"Jeśli się zmienisz, nawet jeśli ta zmiana nie będzie dotyczyła twojego charakteru, ludzie nie będą postrzegali już ciebie jak dawniej..."
__________________________________________________________________________
Hermiona chodziła tam i z powrotem. Dlaczego ci cholerni ludzie nie są punktualni?! Nagle w pokoju rozległo się ciche pyknięcie i w kominku ukazała się głowa Nataliji.
- Pisałaś, stało się coś? Z chłopakami myśleliśmy, że już dzisiaj będziesz z nami.
- Plany się zmieniły... przenoszę się do Hogwartu - wywaliła z siebie Hermiona. Nastała niepokojąca cisza. Obie dziewczyny przyglądały się sobie badawczo. W końcu pierwsza z nich się odezwała.
- Blefujesz! - wykrzyknęła i zaczęła się śmiać histerycznie. Hermiona zachowała jednak kamienną twarz.
- Kto jak kto, ale ty powinnaś najlepiej wiedzieć, że nie kłamię. - Tak bardzo nie chciała sprawiać im bólu, w końcu byli jej przyjaciółmi, ale tak się chyba złożyło, że przez ostatnie lata tylko wszystkich krzywdziła...
- Nie, nie, nie...
- To nie miało tak być, tylko... - brązowowłosa zawiesiła głos. - Czuję, że to jest właściwe.
- Cóż, ty zawsze byłaś najpotężniejsza z nas wszystkich... - wzięła głęboki oddech. - Byłaś przywódcą naszej grupy.
- Dziękuję. - wyszeptała cicho Miona. - Wiedziałam, że zrozumiecie.
- Nie mów hop, póki nie przeskoczysz! Pamiętaj, że muszę powiedzieć chłopakom. Myślę, że nie będą uradowani, a zwłaszcza Nathan.
- O Boże, cały czas łamię tylko serca!
- Uspokój się już. Tak czy inaczej, nie myśl, że się nas pozbędziesz. Przyjedziemy na pewno na ferie w takim razie! - zawołała ze śmiechem dziewczyna.
- Nie mów tak, bo czuję się winna!
- No bo jesteś! - obie wybuchnęły szczerym śmiechem
- Zawsze umiesz mnie rozśmieszyć. Przyjeżdżajcie kiedy chcecie, możecie się nawet przenieść do Hogwartu.
- Dobra, dosyć tego dobrego, muszę już kończyć - pożegnały się i głowa Nataliji znikła w kominku.
Hermiona uśmiechnęła się sama do siebie. Wstała z klęczek i przebrała się. Nie miała już siły na nic, lecz jak na złość, ktoś zapukał do jej drzwi. Wywróciła oczami i krzyknęła:
- Proszę! - rozległo się ciche skrzypnięcie i dało się słyszeć głos jej taty.
- Witaj, kochanie.
- Hej. - odparła od niechcenia dziewczyna i obróciła się w stronę rodziców.
- Zastanowiłaś się już?
- Och, tak, zastanowiłam się... - nastała cisza.
- I? - pośpieszał ją Lord.
- I jadę do Hogwartu - brązowowłosa nie mogła tego dalej dusić w sobie.
- Zobaczysz, nie będzie tak źle... - mama przytuliła ją.
- Wiem, tylko... martwię się, jak przyjmą to wszyscy inni... tak dawno ich nie widziałam...
- I mówisz to ty - największy postrach w Durmstrangu? - Lord zaśmiał się. - Myślę, że jednak dasz sobie radę - stwierdził z ironią, za co został szturchnięty w bok przez córkę.
- Nie będziemy ci już przeszkadzać. Dobranoc. - powiedziała mama i wyszli.
Kiedy zamknęli za sobą drzwi, Hermiona rzuciła się na łóżko. Nie minęło kilka minut, a zasnęła ze zmęczenia.
Następnego ranka Hermiona wstała bardzo wcześnie i postanowiła pobiegać. Ubrała się i uczesała, po czym udała się do lasu niedaleko domu. Nie miała zegarka, tak więc biegała aż do całkowitego zmęczenia. Kiedy takowe już ją dopadło, zawróciła w stronę Riddle Manor. Wpadła do jadalni nie zdając sobie sprawy, że tam od pół godziny trwa już śniadanie, ani, że będzie tam aż tyle osób... Ale nie dała po sobie poznać, że zauważyła ich pełne niedowierzania spojrzenia. Lecz kiedy cisza w sali zaczęła się przedłużać powiedziała,
- Ale byłam spragniona! Ubiorę się i zaraz zejdę - dopiero teraz zauważyła błyski w oczach co niektórych Śmierciożerców, które wcale jej się nie spodobały, toteż jak najszybciej wyszła z jadalni. Zgoda, nie była źle zbudowana, ale przecież nie była też jakąś modelką, no sorry bardzo. W drzwiach wpadła na jakichś dwóch mężczyzn, ale nawet na nich nie spojrzała, tylko pobiegła dalej.
