"Za kilka lat nie będę pamiętać każdego piątkowego wieczoru lub rzeczy, z których tak bardzo się śmialiśmy, że aż brzuchy nas bolały. Ale zawsze będę pamiętać, że będziesz jedną z osób, które tam były."
_________________________________________________________________________________
- Mamo!
- Nie i koniec!
- Ale...
- Powiedziałam nie!
Zezłoszczona tupnęła nogą i pobiegła do pokoju, lecz nie swojego. Przebiegła jeszcze jedno piętro i wpadła do małego pomieszczenia urządzonego w kolorach złotym i czerwonym. Rzuciła się na łóżko, wprost na kolana pewnego bruneta.
- Znowu mi nie pozwolili! - powiedziała zbulwersowana.
- Może i mają rację... - chłopak od razu pożałował swoich słów, ponieważ dziewczyna łypnęła na niego groźnie swoimi brązowymi oczami.
- Po czyjej ty jesteś stronie, Harry? - spytała poważnie
- Ja? Oczywiście po twojej, tylko myślę, że nie warto ci się przenosić na nasz rok, na swoim roku masz przyjaciółki i w ogóle... - Ginny tylko westchnęła przeciągle i spojrzała przez okno.
- Dawno się już nie odzywała...
- Kto?
- Hermiona, oczywiście! Ona wiedziałaby co zrobić...
- Na pewno za niedługo napisze - temat Hermiony był dla wszystkich bardzo bolesny i starali się go unikać, a zwłaszcza w obecności Rona.
- Już nieważne, chwila słabości. - nastała cisza. - A gdzie Ron?
- Ron... jest chyba w ogrodzie.
Jeszcze chwilę siedzieli, po czym Ruda podniosła się z miejsca.
- Idę do swojego pokoju. Kiedy przyjdzie Ron może poszlibyśmy w piątkę nad jezioro, bliźniacy na pewno się zgodzą.
- Jasne. - odpowiedział trochę bez entuzjazmu Harry, a kiedy Ginny wyszła dodał zrezygnowany:
- Wszyscy w piątkę...
Ginny wpadła do swojego pokoju i zaczęła przekopywać szafę. W pierwszej chwili nie zauważyła sowy siedzącej na parapecie jej okna, ale gdy ptak wydał z siebie przeraźliwy skrzek, chyba cała okolica go usłyszała. Rudowłosa uciszyła płomykówkę, po czym odwiązała od jej nóżki list i zaczęła go czytać. Jej brwi podjechały aż pod same czoło, ale na twarz wpełzł uśmiech. Zmięła szybko pergamin i wrzuciła do kominka, po czym go podpaliła. Może ten dzień nie będzie aż taki straszny...
***
Hermionie ten dzień zleciał na pakowaniu swoich rzeczy. Wszyscy biegali w poszukiwaniu swoich zgub lub próbowali wyliczyć, czy na pewno niczego nie zostawili. Tak więc kiedy wieczorem była Gryfonka zamknęła swój kufer, przekonana, że na pewno wszystko ma, padła zmęczona na łóżko. Nie dane jej jednak było długo leżeć, ponieważ dwie minuty później do jej pokoju wpadła Pansy i wyciągnęła ją na kolację. Kiedy zziajane wpadły do jadalni, byli już tam wszyscy. Zajęły swoje miejsca i wsłuchały się w przemowę ojca.
- Tak więc, od jutra zaczynamy nasze działania, nie będziemy się już ukrywać ani w najbliższym czasie, ani nigdy więcej, niech ludzie widzą potęgę naszej armii!
W sali wybuchły okrzyki aprobaty i dumy.
- A teraz jedzmy! - krzyknął jeszcze Lord a na stołach pojawiły się różne potrawy.
- Hermiona. - dziewczyna obróciła się w stronę swojej mamy. - Właśnie rozmawiałam z Severusem i on mi przypomniał, że przecież będziesz musiała przejść ponowny przydział.
- Co? - Hermiona nie za bardzo rozumiała.
- Ponowny przydział. - powtórzyła mama. - Czyli jeszcze raz przydzielą cię do domu w Hogwarcie.
- Ale po co?
- Teraz, gdy twoje cechy się ujawniły, masz inny charakter. Nie wiem, czy to cię zachwyci, ale w stu procentach będziesz w Slytherinie, tak jak ja i ojciec - brązowowłosa zrobiła przerażone oczy.
- Witaj, Riddle - zza jej mamy wychynęła tłusta głowa Snape'a.
- Witam pana profesora, widział się pan ostatnio z szamponem? - Hermiona postanowiła trochę rozzłościć Snape'a, na co jej mama tylko pokręciła głową.
- Hermiona, Severus będzie opiekunem twojego domu, naprawdę chcesz mieć, że tak się wyrażę, "przekichane"?
- No dobrze, dobry wieczór panie profesorze.
- Od razu lepiej - pochwaliła ją mama.
Tłusta głowa Snape'a znowu znikła za jej mamą, a Hermiona razem z Pansy wyszły z sali. W korytarzu dogonili ich chłopcy i wszyscy razem udali się do pokoju Ślizgonki.
- Jakoś nie mogę sobie ciebie wyobrazić w Hogwarcie - pierwszy odezwał się Blaise zwracając się do Hermiony.
- No, ja siebie też...
- Zobaczycie, wszystko się ułoży - Pansy dodawała brązowowłosej otuchy. W tym czasie Draco rozłożył się wygodnie na łóżku Pan i wpatrywał się w sufit.
- Tak czy inaczej, teraz moje życie to będzie hardcor, pośród samych Ślizgonów.
- Nie narzekaj, wolałabyś być pośród samych Gryfonów, którzy ukatrupiliby cię za samo to, że jesteś córką "Sama Wiesz Kogo"? - teatralnie zamachał rękami. Na wzmiankę o "przezwisku" Lorda wszyscy wybuchnęli śmiechem.
- W sumie... - Hermiona zamyśliła się.
- Nie martw się, nie będziesz sama, ja przecież też się przenoszę - doszedł ją głos jej brata.
- No tak, ale ciebie nie znają, a mnie tak. To im wystarczy, abym nie miała lekko.
- Kobieto, ogarnij się!!! - Pansy zaczęła nią potrząsać. - Jesteś córką samego Voldemorta, a w dodatku teraz jesteś urodzonym przywódcą grupy! To wystarczy, abyś podporządkowała sobie każdego Ślizgona bez wyjątku! - nastała cisza.
- Okej to było trochę dziwne, nie powiem. - odezwała się Miona po chwili milczenia. - Ale zdecydowanie podniosło mnie na duchu.
Siedzieli jeszcze około godziny rozmawiając, śmiejąc się i pijąc, aż w końcu Hermiona spojrzała na zegarek i podskoczyła. Było w pół do 20, za niedługo zacznie się bal, a ona jeszcze nie sprawdziła, czy przyszła odpowiedź od Ginny. Podniosła się szybko i, nie zwracając uwagi na pytania swoich towarzyszów, wybiegła z pokoju.
Wpadła do swojej sypialni i nie zdziwiła się, gdy ujrzała za oknem sowę pukającą dzióbkiem w okno. Hermiona szybko wpuściła płomykówkę i zabrała się za czytanie listu.
Droga Hermiono,
Oczywiście, z chęcią się z tobą spotkam. Zdziwiłam się trochę, kiedy przeczytałam, że będziesz na King's Cross, ale każdy pretekst, żeby się z tobą spotkać jest dobry. Nie martw się, nic nie powiem ani Harry'emu ani Ronowi. Do zobaczenia,
Ginny
Dziewczyna uśmiechnęła się w duchu, na razie wszystko dobrze się układało, ale najcięższe zadanie czeka ją dopiero jutro, kiedy wyzna prawdę...
- Pansy, to chyba nie najlepszy pomysł - poskarżyła się dziewczyna poprawiając sukienkę.
- Nie pleć bzdur! Jasne, że dobry! Wyglądasz olśniewająco.
- Ale się tak nie czuję - brązowowłosa westchnęła i weszła jeszcze raz do garderoby. Po chwili wyszła w innym zestawie i znów stanęła przed lustrem.
- Tak może być?
- Zmieniam zdanie, w TYM wyglądasz olśniewająco! - wykrzyknęła Pansy i uściskała siostrę. Rozległo się pukanie do drzwi, a po chwili stanęła w nich Pani Riddle.
- I jak?
- Wyglądacie ślicznie - kobieta była bardzo dumna ze swoich córek. Nie wiedziała, co by zrobiła, gdyby znowu zostały rozdzielone... - Musimy już iść. - zawyrokowała - Ale najpierw... - podeszła do Hermiony i Pansy i włożyła im na głowę piękne diademy, własność jej rodu. - Teraz możemy iść.
Zeszły po schodach i kilka minut później Pansy i Sylvia zostawiły Hermionę pod drzwiami sali.
***
- RIDDLE!!! - ktoś dosyć mocno nią potrząsał, ale miała głęboko... w poważaniu intencje tego... kogoś... - Kurde, Riddle! Nie mamy całego dnia!
Dziewczyna poznała ten głos i szczerze mówiąc, wolałaby się mylić. Podniosła się szybko z łóżka i naciągnęła na siebie kołdrę.
- Malfoy! - wrzasnęła. - Co do cholery jasnej robisz w moim pokoju!
- Budzę cię, chyba że chcesz iść do Hogwartu pieszo!
Spojrzała na zegarek, faktycznie było już późno. Spojrzała znacząco na blondyna, ale on chyba nie zrozumiał, bo stał nadal w tym samym miejscu wyraźnie nie mając zamiaru się ruszyć.
- No idź już stąd!- zdenerwowała się.
- Dobra, dobra. - chłopak uśmiechnął się cwaniacko, po czym pośpiesznie wyszedł zanim dosięgła go poduszka rzucona przez Hermionę.
Piętnaście minut później, Hermiona jako tako ogarnięta, właśnie przenosiła jednym zaklęciem swój kufer do limuzyny stojącej przed domem. Jeszcze raz sama rzuciła tęskne spojrzenie na budynek w którym spędzała wakacje i pożegnała się wylewnie z rodzicami, obiecując, że będzie pisać, po czym sama też wgramoliła się do samochodu.
- Nie wierzę, że jedziemy znowu do Hogwartu... - Pansy westchnęła. Miona pokiwała lekko głową w akcie zrozumienia i pogrążyła się w rozmyślaniach. Po piętnastu minutach jazdy, poczuła, że ktoś lekko ją trąca.
- Hermiona, jesteśmy na stacji. - powiedziała Pansy i wysiadła z auta za chłopakami.
Brązowowłosa westchnęła i wyszła na zatłoczoną ulicę. Od razu ustawiło się koło niej dwóch Śmierciożerców. Łypnęła na nich złowrogo i powiedziała przez zaciśnięte zęby:
- Nie jestem dzieckiem, sama dam sobie radę.
- Powiedz to swojemu ojcu. - odpowiedział jej jeden z mężczyzn. W Hermionie coś się zagotowało. Dlaczego oni traktują ją tak, jakby miała co najwyżej trzy latka i jedną czwartą mózgu! Postanowiła jednak nie wszczynać awantury. Była niewyspana, do tego zaraz miała odbyć rozmowę życia, a ci biedni Śmierciożercy przecież wykonywali tylko rozkazy jej ojca. Zaraz, zaraz, czy ona nazwała śmierciożerców biednymi? Naprawdę jest z nią coraz gorzej!
W sumie razem pilnowało ich dwunastu dorosłych. Hermiona nawet nie chciała wiedzieć, co myślą sobie przechodnie. Kiedy w końcu przedostali się na peron, dziewczyna długo szukała Ginny, lecz w końcu na horyzoncie pojawiła się ruda czupryna należąca nie do kogo innego jak do młodej Weasleyówny.
- Ginny, Ginny, to ja, Hermiona - wyjaśniła przyjaciółce dziewczyna.
- Hermiona? O Boże! Nie poznałam cię.
- No właśnie widzę.
- Może chodźmy gdzieś w bardziej ustronne miejsce, i wtedy mi wszystko wyjaśnisz - była Gryfonka zgodziła się kiwnięciem głowy.
- No, to słucham - powiedziała Ruda, kiedy były pewne, że nikt ich nie znajdzie.
- To nie jest proste, bo widzisz... - zawiesiła głos. - Przenoszę się do Hogwartu...
- To wspaniale! - krzyknęła uradowana Ginny. - Tak bardzo tęskniłam!
- Wiem, ale to nie wszystko - odsunęła od siebie lekko przyjaciółkę. - Ja nie powiedziałam wam wszystkiego wtedy w tej kawiarni dwa lata temu...
- Nom, na przykład kim są twoi rodzice...
- Właśnie, tak więc... Moimi rodzicami są Sylvia i Tom Riddle'owie.
Do Ginny jakby przez chwilę nie docierały jej słowa, ale już po kilku sekundach odskoczyła przestraszona.
- Nie, nie, nie... - szeptała.
- Ginny...
Ruda podbiegła do niej i przytuliła się mocno, takiej reakcji Hermiona się nie spodziewała.
- Nie, nie! - łkała Ginny. - Proszę, nie zostawiaj mnie, tyle się działo...
- Nie mam zamiaru cię zostawiać, dalej będziemy przyjaciółkami... oczywiście jeśli ty tego chcesz...
Dziewczyna spojrzała brązowowłosej w oczy.
- Nie zniosłabym, gdyby przez głupiego Voldemorta rozpadła się nasza przyjaźń. Nieważne, kogo będziesz córką i co zrobisz, zawsze będzie moją przyjaciółką.
- A ja nie zniosłabym, gdybyś mnie odtrąciła.
Roześmiały się razem i wyszły na peron.
- Hermiona! - była Gryfonka usłyszała krzyk swojej siostry i po chwili szatynka wyłoniła się z tłumu.
- Her... o, cześć... - powiedziała nieśmiało, gdy zobaczyła Ginny.
- Gin, poznaj moją kochaną siostrzyczkę, Pansy. - powiedziała ironicznie.
- Co? - rudowłosa wydawała się nieźle skonfundowana.
- Później ci wyjaśnię. O co chodzi? - zwróciła się do siostry.
- Chciałam się zapytać, czy usiądziesz z nami w przedziale?
- Nie, muszę opowiedzieć wszystko Ginny.
- Okej - odpowiedziała Pansy i zniknęła w tłumie.
- Mam iść po chłopaków? - zapytała nagle Ruda.
- Na razie wolę nie, najpierw objaśnię jakoś tobie to wszystko, a później zabiorę się za wyjaśnianie tego im.
Po tych słowach wsiadły do pociągu i wybrały wolny przedział.
- No nie gadaj! - krzyknęła przejęta Ginny po około dwóch godzinach jazdy. - Na serio?
- Serio, serio. - Hermiona włożyła sobie do ust jeszcze jedną czekoladową żabę.
- Wow, to musiało być... - nie dokończyła, ponieważ drzwi do przedziału gwałtownie się otworzyły i stanęli w nich Harry i Ron.
- Ginny! Gdzieś ty była?! Szukaliśmy cię przez całą drogę! - dopiero w tym momencie rozzłoszczony do granic możliwości Ron spostrzegł Hermionę. - Kto to? - burknął spoglądając na brązowowłosą nieprzychylnie.
- Czekaj, ja cię skądś znam... Krukonka?- do rozmowy włączył się Harry. Hermiona pokręciła głową.
- Nie, nie poznajecie mnie? To ja, Hermiona! - wykrzyknęła i razem z Ginny zaczęły się śmiać, ale po chwili ich radość całkowicie prysła.
- Nie mówiłaś, że przyjeżdżasz!- oskarżył ją Ron.
- Wow, Hermiona, wyglądasz świetnie, tak się stęskniłem! - za to Harry wydawał się w siódmym niebie.
- Słuchajcie, jest coś, o czym powinniście wiedzieć... - nadeszła chwila prawdy, teraz albo nigdy...
***
W przedziale Ślizgonów było tego razu mniej zabawnie niż zawsze. Wszyscy siedzieli w milczeniu zajmując się swoimi sprawami. Nikt nie żartował, nie śmiał się...
- Ciekawe, co robi Hermiona... - westchnęła w pewnej chwili Pansy.
- Pewnie siedzi z Weasleyówną i tłumaczy jej wszystko od a do z - Blaise westchnął.
- Nudno mi! - poskarżył się jak małe dziecko Derek.
- Mi też. - westchnął Draco leżący na kolanach Pansy. - Idę się przejść. - zawyrokował w końcu.
- Idę z tobą! - wykrzyknął Derek i wypadł za nim z przedziału.
Szli korytarzem, gdy nagle w przedziale na końcu korytarza trzasnęły drzwi i wyleciał przez nie nie kto inny jak cały czerwony na twarzy Weasley. Minął Draco nie zaszczycając go nawet spojrzeniem, a blondyn nie miał ochoty mu tego teraz przypominać. Po chwili z tego samego przedziału wyszedł z równie zaciętą miną Potter. Spojrzał na Dracona, a potem na Dereka i poszedł dalej. Zdziwieni chłopcy popatrzyli po sobie i wpadli do przedziału. Dokładnie wiedzieli, kto w nim siedzi...
Witam!
Dzisiaj wstawiam rozdział, sprzed tygodnia. Sorry, że tak długo, ale tydzień temu byłam nad morzem :) Mam nadzieję, że notka się spodoba. Cytat wybrała mi Promienista. Z okazji przerwy świątecznej, życzę wam, abyście wypoczęli, mieli wesołe święta i nie musieli myśleć o szkole XD.
hairy
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz