"Lubimy wracać w miejsca, gdzie spotkało nas coś dobrego, gdzie spotkaliśmy kogoś ważnego dla nas. Lubimy te powroty, bo stale mamy nadzieje , że ktoś lub coś jeszcze na nas tam czeka."
_________________________________________________________________________________
*dwa lata później*
- Hermiona?! - dobiegł mnie głos mamy zza drzwi.
- Proszę. - rzuciłam od niechcenia. Nie bardzo interesowało mnie cokolwiek innego oprócz pisanego w tej chwili listu do mojej przyjaciółki z Durmstrangu - Nataliji. Usłyszałam skrzypnięcie drzwi i chwilę później siedziałam na przeciwko rodzicielki. Spojrzałam na nią wzrokiem typu "no czego jeszcze, nie widzisz, że jestem zajęta?!", ale nie odezwałam się.
- Kochanie - no genialnie, szykuje się dłuższa mowa. Odłożyłam pergamin na bok i zwróciłam wzrok na mamę. - Rozmawiałam z ojcem, oboje sądzimy, że możemy już cię ujawnić... - moje oczy gwałtownie się rozszerzyły. - Jesteś już pełnoletnia...Wiemy, jak trudno było ci się przystosować do nowego życia i pomyśleliśmy, że gdybyś chciała, to możesz przenieść się z powrotem do Hogwartu.
Zaparło mi dech w piersiach. Czy to nie sen, czy aby na pewno dobrze usłyszałam?
- Mówisz serio?
- Jak najbardziej. Derek również się przenosi, nie będziemy się już ukrywać - zamrugałam kilka razy, po czym rzuciłam się jej na szyję. - Czy mam o traktować jako "oczywiście, że jadę"?
Mój entuzjazm gwałtownie opadł, spojrzałam w okno na wschodzące nieśpiesznie słońce.
- Dajcie mi jeden dzień, muszę to przemyśleć... - i znów uderzyłam stopami o rzeczywistość. Czy znowu chcę zostawić wszystko za sobą nie oglądnąwszy się? Ale ile można tak żyć?! Zostawić czy nie zostawić dotychczasowego życia, oto jest pytanie! Zawsze lubiłam Szekspira... Złapałam za kask i wybiegłam z pokoju. Usłyszałam jeszcze pytanie mamy.
- Gdzie jedziesz?
- Nie wiem! - krzyknęłam i wybiegłam na dziedziniec. Wskoczyłam na mój motor i wcisnęłam gaz do dechy.
-To jest to. - pomyślałam gnając po drodze. - To, co kocham najbardziej, wiatr we włosach i tą cholerną wolność...
Ciałem prowadziłam mój ukochany motor, ale myślami znów byłam daleko poza rzeczywistością. Czy zostawić przyjaciół z Dumstrangu i udać się do miejsca, które jednak tak kochałam, Hogwartu?
- Wiem, napiszę do Ginny! - to był chyba najlepszy z moich pomysłów.
Mimo wszystko, nic nie zmieniło się pomiędzy mną, Ginny, Harrym i Ronem, z tym wyjątkiem, że nie widywaliśmy się. Ostatni raz, kiedy widziałam Rudą to rok po moim odjeździe.
- Hermiona! - nawet nie otworzyłam oczu. Czego oni chcą o tak nieludzkiej porze?!
- Hermiona, wstawaj! - ocho, to Pansy się dobija. Mam ją gdzieś, jeśli ona nie umie spać, to niech przynajmniej mnie nie budzi, jędza jedna! - Hermiona jest 12.00, wstawaj albo jadę bez ciebie!
- Że co?! - wykrzyknęłam zrzucając z impetem kołdrę.
- Tak to! - skrzypnęły drzwi i do pokoju weszła moja siostra, cała czerwona na twarzy. - Stoję tu i walę do twoich drzwi już od kilku dobrych minut! Zbieraj się albo jadę bez ciebie!
- Okej, okej. Będę za dziesięć minut. - zebrałam się szybko i zdążyłam zbiec na dół jeszcze przed czasem.
Wsiadłyśmy do limuzyny stojącej przed domem i już po chwili usłyszałyśmy pisk opon.