***
Diabeł i Draco szli na śniadanie do jadalni w Riddle Manor. Dzisiaj rano tu przyjechali, ale nie spotkali jeszcze ani Dereka ani Pansy.
- Mówię ci, Pansy na pewno jest w swoim pokoju i znowu płacze za Hermioną - powtarzał znowu Blaise, ale Draco go nie słuchał, wciąż wpatrywał się w oddalającą się korytarzem dziewczynę, która przed chwilą na nich wpadła. - Hallo! Ziemia do Smoka! - dopiero teraz do młodego dziedzica dotarły słowa przyjaciela.
- Co? - zapytał niezbyt inteligentnie.
- Niech zgadnę, w ogóle mnie nie słuchałeś? - w tej chwili weszli do jadalni i zajęli miejsca.
- Muszę później znaleźć tę dziewczynę, która na nas wpadła... Chyba była całkiem, całkiem... - na słowa chłopaka, Zabini wywrócił teatralnie oczami.
- Dałbyś sobie spokój, ja mówię o naszej najlepszej przyjaciółce, a ty uganiasz się za jakąś dziewczyną!
- Dobra, dobra... Zajmij się już lepiej jedzeniem - spławił przyjaciela blondyn.
Nie minęło dziesięć minut, a do sali weszła Hermiona. Tym razem ubrana w bardziej... odpowiednie rzeczy.
Niektórzy podnieśli zaciekawione spojrzenia, w tym Draco i Blaise, ale nie rozpoznali dziewczyny. Ta przywitała się z rodzicami i usiadła koło Dereka.
- Skądś ją kojarzę... - mruknął Draco.
- Ja też, ale nie mogę sobie przypomnieć skąd... może Derek nam ją pokazywał wcześniej, wyglądają na parę - Diabeł przyglądał się obojgu ludzi i coraz bardziej był pewny, że ta dziewczyna, musi być dziewczyną Dereka.
- Ta... może... - Malfoy nie był przekonany do teorii przyjaciela, przecież takiej dziewczyny się nie zapomina! Ale skądś musiał ją znać...
Z zamyślań, obu chłopaków wyrwał dopiero głos Voldemorta.
- Zaraz będzie wygłaszał jakąś mowę, idziemy? - zapytał z nadzieją w głosie blondyn.
- Zdecydowanie!
Oboje wstali i wyszli pośpiesznie.
Tymczasem Czarny Pan również wstał. Rozłożył ręce w geście powitalnym i rzekł,
- Moi drodzy, dziękuję, że wszyscy przyjechaliście wcześniej... Mam dla was nowinę. - odczekał chwilę, po czym dodał: - Nie będziemy się już ukrywać, czas zacząć działać! - odczekał, aż pełne radości i triumfu okrzyki ucichły i dodał: - Ponadto, moja córka Hermiona - wskazał ręką na dziewczynę - przenosi się znów do Hogwartu, tak więc jutro wieczorem odbędzie się bal powitalny!
Hermiona zbladła i spojrzała na Lorda. No pięknie, tylko tego jej brakowało.
Salę znowu wypełniły okrzyki radości i gratulacje. Na stołach pojawiły się kieliszki i wino, ale Hermiona, Derek i Pansy wyszli z sali.
- Chodźcie, poszukamy chłopaków! - zawołał ich brat i wybiegł przed nie.
Szły w ciszy, każda pogrążona we własnych myślach.
- Zazdroszczę ci takiej sylwetki - walnęła nagle prosto z mostu Pansy.
- Proszę? - zapytała Hermiona z nieukrywanym rozbawieniem.
- To co słyszałaś! - Pansy również zaczęła się śmiać. - Kurde, dziewczyno, czasami wydaje mi się, że jesteś trochę upośledzona!
Śmiały się jak wariatki, ale nie długo, bo Hermiona nagle zdała sobie sprawę z tego, kogo szukają. Stanęła i obróciła się twarzą do Pansy.
- To chyba nienajlepszy pomysł, abym szła z wami - wypaliła. - Co najmniej nie mam ochoty oglądać Malfoya - dodała z nieukrywaną złośliwością.
