele, opowiadamy wam to wszystko, abyście kiedyś mogli opowiedzieć to swoim dzieciom, a one swoim, aby ta historia nie znikła pośród wielu legend i bajek, abyście nie popełnili kiedyś tego samego błędu co Lord Voldemort... Kiedy historia o ludziach, którzy walczyli zostanie zapomniana, jaki sens miałoby ich poświęcenie... Czy umarliby na próżno?
W tej chwili zadzwonił dzwonek, ale uczniowie nie wypadli z klasy tak szybko jak zazwyczaj. Siedzieli pogrążeni w swoich myślach, a kiedy w końcu zaczęli się zbierać, miny mieli nietęgie. Ona zawsze tak działała na swoich uczniów.
Gdy w końcu ostatni maruder wyszedł z klasy, kobieta zamknęła drzwi i wyszła na zimne błonia. Minęła wielki pomnik młodych obrońców Hogwartu i ruszyła dalej. Po około trzech minutach marszu zatrzymała się przy równie wielkim pomniku. Przedstawiał on dwoje ludzi trzymających się za ręce z różdżkami wyciągniętymi daleko przed siebie. Napis pod statuą głosił:


Hermiona Granger oraz Draco Malfoy
dwoje młodych ludzi, których poświęcenie uratowało... i zabiło
Ku czci ich pamięci


Ginny uśmiechnęła się lekko i wyczarowała pod tabliczką wieniec z róż. Wyjęła z kieszeni płaszcza już dosyć mocno poniszczone zdjęcie - te samo, które Hermiona i Draco zrobili na polanie tego feralnego dnia. Łzy zaszkliły jej się w oczach. Pamiętała, co powiedziała wtedy na polanie. To było ich ulubione miejsce, które wybrali właśnie Smok z Mioną. Wrócili tam tylko jeszcze jeden raz, aby złożyć hołd poległym przyjaciołom. 
- Pani Profesor... - odwróciła się zaskoczona. Zwykle nikt tu nie przychodził.
- Panno Mishingan, co pani tu robi? - zapytała młodą dziewczynę, która należała do Gryffindoru.
- Przyszłam popatrzeć. To zabawne, że dzięki nim uwolniliśmy się od Voldemorta, a tak naprawdę niewiele o nich wiemy.
- Bez przesady, przecież każde dziecko w naszym kraju wie...
- Jak szlachetny czyn uczynili, ale nic więcej.
Nastała krępująca cisza.
- Pani ich znała. - wypaliła nagle bez zastanowienia dziewczyna.
Ginny obejrzała się jeszcze raz w jej stronę po czym westchnęła.
- Znałam... Hermiona była moją najlepszą przyjaciółką... - jeszcze raz westchnęła. - Ona i Draco się nie znosili, a później... stali się nierozłączni... Nawet w obliczu śmierci - pojedyncza łza spłynęła po policzku profesorki.
- W bibliotece znalazłam, że Hermiona była wybitną uczennicą  i do tego mugolskiego pochodzenia. Nazywano ją najmądrzejszą osobą od czasów Roveny Ravenclaw. Czy to prawda? 
- Prawda, prawda. Ba, ona była mądrzejsza od Ravenclav! - powiedziała Ruda.
- To jak to możliwe, że zakochała się w chłopaku z arystokratycznej rodziny, który przez całe życie jej dokuczał?
- Skąd ty to wszystko wiesz? - zapytała podejrzliwie Ginny.
- W bibliotece jest dużo cennych informacji - odpowiedziała tajemniczo dziewczyna.
- Wracając do twojego pytania, nie wiem jak to się stało, ale to było prawdziwe, szczere uczucie... Koniec tej wojny miał być początkiem ich szczęśliwego zakończenia... a był jego końcem.



_________________________________________________________________________________

Hej!

Według mnie, miniaturka całkiem spoko. Niestety mój surprise się nie wypełni się do końca, ponieważ ktoś* mi go wybił z głowy. Mam nadzieję, że nie gniewacie się z tego powodu, może innym razem :) Miniaturka ze specjalną dedykacją dla Rose, która uwielbia Notta, a dodaję go do moich rozdziałów dosyć nieczęsto. Tak więc miłego czytania,


hairy

*(dopisek Promienistej) to ja ;))

Rozdział IV cz. 2

Rozdział IV cz. 2

'I tak idąc w ciemną noc, zostawiam za sobą wszystko co kocham...'
_________________________________________________________________________________

Stała na dziedzińcu Riddle Manor. Zaraz miała się teleportować do swojej nowej szkoły. Niewiarygodne, ilu ludzi może ją żegnać, była ich tam razem chyba z setka. Pożegnała się już z mamą, Pansy, Blaisem oraz Derekiem. Ojciec miał teleportować się razem z nią.
Wszystkie walizki były już dawno spakowane i zniesione. Po policzkach znowu pociekły jej łzy. Nadal nie wierzyła, że zaraz opuści miejsce, w którym się wychowywała - jej kochaną Anglię... Przynajmniej jej rozmowa z Grangerami przebiegła pomyślnie. Hermiona pożegnała się z nimi i obiecała, że będzie pisać. Nie miała im za złe, że jej nie powiedzieli kim tak naprawdę jest. Zawsze ją kochali i wspierali i tylko to się liczyło. Otarła łzy rękawem i uśmiechnęła się blado.
- Oto ja, witaj nowe życie. Idę głową naprzód, już nic mnie nie zatrzyma - szeptała w myślach. Dała ojcu znak głową, że mogą ruszać i już po chwili poczuła szarpnięcie w okolicy pępka.
Poczuła zimny podmuch wiatru na twarzy i aż zadrżała. Otworzyła oczy. Ona oraz Lord stali dokładnie naprzeciw bramy wiodącej do zamku, w którym znajdował się Durmstrang. Teraz ujrzała to jak na dłoni. Jeśli przekroczy tą bramę, nie będzie odwrotu, jej życie nigdy nie będzie takie jak kiedyś, zmieni się diametralnie...
- Gotowa? - dziewczynę dobiegł głos taty. On również patrzył z lekkim strachem na drogę rozciągającą się przed nimi. Hermiona milczała, ale wiedziała już, co odpowie. Czuła, że w głębi duszy podjęła tą decyzję już dawno temu...
- Tak - odpowiedziała drżącym, ale pewnym głosem...

niedziela, 16 listopada 2014

Hej!

Sorki, że w ten piątek nie pojawił się rozdział, ale fizycznie nie dałam rady. Mam nadzieję, że wybaczycie mi tą małą... wpadkę i nie zabijecie mnie :) Nowy rozdział (mam nadzieję) w piątek, wtedy będziecie mogli mnie zabić bo zrobię mały surprise. Do następnego rozdziału,
  

hairy

piątek, 7 listopada 2014

Rozdział IV

Rozdział IV

"Najtrudniej jest odejść, gdy trzeba zostawić przyjaciół, a zabrać ze sobą tęsknotę za nimi, więc nie mówię <<Żegnajcie>>, lecz <<Do zobaczenia>>. "
_________________________________________________________________________________


Zatrzymali się przed Dziurawym Kotłem. Hermiona wysiadła szybko nie zwracając uwagi na pytania obu Śmierciożerców. Zostało jej pół godziny do pojawienia się przyjaciół. Na początek poszła do Esów i Floresów po nowe księgi, potem odwiedziła aptekę i magiczną menażerię.
Po zrobieniu odpowiednich zakupów usiadła w kawiarni i zamówiła kawę. Spojrzała na zegarek, zostało jej pięć minut. Zapatrzyła się w okno i znowu pochłonęły ją myśli, czy dobrze robi. A może powinna zniknąć i oszczędzić bólu przyjaciołom? Ale to było by nie fair wobec nich...
Z zamyślań wyrwał ją melodyjny głos dzwonka. Spojrzała w tamtą stronę i zaparło jej dech w piersiach. W jej stronę podążali cali rozpromienieni Harry, Ginny i Ron.
- Hermiona! - krzyknęła ruda i przytuliła przyjaciółkę. Harry wyszczerzył do niej zęby.
- Aż trudno mi to powiedzieć, ale stęskniłem się za twoim gadulstwem - brunet również przytulił dziewczynę.
- Cześć - powiedział rozradowany Ron siadając naprzeciwko Ginny i Hermiony.
- Hej - odpowiedziała w końcu Miona. Byli tacy szczęśliwi, a ona będzie musiała to szczęście
zepsuć. - Słuchajcie, muszę wam coś powiedzieć...
- A może najpierw kupimy coś do picia... Może kawy?- zapytała Ginny.
- Ja już zamówiłam, dzięki - Hermiona wskazała na swój kubek, chciała im jak najszybciej wszystko powiedzieć.
- A mi możesz zamówić - Ron oparł się wygodnie.
- Ja podziękuję - odparł Harry - ale muszę was na chwilę przeprosić - i ruszył w stronę toalet.
Przy stoliku zostali tylko Ron i Miona. Spoglądali każdy w inną stronę, gdy nagle chłopak przesiadł się obok niej.
- Hermiona... - zaczął niepewnie - bo ja, no... - dziewczyna spojrzała mu w oczy i zobaczyła determinację, jakiej jeszcze nigdy w życiu nie doświadczyła. Wiedziała, co rudzielec chce powiedzieć, wiedziała, co czuje względem niej.
- No bo ja się chciałem zapytać... - dalej dukał chłopak.
- Tak? - zapytała łagodnie Miona, choć serce ją kłóło. Nie dość, że odejdzie, to jeszcze złamie mu serce! Nagle jak z podziemia pojawił się przed nimi Harry. Rzucił im jedno spojrzenie, po czym obrócił się na pięcie i zaczął iść z powrotem do toalety.
- Nie, Harry, wracaj, to nie tak! - zawołała za nim przyjaciółka. Hermiona nie chciała wiedzieć jak to wyglądało i co pomyślał sobie Harry. Wybraniec obrócił się i rzucił badawcze spojrzenie.
- Ale co? - zapytał udając głupiego. Usiadł wygodnie przy stoliku przypatrując się to szatynce to Ronowi. W chwilę później podeszła do nich Ginny niosąc dwa kubki. Usadowiła się obok Harry'ego i czekała. Hermiona dopiero po chwili zrozumiała, że może już mówić.
- Tak więc, muszę wam coś powiedzieć. Wiem, że nie będziecie zachwyceni i macie prawo mnie znienawidzić...
- My, znienawidzić cię? - wcięła się Ginny. - Hermiona, przyjaciele na zawsze.
- Dzięki, Ginny - dziewczyna uśmiechnęła się słabo. - Tak więc, kontynuując... Wyjeżdżam - odczekała chwilę. - Nie będę chodzić do Hogwartu.
- Ale jak?
- Dlaczego?!
- Co do cholery!
Zaczęło się przekrzykiwanie i zadawanie pytań, a przecież nawet nie powiedziała najgorszego!
- Uspokójcie się, to wam wszystko wyjaśnię. Tak więc na razie musicie wiedzieć, że moi mugolscy rodzice, tak naprawdę nie są nimi. Jestem czarownicą czystej krwi... Nie będę chodzić do Hogwartu, bo moi prawdziwi rodzice chcą mnie chronić. Nie mogę wam więcej powiedzieć - spuściła lekko głowę. Nastała cisza, nikt nie chciał, bądź nie mógł, jej przerwać. Pod powiekami dziewczyny zaczęły zbierać się łzy. W końcu wstała.
- Napiszę za niedługo. Jeśli przemyślicie to, co powiedziałam i dalej będziecie chcieli być moimi przyjaciółmi, to odpiszcie. Ale bez względu na to, czy będziemy dalej przyjaciółmi, pamiętajcie, że nigdy o was nie zapomnę... Do zobaczenia... - miała powiedzieć "żegnajcie", lecz nie mogło to przejść jej przez gardło. Wybiegła, a za nią poniosły się kolejne pytania i nawoływania Harry'ego, Ginny i Rona.
Przebiegła przez Dziurawy Kocioł i wypadła na mugolską ulicę. Wsiadła szybko do czarnej limuzyny zaparkowanej pod pubem. Malfoy i Dołohow spojrzeli na nią pytająco. Osuszyła oczy i spuściła wzrok.
- Pod dom Grangerów - wyszeptała.


***


Była dwunasta, Pansy zwlekła się niechętnie z łóżka i poszła na śniadanie. Po drodze spotkała chłopaków. Oni również szli coś zjeść.
- Gdzie Hermiona?- zapytał nagle Blaise.
- Nie wiem, może jeszcze śpi, ostatni raz widziałam ją wczoraj na kolacji...
Reszta drogi upłynęła w milczeniu, każdy pochłonięty był własnymi myślami. Weszli do jadalni, było w niej sporo osób. Lord czytał akurat Proroka Codziennego.
- Pansy, czy to prawda, że Hermiona wyjeżdża? - zapytał dyskretnie Draco, gdy szli do stołu.
- Niestety, ale tak - szepnęła Pansy.
- Ale w stu procentach, na pewno?- do rozmowy włączył się Blaise.
- Tak, na pewno, jak by to powiedzieć... Informacja potwierdzona i zatwierdzona - dziewczyna ruszyła w stronę swojego ojca. Chłopcy wymienili pełne obaw spojrzenia i usiedli koło niej.
- Tato, gdzie Hermiona?
- Pojechała na Pokątną - Voldemort nie podnosił wzroku znad gazety.
- Po co? - Pan nie dawała za wygraną.
- Nie chciała powiedzieć.
- Panie, czy widziałeś mojego ojca? - zapytał z nadzieją Draco.
- Lucjusza? Ach, tak! On i Dołohow pojechali z Hermioną - Draco spuścił wzrok i zabrał się do jedzenia. Po piętnastu minutach troje przyjaciół zjadło już posiłek i szykowało się do odejścia do swoich pokoi, gdy zatrzymała ich Pani Riddle.

- Gdybyście mogli, pokażcie Hermionie jak najwięcej domu. Nie chcę, aby czuła się tu obco, ale mieliśmy tak mało czasu na poznanie wszystkiego, a ona już dzisiaj wyjeżdża... - posłała w ich stronę powalający uśmiech, czego jak czego, ale urody nie można jej było odmówić, i zabrała się za rozmowę ze swoim mężem. Za to Draconowi, Blaise'owi i Pansy szczęki opadły tak nisko, że prawie dotknęły podłogi. Spojrzeli po sobie i biegiem opuścili jadalnię. Poszli do pokoju chłopców. Gdy tylko zatrzasnęły się za nimi drzwi, blondynka opadła na łóżko.

- Nie wierzę, że nic nie powiedziała...
- A dziwisz jej się?! Przez cały jej pobyt w magicznym świecie traktowaliśmy ją jak śmiecia i nagle będzie się nam zwierzać - pieklił się Diabeł, nie wiedział dlaczego, ale polubił tę dziewczynę. Jedynym, który się nie odzywał był Draco. Blondyn siedział w milczeniu nie mogąc wydobyć z siebie ani słowa, co chwilę otwierał tylko usta i zamykał je. W ogóle dlaczego się tak tym przejmował? Granger, to znaczy Riddle, nic dla niego nie znaczyła. Była tylko wkurzającą Gryfonką...
- Draco, co ci jest? - chłopaka dobiegł głos Pansy.
- Ale co? - udawał głupiego.
- Nic nie mówisz... - dziewczyna wyglądała na przejętą.
Nastąpiła cisza, Draco nie wiedział co powiedzieć. Czy to, że jest tak przejęty, że nie wie co powiedzieć, czy zrobić to, co sprawdzało się przez połowę jego życia - grać nieczułego na wszystko i na wszystkich... Młody dziedzic postanowił wybrać tą drugą opcję. 
- A niby co mam mówić? Dobra, będzie mi odrobinę brakować wkurzania jej, ale nic więcej. Przynajmniej będę miał spokój - i jakby na potwierdzenie swoich słów wyciągnął przed siebie nogi i założył ręce za głowę.
- Chyba już pójdę... - powiedziała Pansy i zanim zdążyli zaprotestować nie było jej już w pokoju.
- Idę wziąć prysznic - oświadczył po kilku minutach niezręcznej ciszy Blaise.
Młody Malfoy został sam w pokoju. W końcu mógł wyładować swoją złość. Pytaniem było tylko... dlaczego był zły?


***


Ginny siedziała na parapecie okna w swoim pokoju przytulając swoje nogi. Minęło niespełna pół godziny od spotkania z Hermioną, a ona już czuła, że jej życie traci sens... Brązowowłosa Gryfonka była dla niej jak siostra, jedyna przyjaciółka. Mimo wszystko, wybaczyła jej, rozumiała Mionę. Tylko kim mogli być jej rodzice? Ktoś zapukał do drzwi, lecz Ruda nawet nie drgnęła.
- Mogę wejść? - zapytał cicho Harry zaglądając do pokoju. W ręku miał dwa kubki z gorącą czekoladą. Ginny tylko uśmiechnęła się do niego i zeszła z parapetu. Oboje usiedli na łóżku.
- Już mi jej brakuje... - odezwała się dziewczyna.
- Mi też, mi też... - Wybraniec pociągnął łyk z kubka.
- Dalej się dąsa?
- Tak, w tej samej pozycji, odkąd przyjechaliśmy do domu, leży i gapi się w sufit.
- Myślisz, że jej nie wybaczy? No wiesz, że go zostawiła, choć wcale przecież nie byli parą.
- Wybaczy, tylko może nie tak szybko jak my. Musi to przemyśleć - znowu nastała cisza. Nagle ni stąd ni zowąd Ginny rzuciła się Harry'emu na szyję zanosząc się płaczem.
- Harry, a jeśli ona, a jeś-li onna jjjuż nigdy ttu nie wróóóóóci! - chlipała rudowłosa. - Jjeśślii już nnigdy jej niee zobaczee!
- Ciiiii, już dobrze. Słyszałaś, co mówiła Hermiona, na pewno jeszcze zobaczymy się nie raz, obiecuję ci to - dziewczyna spojrzała na niego swoimi wielkimi oczami.
- Na pppewno? - dalej chlipała.
- Jestem tego pewien. Przyjaciele na zawsze.
- Przyjaciele na zawsze... - powtórzyła Ginny. Nie minęła chwila, a spała na kolanach bruneta. Chłopak uśmiechnął się lekko. Wyglądała tak słodko, kiedy spała. Przyglądał jej się chwilę, po czym pocałował ją lekko w czoło.
- Śpij dobrze... - wyszeptał. Ułożył dziewczynę wygodnie na łóżku, wziął kubek z niedopitą czekoladą i wyszedł z pokoju.

_________________________________________________________________________________

Hejka!
Co do rozdziału, to według mnie całkiem, całkiem. Mam nadzieję, że nikogo nie przestraszyłam z tym Dumstrangiem, bo jego naprawdę w moim opowiadaniu będzie niewiele. Druga sprawa to komentarze, uwierzcie lub nie, ale każdy komentarz jest bardzo motywujący. Jestem osobą umiejącą przyjąć krytykę, więc proszę piszcie. Dla was naprawdę jest to niewiele roboty. Nie oczekuję, abyście pisali mi jakieś poematy, ale żebyście zostawili po sobie kilka słów, choćby na przykład, że nigdy nie czytaliście gorszego bloga ;))) Za każdy wpis z góry dziękuję. Czekam na wasze opinie i do zobaczenia w następnym rozdziale,

hairy