- To gdzie najpierw idziemy? - z zamyślań wyrwał mnie głos Pansy
- Może najpierw do Madame Malkin, potem do apteki i Esów Floresów, a na sam koniec możemy iść do kawiarni - po tym ostatnim na twarzy Pan wzniósł się ogromny uśmiech.
- Jestem za! - nagle, ni z tego, ni z owego, przytuliła się do mnie. - Tak bardzo się cieszę, że jesteś... - odwzajemniłam uścisk. Ja też się cieszyłam, że w końcu odnalazłam rodzinę. Chociaż widywaliśmy się bardzo rzadko i na bardzo krótko, i tak czułam, że oddałabym za nich życie.
Wysiadłyśmy tak jak zawsze przed Dziurawym Kotłem i dostałyśmy się na Pokątną. Po zrobieniu potrzebnych zakupów udałyśmy się do tak długo wyczekiwanej kawiarni.
- Czekaj! - zawołała nagle Pansy. - Zapomniałam, że muszę kupić korzonki dla Snape'a.
- Okej, poczekam w kawiarni, zamówić ci coś?
- Możesz wziąć dla mnie puchar lodowy. Będę za jakieś dziesięć minut! - i puściła się pędem do apteki.
Pokręciłam głową i weszłam do środka. Zajęłam pierwszy lepszy stolik i wpatrywałam się w przechodzących ludzi za oknem. Nagle znów odezwał się dzwonek u drzwi. Obróciłam się w tamtą stronę i oczy wyszły mi z orbit. W wejściu ujrzałam tę znajomą rudą czuprynę. Ginny podbiegła do mnie i uścisnęła mocno. Przez chwilę obie nie wiedziałyśmy co powiedzieć.
- Nie mówiłaś, że przyjeżdżasz! - odezwała się po chwili moja przyjaciółka z wyrzutem w głosie.
- Bo już za niedługo jadę z powrotem... - Ruda spuściła smutno głowę. Po chwili pogrążone byłyśmy w rozmowie. Po około dwóch minutach usłyszałyśmy głos Pani Weasley.
- Ginny!!! - dziewczyna spojrzała smutno w tamtą stronę i znów odwróciła się do mnie, jakby się wahała.
- Musze już iść, przyjechałyśmy z mamą na chwilkę - przytuliła mnie. - Napisz do mnie za niedługo! - i wybiegła na zewnątrz.
Uśmiechnęłam się sama do siebie, tak dawno jej nie widziałam. Nagle coś sobie przypomniałam i od razu uśmiech mi zrzedł - przecież oni nie wiedzą, kim jestem!
Zawróciłam szybko motor. W mojej głowie układał się klarowny plan działania. Szkoda mi było tylko, że ta przejażdżka była tak krótka...
***
- Idziemy na imprezę? - Blaise usychał z nudów. Oczywiście, cały dzień spędzili na zabawie, ale zbliżał się wieczór, a oni wyczerpali asortyment rzeczy do roboty po zmierzchu już ponad tydzień temu...
- Jeśli ci się chce... - Draco również nie wiedział w co ręce włożyć.
- To ja zacznę się szykować - Diabeł stoczył się z łóżka na którym leżał i powlókł się do łazienki.
Młody Malfoy obrócił się na plecy i tępo wpatrywał się w sufit. Tak bardzo chciał być już w Riddle Manor. Zawsze najgenialniej bawili się w towarzystwie Pansy i Dereka... Ale oni nie mogli nawet przyjechać do niego, do Malfoy Manor, a z resztą tam teraz jest Hermiona, a Pan nigdy nie odpuści chociaż chwili pobycia z siostrą. Tak na marginesie, dawno już nie widział byłej Gryfonki. Ile to będzie? Z dwa lata!
Dziewczyna zawsze wyjeżdżała wcześniej niż przyjeżdżali Śmierciożercy, kiedy wszyscy z kompani jej ojca już się zjechali, jej już dawno nie było... W sumie trochę mu brakowało docinania jej, ciągłego patrzenia na jej uniesioną do góry rękę. Hogwart nie był już taki sam... Tak naprawdę nie bardzo ją już pamiętał, tylko tą wieczną burzę brązowych kręconych włosów, nic więcej... Cała szkoła bardzo przeżyła jej odejście, nawet Ślizgoni, Święta Trójca była już tylko Świętą Dwójką, a Weasley ledwo co zdał Sumy.
