piątek, 28 listopada 2014

Rozdział V

"Lubimy wracać w miejsca, gdzie spotkało nas coś dobrego, gdzie spotkaliśmy kogoś ważnego dla nas. Lubimy te powroty, bo stale mamy nadzieje , że ktoś lub coś jeszcze na nas tam czeka."
_________________________________________________________________________________


*dwa lata później*

- Hermiona?! - dobiegł mnie głos mamy zza drzwi.
- Proszę. - rzuciłam od niechcenia. Nie bardzo interesowało mnie cokolwiek innego oprócz pisanego w tej chwili listu do mojej przyjaciółki z Durmstrangu - Nataliji. Usłyszałam skrzypnięcie drzwi i chwilę później siedziałam na przeciwko rodzicielki. Spojrzałam na nią wzrokiem typu "no czego jeszcze, nie widzisz, że jestem zajęta?!", ale nie odezwałam się.
- Kochanie - no genialnie, szykuje się dłuższa mowa. Odłożyłam pergamin na bok i zwróciłam wzrok na mamę. - Rozmawiałam z ojcem, oboje sądzimy, że możemy już cię ujawnić... - moje oczy gwałtownie się rozszerzyły. - Jesteś już pełnoletnia...Wiemy, jak trudno było ci się przystosować do nowego życia i pomyśleliśmy, że gdybyś chciała, to możesz przenieść się z powrotem do Hogwartu.
Zaparło mi dech w piersiach. Czy to nie sen, czy aby na pewno dobrze usłyszałam?
- Mówisz serio?
- Jak najbardziej. Derek również się przenosi, nie będziemy się już ukrywać - zamrugałam kilka razy, po czym rzuciłam się jej na szyję. - Czy mam o traktować jako "oczywiście, że jadę"?
Mój entuzjazm gwałtownie opadł, spojrzałam w okno na wschodzące nieśpiesznie słońce.
- Dajcie mi jeden dzień, muszę to przemyśleć... - i znów uderzyłam stopami o rzeczywistość. Czy znowu chcę zostawić wszystko za sobą nie oglądnąwszy się? Ale ile można tak żyć?! Zostawić czy nie zostawić dotychczasowego życia, oto jest pytanie! Zawsze lubiłam Szekspira... Złapałam za kask i wybiegłam z pokoju. Usłyszałam jeszcze pytanie mamy.
- Gdzie jedziesz?
- Nie wiem! - krzyknęłam i wybiegłam na dziedziniec. Wskoczyłam na mój motor i wcisnęłam gaz do dechy.
-To jest to. - pomyślałam gnając po drodze. - To, co kocham najbardziej, wiatr we włosach i tą cholerną wolność...
Ciałem prowadziłam mój ukochany motor, ale myślami znów byłam daleko poza rzeczywistością. Czy zostawić przyjaciół z Dumstrangu i udać się do miejsca, które jednak tak kochałam, Hogwartu?
- Wiem, napiszę do Ginny! - to był chyba najlepszy z moich pomysłów.
Mimo wszystko, nic nie zmieniło się pomiędzy mną, Ginny, Harrym i Ronem, z tym wyjątkiem, że nie widywaliśmy się. Ostatni raz, kiedy widziałam Rudą to rok po moim odjeździe.



- Hermiona! - nawet nie otworzyłam oczu. Czego oni chcą o tak nieludzkiej porze?!

- Hermiona, wstawaj! - ocho, to Pansy się dobija. Mam ją gdzieś, jeśli ona nie umie spać, to niech przynajmniej mnie nie budzi, jędza jedna! - Hermiona jest 12.00, wstawaj albo jadę bez ciebie!
- Że co?! - wykrzyknęłam zrzucając z impetem kołdrę.
- Tak to! - skrzypnęły drzwi i do pokoju weszła moja siostra, cała czerwona na twarzy. - Stoję tu i walę do twoich drzwi już od kilku dobrych minut! Zbieraj się albo jadę bez ciebie!
- Okej, okej. Będę za dziesięć minut. - zebrałam się szybko i zdążyłam zbiec na dół jeszcze przed czasem.
Wsiadłyśmy do limuzyny stojącej przed domem i już po chwili usłyszałyśmy pisk opon.
- To gdzie najpierw idziemy? - z zamyślań wyrwał mnie głos Pansy
- Może najpierw do Madame Malkin, potem do apteki i Esów Floresów, a na sam koniec możemy iść do kawiarni - po tym ostatnim na twarzy Pan wzniósł się ogromny uśmiech.
- Jestem za! - nagle, ni z tego, ni z owego, przytuliła się do mnie. - Tak bardzo się cieszę, że jesteś... - odwzajemniłam uścisk. Ja też się cieszyłam, że w końcu odnalazłam rodzinę. Chociaż widywaliśmy się bardzo rzadko i na bardzo krótko, i tak czułam, że oddałabym za nich życie.


Wysiadłyśmy tak jak zawsze przed Dziurawym Kotłem i dostałyśmy się na Pokątną. Po zrobieniu potrzebnych zakupów udałyśmy się do tak długo wyczekiwanej kawiarni.

- Czekaj! - zawołała nagle Pansy. - Zapomniałam, że muszę kupić korzonki dla Snape'a.
- Okej, poczekam w kawiarni, zamówić ci coś?
- Możesz wziąć dla mnie puchar lodowy. Będę za jakieś dziesięć minut! - i puściła się pędem do apteki.
Pokręciłam głową i weszłam do środka. Zajęłam pierwszy lepszy stolik i wpatrywałam się w przechodzących ludzi za oknem. Nagle znów odezwał się dzwonek u drzwi. Obróciłam się w tamtą stronę i oczy wyszły mi z orbit. W wejściu ujrzałam tę znajomą rudą czuprynę. Ginny podbiegła do mnie i uścisnęła mocno. Przez chwilę obie nie wiedziałyśmy co powiedzieć.
- Nie mówiłaś, że przyjeżdżasz! - odezwała się po chwili moja przyjaciółka z wyrzutem w głosie.
- Bo już za niedługo jadę z powrotem... - Ruda spuściła smutno głowę. Po chwili pogrążone byłyśmy w rozmowie. Po około dwóch minutach usłyszałyśmy głos Pani Weasley.
- Ginny!!! - dziewczyna spojrzała smutno w tamtą stronę i znów odwróciła się do mnie, jakby się wahała.
- Musze już iść, przyjechałyśmy z mamą na chwilkę - przytuliła mnie. - Napisz do mnie za niedługo! - i wybiegła na zewnątrz.
Uśmiechnęłam się sama do siebie, tak dawno jej nie widziałam. Nagle coś sobie przypomniałam i od razu uśmiech mi zrzedł - przecież oni nie wiedzą, kim jestem!



Zawróciłam szybko motor. W mojej głowie układał się klarowny plan działania. Szkoda mi było tylko, że ta przejażdżka była tak krótka...


***

- Idziemy na imprezę? - Blaise usychał z nudów. Oczywiście, cały dzień spędzili na zabawie, ale zbliżał się wieczór, a oni wyczerpali asortyment rzeczy do roboty po zmierzchu już ponad tydzień temu...
- Jeśli ci się chce... - Draco również nie wiedział w co ręce włożyć.
- To ja zacznę się szykować - Diabeł stoczył się z łóżka na którym leżał i powlókł się do łazienki.
Młody Malfoy obrócił się na plecy i tępo wpatrywał się w sufit. Tak bardzo chciał być już w Riddle Manor. Zawsze najgenialniej bawili się w towarzystwie Pansy i Dereka... Ale oni nie mogli nawet przyjechać do niego, do Malfoy Manor, a z resztą tam teraz jest Hermiona, a Pan nigdy nie odpuści chociaż chwili pobycia z siostrą. Tak na marginesie, dawno już nie widział byłej Gryfonki. Ile to będzie? Z dwa lata!
Dziewczyna zawsze wyjeżdżała wcześniej niż przyjeżdżali Śmierciożercy, kiedy wszyscy z kompani jej ojca już się zjechali, jej już dawno nie było... W sumie trochę mu brakowało docinania jej, ciągłego patrzenia na jej uniesioną do góry rękę. Hogwart nie był już taki sam... Tak naprawdę nie bardzo ją już pamiętał, tylko tą wieczną burzę brązowych kręconych włosów, nic więcej... Cała szkoła bardzo przeżyła jej odejście, nawet Ślizgoni, Święta Trójca była już tylko Świętą Dwójką, a Weasley ledwo co zdał Sumy.
Na samą myśl o klęsce Rudego, Draconowi zrobiło się cieplej na sercu. Usłyszał szczęk otwieranych drzwi i po chwili z łazienki wygramolił się Diabeł.
- Teraz ty. - rzucił przez ramię. - Tylko nie szykuj się zbyt długo, pamiętaj, że na imprezę idziemy już dziś - posłał Draconowi złośliwy uśmieszek.
Po półtorej godziny stali już przed klubem uśmiechnięci i pełni energii. Weszli do środka, jak zawsze było tam tłoczno i głośno. Nie wiedzieli z iloma napalonymi dziewczynami tańczyli, ile wypili, ani o której wrócili do Malfoy Manor.

Rano Draco obudził się z potwornym bólem głowy, jak zawsze po imprezie. Kiedy tylko podniósł się z łóżka, to samo uczynił Diabeł.
- O w cholerę! - zaklął platynowłosy, kiedy zachwiał się niebezpiecznie. Podszedł ostrożnie do szafy i wyjął dwie fiolki pełne fioletowej cieczy. Wypił swoją porcję, ale eliksir tylko złagodził ból głowy. Z wielkim trudem ubrał się i razem z Blaisem poszli na śniadanie.
W kuchni przy stole siedziała już Pani Malfoy. Chłopcy opadli na krzesła na przeciwko niej i schowali twarze w rękach. Kobieta przyglądała się tej scenie z lekkim uśmiechem.
- Jak tam wrażenia po imprezie? - zapytała złośliwie.
- Możesz sobie darować?! - zapytał z lekkim wyrzutem w głosie Draco.
- Ale dlaczego? Chyba dobrze bawiliście się poza domem... i w nim również. Ależ wczoraj mi i ojcu pięknie śpiewaliście!
- Że co! - blondwłosy podniósł głowę a jego oczy zrobiły się wielkie jak galeony.
- Nie co, tylko proszę, i tak, wczoraj w nocy śpiewaliście... w sumie trudno określić co - dokuczanie im sprawiało jej czystą przyjemność, zważywszy na stan w którym się znajdowali. - Tak czy inaczej, z ojcem stwierdziliśmy, że już jutro pojedziemy do Riddle Manor. Może Pansy utrzyma was w ryzach... - Draco i Blaise wymienili znaczące spojrzenia, po czym odezwał się Diabeł.
- To my może pójdziemy się przejść...
- Nie zgubicie się? To duży ogród, a na kacu łatwo pomylić drogę - na jej ustach wykwitł złośliwy uśmiech.
- Mamo, nie jesteśmy dziećmi, damy sobie radę! - wstali od stołu i już mieli wyjść, gdy dobiegł ich głos Narcyzy. Obrócili się w jej stronę.
- Panowie dorośli! Koszule macie na złą stronę! - po czym posłała im pełen triumfu uśmiech i wyszła z jadalni.



***



- Pansy!- Hermiona wpadła do domu jak burza.
- Czego?!- po chwili dało się słyszeć krzyk Ślizgonki z drugiego piętra. Miona wspięła się po schodach i w chwilę później stała przed siostrą.
- Muszę z tobą pogadać - wysapała
- Wal śmiało.
- No więc... - zaczęła brązowowłosa- Rodzice zaproponowali mi, abym przeniosła się do Hogwartu... - nie dokończyła, ponieważ Pansy zapiszczała z uciechy i przytuliła się do niej.
- To genialnie!
- Nie do końca... - dziewczyna odsunęła od siebie siostrę i usiadła na krześle. - Bardzo bym chciała wrócić i w ogóle, ale z drugiej strony nie chcę zostawiać przyjaciół z Durmstrangu. Nie mogę tak dalej, ciągle zostawiam za sobą przeszłość, żeby zacząć coś, do czego w głębi duszy nie jestem przekonana... Pan, pomóż, jestem w kropce!
- No to mamy problem... - stwierdziła dziewczyna. - sSłuchaj, to od ciebie zależy wybór. Jeśli zdecydujesz, że jednak zostaje Durmstrang, żyj, jakby propozycji o powrocie w ogóle nie było. To nie ja mam zdecydować, nie kto inny, tylko ty.
- Wow, Pan, była byś świetnym psychologiem bądź pedagogiem...
- Dzięki, ale mam dosyć własnych problemów - dziewczyna uśmiechnęła się do Hermiony. Nagle usłyszały ciche pukanie do drzwi, a chwilę później ukazał się w nich Derek.
- Mam super wiadomość! - wydyszał. - Po pierwsze, jutro przyjeżdżają Draco i Blaise... - Pan nie dała mu skończyć.
- Ale tylko oni czy wszyscy Śmierciożercy? - zapytała z nadzieją w głosie.
- Tylko oni. Reszta przyjeżdża tak jak zawsze. A tak na marginesie, to przenoszę się do Hogwartu!- na jego twarzy wykwitł wielki uśmiech. Widać było, że jest w siódmym niebie.
- To genialnie! - zapiszczały razem Pansy i Hermiona i rzuciły się bratu na szyję. Nagle jednak  Ślizgonka spoważniała i odsunęła się od brata.
- Derek, mamy z Hermioną coś do obgadania, może porozmawiamy potem?
- Och, ależ ja też chętnie wezmę udział w tej jakże interesującej rozmowie... - igrał z ogniem.
- Derek!!! - wykrzyknęły obie dziewczyny, a chłopak potulnie wyszedł.
Siedziały chwilę w milczeniu, po czym odezwała się Pansy.
- Przemyśl to na spokojnie, to ważna decyzja.
- Ty to umiesz podnieść człowieka na duchu - roześmiała się brązowooka i zapatrzyła w sufit. Ślizgonka przyglądała się jej chwilę po czym wypaliła bez zastanowienia:
- Zmieniłaś się... - zdezorientowana dziewczyna popatrzyła na nią. - Wyglądasz inaczej i w ogóle zachowujesz się inaczej...
To był niezaprzeczalny fakt. Hermiona nie była już tą samą Hermioną Granger, kujonką z Gryffindoru. Jej długie, lekko falowane brązowe włosy były przy końcówkach turkusowe, była szczupła i wysoka. Ale zmiany zaszły nie tylko w jej wyglądzie. Jej charakter zmienił się o 360 stopni. Zawsze miała cięty język, ale teraz to było po prostu mistrzostwo. Była urodzonym przywódcą grupy, stanowcza i nie dająca sobie narzucić racji innych. Dużo więcej piła, jeździła na motorze. Durmstrang naprawdę ją zmienił. Nauczyła się władać swoimi mocami, a po tatusiu odziedziczyła niemałe zdolności.
- Chyba masz rację... - odezwała się po chwili namysłu Hermiona.
- Chcę zobaczyć miny chłopaków, gdy cię zobaczą, na pewno cię nie poznają!
- Na serio tak myślisz?
- Na sto procent! Po prostu padną! W ogóle nie przypominasz starej Hermiony, no poza tym, że dalej uwielbiasz książki...
- Pansy, możesz mi coś wyjaśnić? - wcięła się dziewczyna siostrze w zdanie.
- Chyba tak...
- Dlaczego, gdy przez cały czas gdy tu jestem, jesteśmy tu tylko my, to znaczy ja, ty, Derek, mama,  tata, no i służba? Żadnych Śmierciożerców ani nikogo takiego?
- Bo widzisz, oni przyjeżdżają dopiero pod koniec wakacji, wtedy, kiedy ciebie już nie ma. - Pan mówiła ze stoickim spokojem.
Rozmawiały jeszcze dobre dwie godziny, kiedy spojrzały na zegarek, ze zdziwieniem stwierdziły, że jest już późno wieczorem.
- To co? - zapytała Pansy kiedy Hermiona stała już w drzwiach.
- Co, co?
- No... Zostajesz czy jedziesz z powrotem?
Brązowowłosa zastanowiła się przez chwilę, po czym odparła,
- Muszę się nad tym głębiej zastanowić...
- Nie ma sprawy. - dziewczyny uśmiechnęły się do siebie i Hermiona poszła do swojego pokoju. Usiadła na parapecie z niedokończonym listem w dłoni. Zmięła go i wrzuciła do kominka. Wzięła następny kawałek pergaminu i wyskrobała kilka słów,


             Spotkajmy się o 21.00 u mnie w kominku.
Hermiona

Zwinęła pośpiesznie list i przywiązała do nóżki sowy stojącej na biurku.


***

Po dość długim spacerze, Draco i Blaise wrócili do swojego pokoju.
- Ale genialnie! - Diabeł rozłożył się na swoim łóżku. - W końcu będzie, co robić!
- Tak... - blondyn siedział zamyślony. W ogóle nie słuchał, o czym mówi jego przyjaciel, aż do chwili gdy padło to kluczowe imię...
- Boże, ile czasu ja już nie widziałem Hermiony... Dwa lata! - przeliterował te słowa, jakby nie mógł w nie uwierzyć. - Och, ale jej już nie będzie kiedy my przyjedziemy... Trochę szkoda, chciałbym się dowiedzieć jak jest w Durmstrangu!
W blondyna znowu to uderzyło. Nie wiedział, dlaczego, ale pragnął zobaczyć dawną Gryfonkę, może chciał po prostu jej po dokuczać... Tak, chciał ją wkurzyć jak nigdy dotąd.
- Hallo, ziemia do pana! - usłyszał głos Blaise'a.
- Co?... - zapytał ze zdziwieniem platynowłosy.
- Już nic. - Diabeł uśmiechnął się do siebie. - A ty co o tym myślisz?
- O czym?
Zabini wywrócił teatralnie oczami.
- No, czy nie masz ochoty zobaczyć się z Hermioną, no wiesz, podroczyć się jak za dawnych czasów, dowiedzieć się, co u niej słychać...
- Nie. - odparł szybko Draco, za szybko... Dwa lata temu powiedział Pansy i Diabłowi, że nic a nic nie obchodzi go Hermiona. Miał zamiar ciągnąć tą farsę.
Blaise patrzył na przyjaciela chwilę, po czym postanowił podjąć tę trudną rozmowę.
- Draco, Hermiona wcale nie jest taka zła. Nie rozumiem, dlaczego dalej tak jej nie lubisz. Rozumiem, kiedyś ojciec wymagał czystej krwi, trele morele, ale teraz... Teraz ona ma czystszą krew niż ty!
W sumie, Diabeł miał rację. Hermiona tak naprawdę nigdy nie była gorsza od nich wszystkich, ale samo to, że była tą a nie inną Hermioną doprowadzała Dracona do białej gorączki. W sumie to dlaczego Diabeł miałby go pouczać?! Jest Malfoyem i nikt nie będzie mu mówił co ma robić i jak!
- Darowałbyś sobie! Głowa mnie boli - naskoczył na przyjaciela, po czym, z niewiadomych powodów, chwycił kurtkę, zważywszy na to, że był sierpień i wyszedł z pokoju.
Szlajał się najpierw po ogrodzie, potem po ulicach Londynu, potem znowu po ogrodzie, aż w końcu, kiedy zaczęło się robić ciemno postanowił wrócić do domu. W pokoju zastał pakującego się Diabła.
- Twoja matka kazała ci powiedzieć jak wrócisz, że masz się spakować, więc informuję cię, że masz się spakować - Zabini uśmiechnął się z kpiną.
- No serio stary, boki zrywać!
Chłopak tylko wzruszył ramionami i dokończył pakowanie.
- To ja... Tego... Pójdę już spać... - obrócił się na pięcie w stronę swojego łóżka i po chwili zniknął pod kołdrą.
Draco spakował się i też wsunął się pod kołdrę. To był męczący dzień. Tak naprawdę, miał ochotę znowu posprzeczać się trochę z byłą Gryfonką. Nikt nie umiał się tak kłócić jak ona!

_________________________________________________________________________________

Hej!
Przepraszam, że tak późno, ale dopiero co ogarnęłam, że dzisiaj przecież piątek. Mam nadzieję, że się nie gniewacie. Mile zaskoczyła mnie dzisiejsza liczba wejść. :) Nie będę dalej przynudzać i do następnego!


hairy


PS Nie złośćcie się o błędy, nawet nie zdążyłam wszystkiego przeglądnąć, tylko wstawiłam na szybkiego.


piątek, 21 listopada 2014

Miniaturka 2

"Koniec szczęśliwego zakończenia"

_________________________________________________________________________________

Błysnęła lampa w aparacie, a po chwili rozległ się śmiech dwóch osób. 
Hermiona i Draco tarzali się ze śmiechu na trawie nie mogąc przestać. Mieli jeszcze chwilę do przyjazdu przyjaciół, więc postanowili się trochę powygłupiać.
- Draco! - wysapała dziewczyna pomiędzy napadami śmiechu. - Dobra, już koniec!
Oboje usiedli na ziemi z uśmiechami na ustach. W końcu zapomnieli o tym, co ich czeka, ale nie na długo.
- Draco, co będzie dalej? - chłopak przysunął się bliżej i objął ją ramieniem.
- Na początek pozbędziemy się tego cholernego bandziora, a potem będziemy żyli długo i szczęśliwie.
- To może się stać w każdej chwili...
- Wiem. - chłopak ukląkł przed Hermioną i spojrzał jej w oczy. - Ale zobaczysz, wszystko będzie dobrze - wskazał na pierścionek na jej palcu.
- Tak bardzo cię kocham! - wyszeptała Miona ze łzami w oczach.
- Hej, zaczynacie bez nas! - z oddali dało się słyszeć oburzony, lecz pomieszany z rozbawieniem głos Harry'ego.
- My, bez was? Nigdy! - roześmiali się.
Przyszli wszyscy: Harry, Pansy, Ginny, Blaise, Ashley, Theodor. Tak dobrze ich było widzieć wszystkich całych i zdrowych.
- No co tak stoicie, siadajcie - zagadnął ich Draco.
- Jak dobrze - mruknął Theodor i położył się na kolanach Hermiony. - I pomyśleć, że za niedługo ten spokój może być zakłócony.
- Mogę ci go zakłócić już w tej chwili, kolana mojej narzeczonej są moje!
- Wiesz, że nie o to mi chodzi - zaperzył się Nott. - I jeśli Hermiona nie ma nic przeciwko, to jednak jeszcze poleżę na jej kolanach.
- Uspokójcie się. - Ginny próbowała podnieść wszystkich na duchu. - Jeszcze zobaczycie, że pewnego dnia znowu będziemy siedzieć tak jak teraz, wszyscy razem... No, może w większym gronie - tu spojrzała znacząco na Dracona i Hermionę.
Siedzieli tak rozmawiając o wszystkim i o niczym, ciesząc się tym, że jeszcze są młodzi. Zrobiło się późno i ósemka przyjaciół zaczęła się zbierać. Nagle zadzwonił telefon Malfoya. Młody dziedzic zdziwił się. Kto normalny do niego dzwoni o tej porze? Lecz kiedy tylko zobaczył numer na wyświetlaczu, wszystko było już jasne.
- Czy to już? - zapytał na dzień dobry.
- Jeśli masz resztę pod ręką, to powiedz im i to szybko. Śmierciożercy wkroczyli właśnie do Hogwartu i to na mojej zmianie! Zaczyna się rzeź.
- Zaraz tam będziemy - mruknął Draco i rozłączył się. Wsadził pośpiesznie telefon do kieszeni i krzyknął za przyjaciółmi, którzy nie zwrócili uwagi na to, że nie idzie za nimi.
- Zaczęło się. - wszyscy zgodnie obrócili się w jego stronę. - Dostałem właśnie wiadomość od Willa, musimy ruszać.
Ginny wydała z siebie zduszony okrzyk i wypuściła z ręki koszyk piknikowy, który niosła. Oczy Hermiony mówiły same za siebie. Nie było czasu, chwycili się wszyscy za ręce i po chwili znikli z cichym pyknięciem.


Teleportowali się w Zakazanym Lesie. Z oddali dochodziły odgłosy walki, nawoływania rannych. Wśliznęli się do zamku i od razu odnaleźli Willa.
- Dobrze, że już jesteście. Jak na razie jest chyba dobrze, ale Śmierciożerców jest coraz więcej. Nie wiem, ile jeszcze wytrzymamy. O, Harry, Dumbledore chciał cię widzieć.
Przez następne godziny walczyli wszyscy razem oczekując powrotu Harry'ego od Dumbeldora. Kiedy ten nie wracał, Hermiona, Pansy i Draco poszli go szukać. Po piętnastu minutach zobaczyli go ledwo żywego przygniecionego przez stertę gruzu, która zapewne była kiedyś ścianą zamku.
- Harry! - krzyknęła Hermiona i uklękła obok przyjaciela.
- Uważaj, Potter, bo pomyślę, że moja narzeczona woli ciebie ode mnie - Dracona dobry humor nie odstępował nawet na chwilę.
- Nic ci nie będzie, zaraz cię wyciągniemy - uspokajała go Miona.
- Nie, nie, Dumbledore nie żyje. Ktoś musi zanieść to i umieścić na wieży astronomicznej - wyszeptał Harry ze łzami bólu w oczach i pokazał im małe pudełeczko.
- Ja to zrobię, a Pansy niech wyciągnie cię z pod tych kamieni - wyrwała się Gryfonka.
- Ja pójdę z tobą - zawyrokował blondyn i objął dziewczynę.
Już mieli odchodzić, kiedy brunet przyciągnął Hermionę do siebie i wyszeptał do ucha.
- Herm, stamtąd nie ma odwrotu, umrzecie... - w jego oczach czaiła się troska, smutek i żal.
- Jeśli tak trzeba... - wyszeptała dziewczyna i pocałowała go w czoło. Jej głos nie wyrażał absolutnie niczego poza smutkiem. Wiedziała, co wiąże się z udziałem w tej bitwie i była gotowa oddać nawet życie.
- Żegnaj... - powiedział jej jeszcze przyjaciel, po czym i Miona i Draco zniknęli za rogiem korytarza.


Biegli ile sił w nogach. Załatwili kilku Śmierciożerciów, w pojedynkach nie mieli sobie równych. Kiedy dotarli na szczyt najwyższej wieży w cały zamku, Hermiona wyjęła z kieszeni już mocno poniszczonej kurtki, złote pudełeczko.
- Harry powiedział, że nie ma odwrotu... - spojrzała w oczy swojego ukochanego.
Draco wiedział, co to oznacza.
- Idź... - wyszeptała dziewczyna ze łzami w oczach, na co on tylko pokręcił przecząco głową, a łzy popłynęły po jego brudnej twarzy.
- Jeśli mamy zginąć, to tylko razem - powiedział.
- Idź, idź - zaczęła szlochać Hermiona, wtulając się w ramiona Draco. - Uratuj przynajmniej siebie...
- Nie. - teraz chłopak również płakał. Nie odejdzie bez niej, nigdy! Przytulił ją mocniej; to mogła być ich ostatnia chwila. - Zrób to - powiedział.
- Draco, idź... - dalej powtarzała Hermiona. Chłopak spojrzał swoimi lekko zaczerwienionymi oczami na jej lśniącą od łez twarz.
- Nigdzie bez ciebie nie pójdę - wyszeptał, a na jego twarzy pojawił się lekki uśmiech. - Kocham cię i nic tego nie zmieni - starł palcem łzy z jej brudnej twarzy i pocałował lekko, ten ostatni raz... - A teraz stawmy czoła śmierci tak ja wszystkiemu, co dotąd nas spotkało.
- Tak bardzo cię kocham... - powiedziała Miona i otwarła pudełko. W środku znajdował się mały srebrny przycisk. Spojrzeli po sobie i mocniej przytulili.
- Na trzy - wychrypiał Dracon. - Raz... dwa... trzy!
Hermiona zaszlochała i mocniej wtuliła się w Draco, ale wcisnęła przycisk. Rozbłysło oślepiające światło....


Rozległ się potężny huk. Harry spojrzał w górę na wieżę astronomiczną. W jednej chwili blade światło pochłonęło wszystko dookoła, a w drugiej, wszyscy Śmierciożercy wyparowali. Rozległy się wiwaty i oklaski, ale Harry nie był skłonny do radości. Wiedział, jaki był koszt skończenia tej bitwy.
- Draco i Hermiona nieźle się spisali, jak tylko wrócą to zrobimy niezłą imprezę! - Pansy wyglądała na w niebo wziętą. Harry'emu zaczęły spływać łzy. - Dlaczego płaczesz? Przecież wszystko dobrze się skończyło - zainteresowała się Pan mocniej obwiązując nogę Harry'ego bandażem.
- Pansy, oni nie wrócą...
- Kto nie wróci?
- Draco i Hermiona... Oni nie wrócą...
Dziewczyna zastygła w połowie czynności. Wyglądała jakby ktoś ją spetryfikował. Brunet zobaczył w jej oczach łzy.
- Jak to nie wrócą? Harry, co ty w ogóle wygadujesz? - jej głos drżał. Chłopak nie zdążył jej odpowiedzieć, ponieważ do Wielkiej Sali wpadła reszta paczki, wyglądali na całych i zdrowych, z mniejszy lub większymi ranami, ale przy tym tak szczęśliwi, jakby właśnie spełniło się ich wielkie marzenie.
- Widzieliście naszą zakochaną parę? - zagadnęła ich Ginny.
- Właśnie, szukaliśmy ich, ale nie mogliśmy znaleźć. - do rozmowy włączył się Blaise.
Nikt nic nie odpowiedział.
- Bo ich już tu nie ma... - szepnął Harry i spojrzał Pansy w oczy.
- Jak to nie ma? Przecież nie poszliby od tak do domu - zaśmiała się Ginny, chyba wcale nie rozumiejąc przekazu bruneta.
- Oni odeszli... - szepnął jeszcze ciszej Chłopiec-Który-Przeżył.
Wszystkich jak grom z jasnego nieba poraził sens słów chłopaka. Ginny osunęła się na ziemię i oparła o ławkę, z szeroko otwartymi oczami. Theodor usiadł i zakrył twarz rękoma. Nastała grobowa cisza. Nikt nie zdołał się odezwać.
- To nie możliwe... Ale jak? - wyszeptała ledwo słyszalnie Ruda roztrzęsionym głosem. - Ta wojna to miało być ich szczęśliwe zakończenie, mieliśmy być wszyscy razem...
Harry opowiedział im wszystko od chwili kiedy dał Hermionie owe dziwne pudełeczko od Dumbledora.


Ciała Dracona i Hermiony znaleziono jeszcze tego samego dnia. Leżeli przytuleni do siebie, trzymając się za ręce, a na ich twarzach widoczne były jeszcze ślady łez. Nie było po nich widać nic szczególnego. Ubrania poplamione i poszarpane, były takie same jak przed dziwną jasnością. Ich palce były złączone, a lśniły na nich srebrno-złote obrączki. Wyglądali tak, jakby zaraz po bitwie po prostu zasnęli... Ginny osunęła się na ziemię i rozpłakała.
- To nie prawda... - zawodziła. - Dlaczego mnie zostawiłaś? - pochyliła się nad Hermioną. - Przyjaciółki na zawsze... - wyszeptała jeszcze.
Pansy nie mogąc na to patrzeć odwróciła się i wtuliła w Harry'ego. Theodor wyciągnął różdżkę i wyczarował wieniec z róż. Teraz rozumieli przekaz Harry'ego sprzed kilku lat "nie wiecie jak to jest kiedy kumpel ginie na waszych oczach...". Ich przyjaciele leżeli bez życia, a przecież jeszcze kilkanaście godzin temu, razem się śmiali i żartowali...
Tego dnia znaleziono jeszcze wiele ciał, wiele osób tak samo jak Hermiona lub Draco leżących bez życia...




Harry przechadzał się po dziedzińcu. Pansy jako tako nastawiła mu nogę, oraz kilka żeber. Chodził bez konkretnego celu, aby tylko nie siedzieć w miejscu i zastanawiać się co by było, gdyby ta cholerna ściana wtedy nie runęła na niego. Po około pół godzinie bezsensownego spaceru coś jednak przykuło jego uwagę. Uklęknął i wygrzebał spod kamiennej warstwy pokrywającej dziedziniec długą czarną różdżkę. A więc Voldemort też zniknął. Wezbrała w nim wściekłość, przecież to wszystko było winą tego zakichanego dupka! Przełamał różdżkę na pół i wspiął się na najwyższą stertę gruzu. Kilka osób zwróciło ku niemu oczy, a po chwili pod jego "podium" zebrał się mały tłum.
- Od dzisiaj jesteśmy wolni! - krzyknął. - Wiem, że właśnie do tego dążyliśmy, aby stworzyć nowe społeczeństwo, w którym nikt nie będzie nas terroryzował i okłamywał, ale nigdy nie chciałem tworzyć go takim kosztem! - ryknął, a kilku ludzi spojrzało na niego nierozumiejącym wzrokiem. - Wczoraj za naszą wolność pożegnaliśmy dwójkę wspaniałych ludzi - Hermionę Granger i Dracona Malfoya. Gdyby nie oni, nie wygralibyśmy... Oddali swoją szansę na lepsze życie, abyśmy my ją mieli... Nie ja jestem wybawcą, ale oni... I teraz sobie myślę, czy było warto... - ostatnie słowa wypowiedział prawie szeptem. Wiedział, co powiedziałaby teraz Hermiona: że nawet za taką cenę było warto się poświęcić. Ale teraz nie chciał o tym myśleć, liczyło się tylko to, że przed kilkoma godzinami stracił najlepszą przyjaciółkę... Zjechał po stercie kamieni, na których stał i odszedł. Ludzie, którzy słuchali jego przemówienia, a było ich sporo, mieli nietęgie miny, wielu z nich nie wiedziało, dlaczego tak naprawdę Śmierciożerców wcięło.




Kilkadziesiąt lat później

- ...Wielu było w waszym wieku, albo młodszych, a wszyscy walczyli, abyście wy mogli mieć normalne życie, zwykłe dzieciństwo... Żadne dziecko nie powinno przeżyć czegoś takiego... Żadne... - dokończyła smutno.
- Pani Profesor, pani też tam walczyła, prawda? - zapytała blond włosa dziewczyna ze Slytherinu.
- Tak, ja również byłam jeszcze w szkole, kiedy rozegrała się druga bitwa o Hogwart, dokładniej w szóstej klasie... - zamyśliła się. Dalej mijały jej przed oczami te obrazy, umierający ludzie, nawoływania rannych... - My, nauczyciele, opowiadamy wam to wszystko, abyście kiedyś mogli opowiedzieć to swoim dzieciom, a one swoim, aby ta historia nie znikła pośród wielu legend i bajek, abyście nie popełnili kiedyś tego samego błędu co Lord Voldemort... Kiedy historia o ludziach, którzy walczyli zostanie zapomniana, jaki sens miałoby ich poświęcenie... Czy umarliby na próżno?
W tej chwili zadzwonił dzwonek, ale uczniowie nie wypadli z klasy tak szybko jak zazwyczaj. Siedzieli pogrążeni w swoich myślach, a kiedy w końcu zaczęli się zbierać, miny mieli nietęgie. Ona zawsze tak działała na swoich uczniów.
Gdy w końcu ostatni maruder wyszedł z klasy, kobieta zamknęła drzwi i wyszła na zimne błonia. Minęła wielki pomnik młodych obrońców Hogwartu i ruszyła dalej. Po około trzech minutach marszu zatrzymała się przy równie wielkim pomniku. Przedstawiał on dwoje ludzi trzymających się za ręce z różdżkami wyciągniętymi daleko przed siebie. Napis pod statuą głosił:


Hermiona Granger oraz Draco Malfoy
dwoje młodych ludzi, których poświęcenie uratowało... i zabiło
Ku czci ich pamięci


Ginny uśmiechnęła się lekko i wyczarowała pod tabliczką wieniec z róż. Wyjęła z kieszeni płaszcza już dosyć mocno poniszczone zdjęcie - te samo, które Hermiona i Draco zrobili na polanie tego feralnego dnia. Łzy zaszkliły jej się w oczach. Pamiętała, co powiedziała wtedy na polanie. To było ich ulubione miejsce, które wybrali właśnie Smok z Mioną. Wrócili tam tylko jeszcze jeden raz, aby złożyć hołd poległym przyjaciołom. 
- Pani Profesor... - odwróciła się zaskoczona. Zwykle nikt tu nie przychodził.
- Panno Mishingan, co pani tu robi? - zapytała młodą dziewczynę, która należała do Gryffindoru.
- Przyszłam popatrzeć. To zabawne, że dzięki nim uwolniliśmy się od Voldemorta, a tak naprawdę niewiele o nich wiemy.
- Bez przesady, przecież każde dziecko w naszym kraju wie...
- Jak szlachetny czyn uczynili, ale nic więcej.
Nastała krępująca cisza.
- Pani ich znała. - wypaliła nagle bez zastanowienia dziewczyna.
Ginny obejrzała się jeszcze raz w jej stronę po czym westchnęła.
- Znałam... Hermiona była moją najlepszą przyjaciółką... - jeszcze raz westchnęła. - Ona i Draco się nie znosili, a później... stali się nierozłączni... Nawet w obliczu śmierci - pojedyncza łza spłynęła po policzku profesorki.
- W bibliotece znalazłam, że Hermiona była wybitną uczennicą  i do tego mugolskiego pochodzenia. Nazywano ją najmądrzejszą osobą od czasów Roveny Ravenclaw. Czy to prawda? 
- Prawda, prawda. Ba, ona była mądrzejsza od Ravenclav! - powiedziała Ruda.
- To jak to możliwe, że zakochała się w chłopaku z arystokratycznej rodziny, który przez całe życie jej dokuczał?
- Skąd ty to wszystko wiesz? - zapytała podejrzliwie Ginny.
- W bibliotece jest dużo cennych informacji - odpowiedziała tajemniczo dziewczyna.
- Wracając do twojego pytania, nie wiem jak to się stało, ale to było prawdziwe, szczere uczucie... Koniec tej wojny miał być początkiem ich szczęśliwego zakończenia... a był jego końcem.



_________________________________________________________________________________

Hej!

Według mnie, miniaturka całkiem spoko. Niestety mój surprise się nie wypełni się do końca, ponieważ ktoś* mi go wybił z głowy. Mam nadzieję, że nie gniewacie się z tego powodu, może innym razem :) Miniaturka ze specjalną dedykacją dla Rose, która uwielbia Notta, a dodaję go do moich rozdziałów dosyć nieczęsto. Tak więc miłego czytania,


hairy

*(dopisek Promienistej) to ja ;))

Rozdział IV cz. 2

Rozdział IV cz. 2

'I tak idąc w ciemną noc, zostawiam za sobą wszystko co kocham...'
_________________________________________________________________________________

Stała na dziedzińcu Riddle Manor. Zaraz miała się teleportować do swojej nowej szkoły. Niewiarygodne, ilu ludzi może ją żegnać, była ich tam razem chyba z setka. Pożegnała się już z mamą, Pansy, Blaisem oraz Derekiem. Ojciec miał teleportować się razem z nią.
Wszystkie walizki były już dawno spakowane i zniesione. Po policzkach znowu pociekły jej łzy. Nadal nie wierzyła, że zaraz opuści miejsce, w którym się wychowywała - jej kochaną Anglię... Przynajmniej jej rozmowa z Grangerami przebiegła pomyślnie. Hermiona pożegnała się z nimi i obiecała, że będzie pisać. Nie miała im za złe, że jej nie powiedzieli kim tak naprawdę jest. Zawsze ją kochali i wspierali i tylko to się liczyło. Otarła łzy rękawem i uśmiechnęła się blado.
- Oto ja, witaj nowe życie. Idę głową naprzód, już nic mnie nie zatrzyma - szeptała w myślach. Dała ojcu znak głową, że mogą ruszać i już po chwili poczuła szarpnięcie w okolicy pępka.
Poczuła zimny podmuch wiatru na twarzy i aż zadrżała. Otworzyła oczy. Ona oraz Lord stali dokładnie naprzeciw bramy wiodącej do zamku, w którym znajdował się Durmstrang. Teraz ujrzała to jak na dłoni. Jeśli przekroczy tą bramę, nie będzie odwrotu, jej życie nigdy nie będzie takie jak kiedyś, zmieni się diametralnie...
- Gotowa? - dziewczynę dobiegł głos taty. On również patrzył z lekkim strachem na drogę rozciągającą się przed nimi. Hermiona milczała, ale wiedziała już, co odpowie. Czuła, że w głębi duszy podjęła tą decyzję już dawno temu...
- Tak - odpowiedziała drżącym, ale pewnym głosem...

niedziela, 16 listopada 2014

Hej!

Sorki, że w ten piątek nie pojawił się rozdział, ale fizycznie nie dałam rady. Mam nadzieję, że wybaczycie mi tą małą... wpadkę i nie zabijecie mnie :) Nowy rozdział (mam nadzieję) w piątek, wtedy będziecie mogli mnie zabić bo zrobię mały surprise. Do następnego rozdziału,
  

hairy

piątek, 7 listopada 2014

Rozdział IV

Rozdział IV

"Najtrudniej jest odejść, gdy trzeba zostawić przyjaciół, a zabrać ze sobą tęsknotę za nimi, więc nie mówię <<Żegnajcie>>, lecz <<Do zobaczenia>>. "
_________________________________________________________________________________


Zatrzymali się przed Dziurawym Kotłem. Hermiona wysiadła szybko nie zwracając uwagi na pytania obu Śmierciożerców. Zostało jej pół godziny do pojawienia się przyjaciół. Na początek poszła do Esów i Floresów po nowe księgi, potem odwiedziła aptekę i magiczną menażerię.
Po zrobieniu odpowiednich zakupów usiadła w kawiarni i zamówiła kawę. Spojrzała na zegarek, zostało jej pięć minut. Zapatrzyła się w okno i znowu pochłonęły ją myśli, czy dobrze robi. A może powinna zniknąć i oszczędzić bólu przyjaciołom? Ale to było by nie fair wobec nich...
Z zamyślań wyrwał ją melodyjny głos dzwonka. Spojrzała w tamtą stronę i zaparło jej dech w piersiach. W jej stronę podążali cali rozpromienieni Harry, Ginny i Ron.
- Hermiona! - krzyknęła ruda i przytuliła przyjaciółkę. Harry wyszczerzył do niej zęby.
- Aż trudno mi to powiedzieć, ale stęskniłem się za twoim gadulstwem - brunet również przytulił dziewczynę.
- Cześć - powiedział rozradowany Ron siadając naprzeciwko Ginny i Hermiony.
- Hej - odpowiedziała w końcu Miona. Byli tacy szczęśliwi, a ona będzie musiała to szczęście
zepsuć. - Słuchajcie, muszę wam coś powiedzieć...
- A może najpierw kupimy coś do picia... Może kawy?- zapytała Ginny.
- Ja już zamówiłam, dzięki - Hermiona wskazała na swój kubek, chciała im jak najszybciej wszystko powiedzieć.
- A mi możesz zamówić - Ron oparł się wygodnie.
- Ja podziękuję - odparł Harry - ale muszę was na chwilę przeprosić - i ruszył w stronę toalet.
Przy stoliku zostali tylko Ron i Miona. Spoglądali każdy w inną stronę, gdy nagle chłopak przesiadł się obok niej.
- Hermiona... - zaczął niepewnie - bo ja, no... - dziewczyna spojrzała mu w oczy i zobaczyła determinację, jakiej jeszcze nigdy w życiu nie doświadczyła. Wiedziała, co rudzielec chce powiedzieć, wiedziała, co czuje względem niej.
- No bo ja się chciałem zapytać... - dalej dukał chłopak.
- Tak? - zapytała łagodnie Miona, choć serce ją kłóło. Nie dość, że odejdzie, to jeszcze złamie mu serce! Nagle jak z podziemia pojawił się przed nimi Harry. Rzucił im jedno spojrzenie, po czym obrócił się na pięcie i zaczął iść z powrotem do toalety.
- Nie, Harry, wracaj, to nie tak! - zawołała za nim przyjaciółka. Hermiona nie chciała wiedzieć jak to wyglądało i co pomyślał sobie Harry. Wybraniec obrócił się i rzucił badawcze spojrzenie.
- Ale co? - zapytał udając głupiego. Usiadł wygodnie przy stoliku przypatrując się to szatynce to Ronowi. W chwilę później podeszła do nich Ginny niosąc dwa kubki. Usadowiła się obok Harry'ego i czekała. Hermiona dopiero po chwili zrozumiała, że może już mówić.
- Tak więc, muszę wam coś powiedzieć. Wiem, że nie będziecie zachwyceni i macie prawo mnie znienawidzić...
- My, znienawidzić cię? - wcięła się Ginny. - Hermiona, przyjaciele na zawsze.
- Dzięki, Ginny - dziewczyna uśmiechnęła się słabo. - Tak więc, kontynuując... Wyjeżdżam - odczekała chwilę. - Nie będę chodzić do Hogwartu.
- Ale jak?
- Dlaczego?!
- Co do cholery!
Zaczęło się przekrzykiwanie i zadawanie pytań, a przecież nawet nie powiedziała najgorszego!
- Uspokójcie się, to wam wszystko wyjaśnię. Tak więc na razie musicie wiedzieć, że moi mugolscy rodzice, tak naprawdę nie są nimi. Jestem czarownicą czystej krwi... Nie będę chodzić do Hogwartu, bo moi prawdziwi rodzice chcą mnie chronić. Nie mogę wam więcej powiedzieć - spuściła lekko głowę. Nastała cisza, nikt nie chciał, bądź nie mógł, jej przerwać. Pod powiekami dziewczyny zaczęły zbierać się łzy. W końcu wstała.
- Napiszę za niedługo. Jeśli przemyślicie to, co powiedziałam i dalej będziecie chcieli być moimi przyjaciółmi, to odpiszcie. Ale bez względu na to, czy będziemy dalej przyjaciółmi, pamiętajcie, że nigdy o was nie zapomnę... Do zobaczenia... - miała powiedzieć "żegnajcie", lecz nie mogło to przejść jej przez gardło. Wybiegła, a za nią poniosły się kolejne pytania i nawoływania Harry'ego, Ginny i Rona.
Przebiegła przez Dziurawy Kocioł i wypadła na mugolską ulicę. Wsiadła szybko do czarnej limuzyny zaparkowanej pod pubem. Malfoy i Dołohow spojrzeli na nią pytająco. Osuszyła oczy i spuściła wzrok.
- Pod dom Grangerów - wyszeptała.


***


Była dwunasta, Pansy zwlekła się niechętnie z łóżka i poszła na śniadanie. Po drodze spotkała chłopaków. Oni również szli coś zjeść.
- Gdzie Hermiona?- zapytał nagle Blaise.
- Nie wiem, może jeszcze śpi, ostatni raz widziałam ją wczoraj na kolacji...
Reszta drogi upłynęła w milczeniu, każdy pochłonięty był własnymi myślami. Weszli do jadalni, było w niej sporo osób. Lord czytał akurat Proroka Codziennego.
- Pansy, czy to prawda, że Hermiona wyjeżdża? - zapytał dyskretnie Draco, gdy szli do stołu.
- Niestety, ale tak - szepnęła Pansy.
- Ale w stu procentach, na pewno?- do rozmowy włączył się Blaise.
- Tak, na pewno, jak by to powiedzieć... Informacja potwierdzona i zatwierdzona - dziewczyna ruszyła w stronę swojego ojca. Chłopcy wymienili pełne obaw spojrzenia i usiedli koło niej.
- Tato, gdzie Hermiona?
- Pojechała na Pokątną - Voldemort nie podnosił wzroku znad gazety.
- Po co? - Pan nie dawała za wygraną.
- Nie chciała powiedzieć.
- Panie, czy widziałeś mojego ojca? - zapytał z nadzieją Draco.
- Lucjusza? Ach, tak! On i Dołohow pojechali z Hermioną - Draco spuścił wzrok i zabrał się do jedzenia. Po piętnastu minutach troje przyjaciół zjadło już posiłek i szykowało się do odejścia do swoich pokoi, gdy zatrzymała ich Pani Riddle.

- Gdybyście mogli, pokażcie Hermionie jak najwięcej domu. Nie chcę, aby czuła się tu obco, ale mieliśmy tak mało czasu na poznanie wszystkiego, a ona już dzisiaj wyjeżdża... - posłała w ich stronę powalający uśmiech, czego jak czego, ale urody nie można jej było odmówić, i zabrała się za rozmowę ze swoim mężem. Za to Draconowi, Blaise'owi i Pansy szczęki opadły tak nisko, że prawie dotknęły podłogi. Spojrzeli po sobie i biegiem opuścili jadalnię. Poszli do pokoju chłopców. Gdy tylko zatrzasnęły się za nimi drzwi, blondynka opadła na łóżko.

- Nie wierzę, że nic nie powiedziała...
- A dziwisz jej się?! Przez cały jej pobyt w magicznym świecie traktowaliśmy ją jak śmiecia i nagle będzie się nam zwierzać - pieklił się Diabeł, nie wiedział dlaczego, ale polubił tę dziewczynę. Jedynym, który się nie odzywał był Draco. Blondyn siedział w milczeniu nie mogąc wydobyć z siebie ani słowa, co chwilę otwierał tylko usta i zamykał je. W ogóle dlaczego się tak tym przejmował? Granger, to znaczy Riddle, nic dla niego nie znaczyła. Była tylko wkurzającą Gryfonką...
- Draco, co ci jest? - chłopaka dobiegł głos Pansy.
- Ale co? - udawał głupiego.
- Nic nie mówisz... - dziewczyna wyglądała na przejętą.
Nastąpiła cisza, Draco nie wiedział co powiedzieć. Czy to, że jest tak przejęty, że nie wie co powiedzieć, czy zrobić to, co sprawdzało się przez połowę jego życia - grać nieczułego na wszystko i na wszystkich... Młody dziedzic postanowił wybrać tą drugą opcję. 
- A niby co mam mówić? Dobra, będzie mi odrobinę brakować wkurzania jej, ale nic więcej. Przynajmniej będę miał spokój - i jakby na potwierdzenie swoich słów wyciągnął przed siebie nogi i założył ręce za głowę.
- Chyba już pójdę... - powiedziała Pansy i zanim zdążyli zaprotestować nie było jej już w pokoju.
- Idę wziąć prysznic - oświadczył po kilku minutach niezręcznej ciszy Blaise.
Młody Malfoy został sam w pokoju. W końcu mógł wyładować swoją złość. Pytaniem było tylko... dlaczego był zły?


***


Ginny siedziała na parapecie okna w swoim pokoju przytulając swoje nogi. Minęło niespełna pół godziny od spotkania z Hermioną, a ona już czuła, że jej życie traci sens... Brązowowłosa Gryfonka była dla niej jak siostra, jedyna przyjaciółka. Mimo wszystko, wybaczyła jej, rozumiała Mionę. Tylko kim mogli być jej rodzice? Ktoś zapukał do drzwi, lecz Ruda nawet nie drgnęła.
- Mogę wejść? - zapytał cicho Harry zaglądając do pokoju. W ręku miał dwa kubki z gorącą czekoladą. Ginny tylko uśmiechnęła się do niego i zeszła z parapetu. Oboje usiedli na łóżku.
- Już mi jej brakuje... - odezwała się dziewczyna.
- Mi też, mi też... - Wybraniec pociągnął łyk z kubka.
- Dalej się dąsa?
- Tak, w tej samej pozycji, odkąd przyjechaliśmy do domu, leży i gapi się w sufit.
- Myślisz, że jej nie wybaczy? No wiesz, że go zostawiła, choć wcale przecież nie byli parą.
- Wybaczy, tylko może nie tak szybko jak my. Musi to przemyśleć - znowu nastała cisza. Nagle ni stąd ni zowąd Ginny rzuciła się Harry'emu na szyję zanosząc się płaczem.
- Harry, a jeśli ona, a jeś-li onna jjjuż nigdy ttu nie wróóóóóci! - chlipała rudowłosa. - Jjeśślii już nnigdy jej niee zobaczee!
- Ciiiii, już dobrze. Słyszałaś, co mówiła Hermiona, na pewno jeszcze zobaczymy się nie raz, obiecuję ci to - dziewczyna spojrzała na niego swoimi wielkimi oczami.
- Na pppewno? - dalej chlipała.
- Jestem tego pewien. Przyjaciele na zawsze.
- Przyjaciele na zawsze... - powtórzyła Ginny. Nie minęła chwila, a spała na kolanach bruneta. Chłopak uśmiechnął się lekko. Wyglądała tak słodko, kiedy spała. Przyglądał jej się chwilę, po czym pocałował ją lekko w czoło.
- Śpij dobrze... - wyszeptał. Ułożył dziewczynę wygodnie na łóżku, wziął kubek z niedopitą czekoladą i wyszedł z pokoju.

_________________________________________________________________________________

Hejka!
Co do rozdziału, to według mnie całkiem, całkiem. Mam nadzieję, że nikogo nie przestraszyłam z tym Dumstrangiem, bo jego naprawdę w moim opowiadaniu będzie niewiele. Druga sprawa to komentarze, uwierzcie lub nie, ale każdy komentarz jest bardzo motywujący. Jestem osobą umiejącą przyjąć krytykę, więc proszę piszcie. Dla was naprawdę jest to niewiele roboty. Nie oczekuję, abyście pisali mi jakieś poematy, ale żebyście zostawili po sobie kilka słów, choćby na przykład, że nigdy nie czytaliście gorszego bloga ;))) Za każdy wpis z góry dziękuję. Czekam na wasze opinie i do zobaczenia w następnym rozdziale,

hairy