- No co ty, chcę zobaczyć ich miny jak się dowiedzą, że się przenosisz! - i pociągnęła siostrę w głąb korytarza.
- Ale ja nie mówiłam, że zostaję!
Stanęły przed drzwiami, prowadzącymi do sypialni chłopców. Pansy obróciła się do brązowowłosej twarzą i przyjrzała się jej bacznie.
- Zostajesz. - stwierdziła. - Po pierwsze, nie protestowałaś na nasz dzisiejszy wypad nad jezioro, a gdybyś wyjeżdżała, na pewno byś się nie zgodziła, a po drugie, wciąż tu jesteś, a tak to na pewno byłabyś już w drodze do Durmstrangu - szatynka pchnęła drzwi i wprowadziła zdumioną dziewczynę do środka.
Od razu przywitały ich okrzyki radości i gwar rozmowy.
- Cześć Pan, jak tam u ciebie? - zapytał Draco, lecz od razu zobaczył Hermionę. - O, ciebie nie miałem jeszcze zaszczytu poznać, jestem Draco Malfoy - i wyciągnął do niej rękę, na co obie dziewczyny wybuchły śmiechem, Pansy miała rację, nie poznał jej!
Zdekoncentrowany chłopak cofnął rękę i spojrzał na Hermionę i Pansy jak na wariatki.
- Smoku, naprawdę jej nie poznałeś? - obie krztusiły się ze śmiechu.
- Że co? - chłopak czuł się zagubiony. O co tym jędzom chodzi?!
- Czekaj, czekaj... - Blaise zmrużył oczy, po czym rozszerzył je ze zdziwienia. - Hermiona!
- Hej. - zdołała wykrztusić dziewczyna wciąż tarzając się ze śmiechu.
- Granger! - wymamrotał Draco, wciąż nie mogąc pojąć, że to jest ona.
- Riddle, pacanie! - pouczyła go dziewczyna, po czym stopniowo przestała się śmiać. - To ja już może pójdę, za godzinę przy drzwiach wyjściowych. - rzuciła do Pansy i zanim ktokolwiek mógł zareagować wyszła z pokoju.
- Wow. - wyrwało się Blaise'owi. - A o co chodzi z tym za godzinę przy drzwiach?
- Idziemy nad jezioro, tutaj niedaleko, idziecie z nami?
- Jasne.
- Czekaj, czekaj, jednego nie rozumiem, dlaczego... Riddle... jeszcze tu jest, to znaczy, nie powinna już być w Durmstrangu?
- Och, właśnie, nie wiecie najlepszego. Hermiona przenosi się do Hogwartu! - zawołała Pan cała rozpromieniona. Na początku była cisza, lecz po chwili rozległ się okrzyk uciechy.
Siedzieli jeszcze chwilę rozmawiając, ale po pół godziny Pansy również poszła się przygotowywać do wyjścia, a niedługo po niej wyszedł również Derek. Kiedy Draco i Blaise zostali sami w pokoju zapanowała grobowa cisza, a oni zaczęli się pakować. Nagle milczenie przerwał Draco.
- Zmieniła się - wyszeptał
- Co? - zapytał niezbyt mądrze Diabeł.
- Riddle. Zmieniła się, nie poznałem jej...
- No, ja też, ale skądś wiedziałem, że już ją widziałem...
Po tym zdaniu Blaise wstał i poszedł do łazienki zostawiając oniemiałego blondyna całkiem samego.
Chłopak wstał i zaczął pakować ręczniki do torby. Nie musiał się martwić o zdobycie jedzenia, bo wiedział, że tym zajmie się Derek. Kiedy zostało im pięć minut, wyszli z pokoju i udali się do wielkich brzozowych drzwi wejściowych. Po drodze spotkali miło gawędzących Pansy i Dereka. Kiedy doszli do wyjścia zobaczyli Hermionę czytającą książkę. Derek pokazał im, aby byli cicho a sam podszedł do siostry i bez ostrzeżenia chwycił ją na ręce. Pisnęła zaskoczona, a książka wypadła jej z ręki.
- Już dobrze, to tylko ja - uśmiechnął się do zdezorientowanej siostry.
- Och, ale mnie wystraszyłeś! - zamyśliła się. - W sumie to teraz możesz mnie nieść - i położyła głowę na jego ramieniu. Chłopak westchnął przeciągle, ale nic nie powiedział. Ruszyli przed siebie. Po około sześciu minutach doszli do wielkiego jeziora otoczonego plażą. Chłopcy i Pansy prawie od razu wskoczyli do wody, a Hermiona usiadła na pomoście i zagłębiła się w książkę.
- No co ty, Hermiona, wskakuj do wody! - usłyszała głos swojego brata, ale rzuciła mu tylko spojrzenie w stylu "no chyba nie" i znowu zaczęła czytać. I to był jej błąd, bo nie minęła minuta, a czyjeś ręce zacisnęły się na jej nogach i wciągnęły do wody. Przez chwilę dziewczyna szamotała się nie mogąc ogarnąć sytuacji, ale po chwili unosiła się już bezpiecznie na powierzchni. Wściekłość ustępowała miejsca rozbawieniu. Rzuciła bratu mordercze spojrzenie i chlusnęła go wodą. Zaskoczona poczuła, że czyjeś silne ręce oplatają ją w tali i za chwilę znowu była pod wodą. Obróciła się i zobaczyła uśmiechniętą twarz Malfoya. Tak rozpoczęła się bitwa wodna. Ciskali w siebie wodą i podtapiali. Kiedy zaczęło robić się ciemno, wyszli na brzeg i rozpalili ognisko.
- Za Hermionę, moją małą siostrzyczkę! - Derek wyszczerzył się do siostry i uniósł butelkę z piwem kremowym, na co dziewczyna rzuciła mu mordercze spojrzenie.
- Bez ciebie w Hogwarcie było bardzo... dziwnie - wyznał Blaise. Potem Pansy, Derek i Diabeł pogrążyli się w rozmowie o szkole, a Draco wpatrywał się w ogień myśląc o swoich sprawach.
Brązowowłosa rozglądnęła się po wszystkich i wypiła łyk Ognistej.
- Cieszysz się, że się przenosisz? - usłyszała głos Malfoya obok siebie.
- Taaaak... - odparła niepewnie, nigdy nie rozmawiała z blondynem jak "równy z równym". - Myślę, ... że tak.
- Jak było w Durmstrangu? - była Gryfonka zamrugała kilka razy i spojrzała zaskoczona na blondyna.
- No wiesz... fajnie, miałam przyjaciół i w ogóle... nauczyłam się wielu rzeczy... - Dracona jak grom z jasnego nieba uderzył fakt, że Hermiona w Durmstrangu czuła się dobrze. Nie tęskniła za nikim, prowadziła normalne życie i nawet miała przyjaciół... Całkiem inaczej sobie wyobrażał jej życie poza murami Hogwartu - samotną osóbkę przemierzającą liczne korytarze wielkiej szkoły i z wyczekiwaniem w oczach czekającą na dzień, w którym wróci w rodzinne strony. A tymczasem, przez te kilka minut kiedy patrzył na nią w blasku ogniska, wydawała się taka... potężna, przywódcza... Biła od niej jakby poświata. To nie była ta sama osoba, którą pamiętał z Hogwartu. Może przez swoje wyobrażenia jej nie poznał...
- To chyba dobrze.
Hermiona patrzyła na niego wyczekująco, ale Draco tylko odwrócił wzrok do ogniska i powiedział:
- Już jutro szkoła, powiedziałaś już IM kim jesteś?
- Co masz na myśli? - dziewczyna czuła się zdezorientowana.
- No, czy powiedziałaś swoim "przyjaciołom" czyją jesteś córką?
W Hermionie zagotowała się krew, jakim prawem on śmie oceniać ją i jej przyjaciół?!!!
- Czy ty coś insynuujesz?!
- Ja... skąd...
- W ogóle dlaczego ja z tobą rozmawiam?! - dziewczynie zaczęły puszczać nerwy, on się w ogóle nie zmienił, on się NIGDY nie zmieni. Odwróciła od niego wzrok i pociągnęła następny łyk Ognistej. Nie wiedziała dlaczego poczuła się urażona, na dobrą sprawę Malfoy nie powiedział niczego, za co mogłaby się tak poczuć...
Po kilku minutach usłyszeli pełen entuzjazmu głos Pansy.
- Nie wiem jak wy, ale ja myślę, że trzeba się zbierać - wszyscy zgodzili się z tym stwierdzeniem i zaczęli się rozglądać za swoimi rzeczami. Szli zaśmiewając się z żartów Diabła i potykając się w mroku o siebie nawzajem. Hermionę dogoniła Pansy i przytuliła ją. Zdezorientowana dziewczyna odwzajemniła uścisk.
- Tak się cieszę!
- Pan, to nic wielkiego.
- E tam! Już po jutrze do szkoły, wszyscy będziemy w końcu razem - roześmiali się jeszcze raz i weszli do Riddle Manor.
Rano Hermiona obudziła się z wielkim bólem głowy. Wstała z łóżka i powoli przeszła do komody stojącej po przeciwległej ścianie. Kiedy w końcu dopadła mebel, wyciągnęła z niego małą fiolkę z fioletowawym płynem. Wypiła zawartość buteleczki jednym łykiem, ale to tylko zmniejszyło ból głowy. Zamruczała pod nosem coś o tym, że w wolnej chwili musi sporządzić jakiś silniejszy eliksir na kaca i zaczęła się ubierać. Kiedy była już gotowa, wyczarowała kubeł zimnej wody, po czym włożyła do niego głowę. Od razu poczuła przypływ energii i chociaż dalej czuła się raczej kiepsko, przynajmniej kontaktowała. Wysuszyła się jednym zaklęciem i ruszyła do pokoju Pansy. Jak się okazało, siedzieli tam również chłopcy. Cała czwórka, łącznie z Pan wyglądała raczej kiepsko.
- Wow, Hermiona, wyglądasz... dobrze. Na pewno lepiej niż my, a na pewno wypiłaś więcej niż choćby Smok! - wykrzyknął oburzony Derek.
- W Durmstrangu nie nabyłam tylko wiedzy magicznej, ale też mocną głowę do alkoholu - dziewczyna roześmiała się. - No, a teraz... - wyczarowała cztery pełne kubełki wody. - Włóżcie głowy.
Zerknęli na nią niepewnie, ale wykonali polecenie. Kilka minut później wszyscy stali już gotowi do wymarszu do jadalni.
- Skąd znasz taki... patent? - zapytał ciekawy Blaise.
- Tak jak już mówiłam, z Durmstrangu. Tam imprezy były co drugi dzień i jakoś trzeba było się po nich ogarnąć, żeby pójść na lekcje. A poza tym, jeśli którykolwiek nauczyciel przyłapał cię, że nie jesteś... do końca trzeźwy, robiłeś tyle pompek, dopóki nie zemdlałeś ze zmęczenia.
W tej chwili weszli do jadalni i rozeszli się do swoich miejsc. Nie było tu wielu ludzi, kilku Śmierciożerców, nikt więcej.
- Tak, ona na serio się zmieniła - wyszeptał Blaise do Draco kiedy doszli do swoich krzeseł.
***
Hermiona zniecierpliwiona siedziała i wpatrywała się w kartkę pergaminu. Siedziała tutaj od kiedy przyszła ze śniadania, czyli... zerknęła na zegarek... od godziny. Potarła ręką skronie i jeszcze raz wlepiła wzrok w papier, przecież musi coś napisać! Wstała od biurka i podeszła do barku, aby nalać sobie Ognistej, po czym znowu zasiadła przed pergaminem. No pięknie, nie umie nic wymyślić, kiedy jej jest to najbardziej potrzebne. Spojrzała w okno i napisała najprościej jak tylko się dało,
Droga Ginny!
Nie wiem czy to najlepszy pomysł, ale chciałabym z tobą porozmawiać jutro na King's Cross. Jeśli się zgadzasz, odpowiedź prześlij mi zwrotną sową.
Hermiona
PS Jeśli byś mogła, nikomu o tym nie mów. Chciałabym porozmawiać tylko z tobą.
Jeszcze raz przeczytała list i przywiązała go do nóżki zniecierpliwionej sowy.
________________________________________________________________________
Hejka,
Sorry, że wczoraj nie pojawił się rozdział, ale byłam na wycieczce i nie dałam rady. Tak więc, dzisiaj rano pomyślałam sobie, że skoro nie przygotowałam wam żadnej miniaturki na Mikołaja, w takim razie wstawię wczorajszą notkę. Mam nadzieję, że będzie się wam podobać, osobiście nie jestem nią zachwycona, ale mówi się trudno. Tak więc do następnego rozdziału i wesołych Mikołajków!
hairy
PS Następny rozdział za dwa tygodnie w piątek.
"W ogóle dlaczego ja z tobą rozmawiam?!" - jak żywcem wyrwane z mojej konwersacji z Łysym. xd Prawa autorskie, proszę!
OdpowiedzUsuńRozdział interesujący. Scena, w której Draco nie rozpoznał Miony - epicka. Nie wiem, czemu, ale kojarzy mi się z naszym nieogarniętym i ślepym Dużym No.1 xd
Czekam z niecierpliwością na następny rozdział. <3
PS Ta strona, o której Ci mówiłam to polyvore.com