Na samą myśl o klęsce Rudego, Draconowi zrobiło się cieplej na sercu. Usłyszał szczęk otwieranych drzwi i po chwili z łazienki wygramolił się Diabeł.
- Teraz ty. - rzucił przez ramię. - Tylko nie szykuj się zbyt długo, pamiętaj, że na imprezę idziemy już dziś - posłał Draconowi złośliwy uśmieszek.
Po półtorej godziny stali już przed klubem uśmiechnięci i pełni energii. Weszli do środka, jak zawsze było tam tłoczno i głośno. Nie wiedzieli z iloma napalonymi dziewczynami tańczyli, ile wypili, ani o której wrócili do Malfoy Manor.
Rano Draco obudził się z potwornym bólem głowy, jak zawsze po imprezie. Kiedy tylko podniósł się z łóżka, to samo uczynił Diabeł.
- O w cholerę! - zaklął platynowłosy, kiedy zachwiał się niebezpiecznie. Podszedł ostrożnie do szafy i wyjął dwie fiolki pełne fioletowej cieczy. Wypił swoją porcję, ale eliksir tylko złagodził ból głowy. Z wielkim trudem ubrał się i razem z Blaisem poszli na śniadanie.
W kuchni przy stole siedziała już Pani Malfoy. Chłopcy opadli na krzesła na przeciwko niej i schowali twarze w rękach. Kobieta przyglądała się tej scenie z lekkim uśmiechem.
- Jak tam wrażenia po imprezie? - zapytała złośliwie.
- Możesz sobie darować?! - zapytał z lekkim wyrzutem w głosie Draco.
- Ale dlaczego? Chyba dobrze bawiliście się poza domem... i w nim również. Ależ wczoraj mi i ojcu pięknie śpiewaliście!
- Że co! - blondwłosy podniósł głowę a jego oczy zrobiły się wielkie jak galeony.
- Nie co, tylko proszę, i tak, wczoraj w nocy śpiewaliście... w sumie trudno określić co - dokuczanie im sprawiało jej czystą przyjemność, zważywszy na stan w którym się znajdowali. - Tak czy inaczej, z ojcem stwierdziliśmy, że już jutro pojedziemy do Riddle Manor. Może Pansy utrzyma was w ryzach... - Draco i Blaise wymienili znaczące spojrzenia, po czym odezwał się Diabeł.
- To my może pójdziemy się przejść...
- Nie zgubicie się? To duży ogród, a na kacu łatwo pomylić drogę - na jej ustach wykwitł złośliwy uśmiech.
- Mamo, nie jesteśmy dziećmi, damy sobie radę! - wstali od stołu i już mieli wyjść, gdy dobiegł ich głos Narcyzy. Obrócili się w jej stronę.
- Panowie dorośli! Koszule macie na złą stronę! - po czym posłała im pełen triumfu uśmiech i wyszła z jadalni.
***
- Pansy!- Hermiona wpadła do domu jak burza.
- Czego?!- po chwili dało się słyszeć krzyk Ślizgonki z drugiego piętra. Miona wspięła się po schodach i w chwilę później stała przed siostrą.
- Muszę z tobą pogadać - wysapała
- Wal śmiało.
- No więc... - zaczęła brązowowłosa- Rodzice zaproponowali mi, abym przeniosła się do Hogwartu... - nie dokończyła, ponieważ Pansy zapiszczała z uciechy i przytuliła się do niej.
- To genialnie!
- Nie do końca... - dziewczyna odsunęła od siebie siostrę i usiadła na krześle. - Bardzo bym chciała wrócić i w ogóle, ale z drugiej strony nie chcę zostawiać przyjaciół z Durmstrangu. Nie mogę tak dalej, ciągle zostawiam za sobą przeszłość, żeby zacząć coś, do czego w głębi duszy nie jestem przekonana... Pan, pomóż, jestem w kropce!
- No to mamy problem... - stwierdziła dziewczyna. - sSłuchaj, to od ciebie zależy wybór. Jeśli zdecydujesz, że jednak zostaje Durmstrang, żyj, jakby propozycji o powrocie w ogóle nie było. To nie ja mam zdecydować, nie kto inny, tylko ty.
- Wow, Pan, była byś świetnym psychologiem bądź pedagogiem...
- Dzięki, ale mam dosyć własnych problemów - dziewczyna uśmiechnęła się do Hermiony. Nagle usłyszały ciche pukanie do drzwi, a chwilę później ukazał się w nich Derek.
- Mam super wiadomość! - wydyszał. - Po pierwsze, jutro przyjeżdżają Draco i Blaise... - Pan nie dała mu skończyć.
- Ale tylko oni czy wszyscy Śmierciożercy? - zapytała z nadzieją w głosie.
- Tylko oni. Reszta przyjeżdża tak jak zawsze. A tak na marginesie, to przenoszę się do Hogwartu!- na jego twarzy wykwitł wielki uśmiech. Widać było, że jest w siódmym niebie.
- To genialnie! - zapiszczały razem Pansy i Hermiona i rzuciły się bratu na szyję. Nagle jednak Ślizgonka spoważniała i odsunęła się od brata.
- Derek, mamy z Hermioną coś do obgadania, może porozmawiamy potem?
- Och, ależ ja też chętnie wezmę udział w tej jakże interesującej rozmowie... - igrał z ogniem.
- Derek!!! - wykrzyknęły obie dziewczyny, a chłopak potulnie wyszedł.
Siedziały chwilę w milczeniu, po czym odezwała się Pansy.
- Przemyśl to na spokojnie, to ważna decyzja.
- Ty to umiesz podnieść człowieka na duchu - roześmiała się brązowooka i zapatrzyła w sufit. Ślizgonka przyglądała się jej chwilę po czym wypaliła bez zastanowienia:
- Zmieniłaś się... - zdezorientowana dziewczyna popatrzyła na nią. - Wyglądasz inaczej i w ogóle zachowujesz się inaczej...
To był niezaprzeczalny fakt. Hermiona nie była już tą samą Hermioną Granger, kujonką z Gryffindoru. Jej długie, lekko falowane brązowe włosy były przy końcówkach turkusowe, była szczupła i wysoka. Ale zmiany zaszły nie tylko w jej wyglądzie. Jej charakter zmienił się o 360 stopni. Zawsze miała cięty język, ale teraz to było po prostu mistrzostwo. Była urodzonym przywódcą grupy, stanowcza i nie dająca sobie narzucić racji innych. Dużo więcej piła, jeździła na motorze. Durmstrang naprawdę ją zmienił. Nauczyła się władać swoimi mocami, a po tatusiu odziedziczyła niemałe zdolności.
- Chyba masz rację... - odezwała się po chwili namysłu Hermiona.
- Chcę zobaczyć miny chłopaków, gdy cię zobaczą, na pewno cię nie poznają!
- Na serio tak myślisz?
- Na sto procent! Po prostu padną! W ogóle nie przypominasz starej Hermiony, no poza tym, że dalej uwielbiasz książki...
- Pansy, możesz mi coś wyjaśnić? - wcięła się dziewczyna siostrze w zdanie.
- Chyba tak...
- Dlaczego, gdy przez cały czas gdy tu jestem, jesteśmy tu tylko my, to znaczy ja, ty, Derek, mama, tata, no i służba? Żadnych Śmierciożerców ani nikogo takiego?
- Bo widzisz, oni przyjeżdżają dopiero pod koniec wakacji, wtedy, kiedy ciebie już nie ma. - Pan mówiła ze stoickim spokojem.
Rozmawiały jeszcze dobre dwie godziny, kiedy spojrzały na zegarek, ze zdziwieniem stwierdziły, że jest już późno wieczorem.
- To co? - zapytała Pansy kiedy Hermiona stała już w drzwiach.
- Co, co?
- No... Zostajesz czy jedziesz z powrotem?
Brązowowłosa zastanowiła się przez chwilę, po czym odparła,
- Muszę się nad tym głębiej zastanowić...
- Nie ma sprawy. - dziewczyny uśmiechnęły się do siebie i Hermiona poszła do swojego pokoju. Usiadła na parapecie z niedokończonym listem w dłoni. Zmięła go i wrzuciła do kominka. Wzięła następny kawałek pergaminu i wyskrobała kilka słów,
Spotkajmy się o 21.00 u mnie w kominku.
Hermiona
Zwinęła pośpiesznie list i przywiązała do nóżki sowy stojącej na biurku.
***
Po dość długim spacerze, Draco i Blaise wrócili do swojego pokoju.
- Ale genialnie! - Diabeł rozłożył się na swoim łóżku. - W końcu będzie, co robić!
- Tak... - blondyn siedział zamyślony. W ogóle nie słuchał, o czym mówi jego przyjaciel, aż do chwili gdy padło to kluczowe imię...
- Boże, ile czasu ja już nie widziałem Hermiony... Dwa lata! - przeliterował te słowa, jakby nie mógł w nie uwierzyć. - Och, ale jej już nie będzie kiedy my przyjedziemy... Trochę szkoda, chciałbym się dowiedzieć jak jest w Durmstrangu!
W blondyna znowu to uderzyło. Nie wiedział, dlaczego, ale pragnął zobaczyć dawną Gryfonkę, może chciał po prostu jej po dokuczać... Tak, chciał ją wkurzyć jak nigdy dotąd.
- Hallo, ziemia do pana! - usłyszał głos Blaise'a.
- Co?... - zapytał ze zdziwieniem platynowłosy.
- Już nic. - Diabeł uśmiechnął się do siebie. - A ty co o tym myślisz?
- O czym?
Zabini wywrócił teatralnie oczami.
- No, czy nie masz ochoty zobaczyć się z Hermioną, no wiesz, podroczyć się jak za dawnych czasów, dowiedzieć się, co u niej słychać...
- Nie. - odparł szybko Draco, za szybko... Dwa lata temu powiedział Pansy i Diabłowi, że nic a nic nie obchodzi go Hermiona. Miał zamiar ciągnąć tą farsę.
Blaise patrzył na przyjaciela chwilę, po czym postanowił podjąć tę trudną rozmowę.
- Draco, Hermiona wcale nie jest taka zła. Nie rozumiem, dlaczego dalej tak jej nie lubisz. Rozumiem, kiedyś ojciec wymagał czystej krwi, trele morele, ale teraz... Teraz ona ma czystszą krew niż ty!
W sumie, Diabeł miał rację. Hermiona tak naprawdę nigdy nie była gorsza od nich wszystkich, ale samo to, że była tą a nie inną Hermioną doprowadzała Dracona do białej gorączki. W sumie to dlaczego Diabeł miałby go pouczać?! Jest Malfoyem i nikt nie będzie mu mówił co ma robić i jak!
- Darowałbyś sobie! Głowa mnie boli - naskoczył na przyjaciela, po czym, z niewiadomych powodów, chwycił kurtkę, zważywszy na to, że był sierpień i wyszedł z pokoju.
Szlajał się najpierw po ogrodzie, potem po ulicach Londynu, potem znowu po ogrodzie, aż w końcu, kiedy zaczęło się robić ciemno postanowił wrócić do domu. W pokoju zastał pakującego się Diabła.
- Twoja matka kazała ci powiedzieć jak wrócisz, że masz się spakować, więc informuję cię, że masz się spakować - Zabini uśmiechnął się z kpiną.
- No serio stary, boki zrywać!
Chłopak tylko wzruszył ramionami i dokończył pakowanie.
- To ja... Tego... Pójdę już spać... - obrócił się na pięcie w stronę swojego łóżka i po chwili zniknął pod kołdrą.
Draco spakował się i też wsunął się pod kołdrę. To był męczący dzień. Tak naprawdę, miał ochotę znowu posprzeczać się trochę z byłą Gryfonką. Nikt nie umiał się tak kłócić jak ona!
_________________________________________________________________________________
Hej!
Przepraszam, że tak późno, ale dopiero co ogarnęłam, że dzisiaj przecież piątek. Mam nadzieję, że się nie gniewacie. Mile zaskoczyła mnie dzisiejsza liczba wejść. :) Nie będę dalej przynudzać i do następnego!
Hej!
Przepraszam, że tak późno, ale dopiero co ogarnęłam, że dzisiaj przecież piątek. Mam nadzieję, że się nie gniewacie. Mile zaskoczyła mnie dzisiejsza liczba wejść. :) Nie będę dalej przynudzać i do następnego!
hairy
PS Nie złośćcie się o błędy, nawet nie zdążyłam wszystkiego przeglądnąć, tylko wstawiłam na szybkiego.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz