piątek, 7 listopada 2014

Rozdział IV

Rozdział IV

"Najtrudniej jest odejść, gdy trzeba zostawić przyjaciół, a zabrać ze sobą tęsknotę za nimi, więc nie mówię <<Żegnajcie>>, lecz <<Do zobaczenia>>. "
_________________________________________________________________________________


Zatrzymali się przed Dziurawym Kotłem. Hermiona wysiadła szybko nie zwracając uwagi na pytania obu Śmierciożerców. Zostało jej pół godziny do pojawienia się przyjaciół. Na początek poszła do Esów i Floresów po nowe księgi, potem odwiedziła aptekę i magiczną menażerię.
Po zrobieniu odpowiednich zakupów usiadła w kawiarni i zamówiła kawę. Spojrzała na zegarek, zostało jej pięć minut. Zapatrzyła się w okno i znowu pochłonęły ją myśli, czy dobrze robi. A może powinna zniknąć i oszczędzić bólu przyjaciołom? Ale to było by nie fair wobec nich...
Z zamyślań wyrwał ją melodyjny głos dzwonka. Spojrzała w tamtą stronę i zaparło jej dech w piersiach. W jej stronę podążali cali rozpromienieni Harry, Ginny i Ron.
- Hermiona! - krzyknęła ruda i przytuliła przyjaciółkę. Harry wyszczerzył do niej zęby.
- Aż trudno mi to powiedzieć, ale stęskniłem się za twoim gadulstwem - brunet również przytulił dziewczynę.
- Cześć - powiedział rozradowany Ron siadając naprzeciwko Ginny i Hermiony.
- Hej - odpowiedziała w końcu Miona. Byli tacy szczęśliwi, a ona będzie musiała to szczęście
zepsuć. - Słuchajcie, muszę wam coś powiedzieć...
- A może najpierw kupimy coś do picia... Może kawy?- zapytała Ginny.
- Ja już zamówiłam, dzięki - Hermiona wskazała na swój kubek, chciała im jak najszybciej wszystko powiedzieć.
- A mi możesz zamówić - Ron oparł się wygodnie.
- Ja podziękuję - odparł Harry - ale muszę was na chwilę przeprosić - i ruszył w stronę toalet.
Przy stoliku zostali tylko Ron i Miona. Spoglądali każdy w inną stronę, gdy nagle chłopak przesiadł się obok niej.
- Hermiona... - zaczął niepewnie - bo ja, no... - dziewczyna spojrzała mu w oczy i zobaczyła determinację, jakiej jeszcze nigdy w życiu nie doświadczyła. Wiedziała, co rudzielec chce powiedzieć, wiedziała, co czuje względem niej.
- No bo ja się chciałem zapytać... - dalej dukał chłopak.
- Tak? - zapytała łagodnie Miona, choć serce ją kłóło. Nie dość, że odejdzie, to jeszcze złamie mu serce! Nagle jak z podziemia pojawił się przed nimi Harry. Rzucił im jedno spojrzenie, po czym obrócił się na pięcie i zaczął iść z powrotem do toalety.
- Nie, Harry, wracaj, to nie tak! - zawołała za nim przyjaciółka. Hermiona nie chciała wiedzieć jak to wyglądało i co pomyślał sobie Harry. Wybraniec obrócił się i rzucił badawcze spojrzenie.
- Ale co? - zapytał udając głupiego. Usiadł wygodnie przy stoliku przypatrując się to szatynce to Ronowi. W chwilę później podeszła do nich Ginny niosąc dwa kubki. Usadowiła się obok Harry'ego i czekała. Hermiona dopiero po chwili zrozumiała, że może już mówić.
- Tak więc, muszę wam coś powiedzieć. Wiem, że nie będziecie zachwyceni i macie prawo mnie znienawidzić...
- My, znienawidzić cię? - wcięła się Ginny. - Hermiona, przyjaciele na zawsze.
- Dzięki, Ginny - dziewczyna uśmiechnęła się słabo. - Tak więc, kontynuując... Wyjeżdżam - odczekała chwilę. - Nie będę chodzić do Hogwartu.
- Ale jak?
- Dlaczego?!
- Co do cholery!
Zaczęło się przekrzykiwanie i zadawanie pytań, a przecież nawet nie powiedziała najgorszego!
- Uspokójcie się, to wam wszystko wyjaśnię. Tak więc na razie musicie wiedzieć, że moi mugolscy rodzice, tak naprawdę nie są nimi. Jestem czarownicą czystej krwi... Nie będę chodzić do Hogwartu, bo moi prawdziwi rodzice chcą mnie chronić. Nie mogę wam więcej powiedzieć - spuściła lekko głowę. Nastała cisza, nikt nie chciał, bądź nie mógł, jej przerwać. Pod powiekami dziewczyny zaczęły zbierać się łzy. W końcu wstała.
- Napiszę za niedługo. Jeśli przemyślicie to, co powiedziałam i dalej będziecie chcieli być moimi przyjaciółmi, to odpiszcie. Ale bez względu na to, czy będziemy dalej przyjaciółmi, pamiętajcie, że nigdy o was nie zapomnę... Do zobaczenia... - miała powiedzieć "żegnajcie", lecz nie mogło to przejść jej przez gardło. Wybiegła, a za nią poniosły się kolejne pytania i nawoływania Harry'ego, Ginny i Rona.
Przebiegła przez Dziurawy Kocioł i wypadła na mugolską ulicę. Wsiadła szybko do czarnej limuzyny zaparkowanej pod pubem. Malfoy i Dołohow spojrzeli na nią pytająco. Osuszyła oczy i spuściła wzrok.
- Pod dom Grangerów - wyszeptała.


***


Była dwunasta, Pansy zwlekła się niechętnie z łóżka i poszła na śniadanie. Po drodze spotkała chłopaków. Oni również szli coś zjeść.
- Gdzie Hermiona?- zapytał nagle Blaise.
- Nie wiem, może jeszcze śpi, ostatni raz widziałam ją wczoraj na kolacji...
Reszta drogi upłynęła w milczeniu, każdy pochłonięty był własnymi myślami. Weszli do jadalni, było w niej sporo osób. Lord czytał akurat Proroka Codziennego.
- Pansy, czy to prawda, że Hermiona wyjeżdża? - zapytał dyskretnie Draco, gdy szli do stołu.
- Niestety, ale tak - szepnęła Pansy.
- Ale w stu procentach, na pewno?- do rozmowy włączył się Blaise.
- Tak, na pewno, jak by to powiedzieć... Informacja potwierdzona i zatwierdzona - dziewczyna ruszyła w stronę swojego ojca. Chłopcy wymienili pełne obaw spojrzenia i usiedli koło niej.
- Tato, gdzie Hermiona?
- Pojechała na Pokątną - Voldemort nie podnosił wzroku znad gazety.
- Po co? - Pan nie dawała za wygraną.
- Nie chciała powiedzieć.
- Panie, czy widziałeś mojego ojca? - zapytał z nadzieją Draco.
- Lucjusza? Ach, tak! On i Dołohow pojechali z Hermioną - Draco spuścił wzrok i zabrał się do jedzenia. Po piętnastu minutach troje przyjaciół zjadło już posiłek i szykowało się do odejścia do swoich pokoi, gdy zatrzymała ich Pani Riddle.

- Gdybyście mogli, pokażcie Hermionie jak najwięcej domu. Nie chcę, aby czuła się tu obco, ale mieliśmy tak mało czasu na poznanie wszystkiego, a ona już dzisiaj wyjeżdża... - posłała w ich stronę powalający uśmiech, czego jak czego, ale urody nie można jej było odmówić, i zabrała się za rozmowę ze swoim mężem. Za to Draconowi, Blaise'owi i Pansy szczęki opadły tak nisko, że prawie dotknęły podłogi. Spojrzeli po sobie i biegiem opuścili jadalnię. Poszli do pokoju chłopców. Gdy tylko zatrzasnęły się za nimi drzwi, blondynka opadła na łóżko.

- Nie wierzę, że nic nie powiedziała...
- A dziwisz jej się?! Przez cały jej pobyt w magicznym świecie traktowaliśmy ją jak śmiecia i nagle będzie się nam zwierzać - pieklił się Diabeł, nie wiedział dlaczego, ale polubił tę dziewczynę. Jedynym, który się nie odzywał był Draco. Blondyn siedział w milczeniu nie mogąc wydobyć z siebie ani słowa, co chwilę otwierał tylko usta i zamykał je. W ogóle dlaczego się tak tym przejmował? Granger, to znaczy Riddle, nic dla niego nie znaczyła. Była tylko wkurzającą Gryfonką...
- Draco, co ci jest? - chłopaka dobiegł głos Pansy.
- Ale co? - udawał głupiego.
- Nic nie mówisz... - dziewczyna wyglądała na przejętą.
Nastąpiła cisza, Draco nie wiedział co powiedzieć. Czy to, że jest tak przejęty, że nie wie co powiedzieć, czy zrobić to, co sprawdzało się przez połowę jego życia - grać nieczułego na wszystko i na wszystkich... Młody dziedzic postanowił wybrać tą drugą opcję. 
- A niby co mam mówić? Dobra, będzie mi odrobinę brakować wkurzania jej, ale nic więcej. Przynajmniej będę miał spokój - i jakby na potwierdzenie swoich słów wyciągnął przed siebie nogi i założył ręce za głowę.
- Chyba już pójdę... - powiedziała Pansy i zanim zdążyli zaprotestować nie było jej już w pokoju.
- Idę wziąć prysznic - oświadczył po kilku minutach niezręcznej ciszy Blaise.
Młody Malfoy został sam w pokoju. W końcu mógł wyładować swoją złość. Pytaniem było tylko... dlaczego był zły?


***


Ginny siedziała na parapecie okna w swoim pokoju przytulając swoje nogi. Minęło niespełna pół godziny od spotkania z Hermioną, a ona już czuła, że jej życie traci sens... Brązowowłosa Gryfonka była dla niej jak siostra, jedyna przyjaciółka. Mimo wszystko, wybaczyła jej, rozumiała Mionę. Tylko kim mogli być jej rodzice? Ktoś zapukał do drzwi, lecz Ruda nawet nie drgnęła.
- Mogę wejść? - zapytał cicho Harry zaglądając do pokoju. W ręku miał dwa kubki z gorącą czekoladą. Ginny tylko uśmiechnęła się do niego i zeszła z parapetu. Oboje usiedli na łóżku.
- Już mi jej brakuje... - odezwała się dziewczyna.
- Mi też, mi też... - Wybraniec pociągnął łyk z kubka.
- Dalej się dąsa?
- Tak, w tej samej pozycji, odkąd przyjechaliśmy do domu, leży i gapi się w sufit.
- Myślisz, że jej nie wybaczy? No wiesz, że go zostawiła, choć wcale przecież nie byli parą.
- Wybaczy, tylko może nie tak szybko jak my. Musi to przemyśleć - znowu nastała cisza. Nagle ni stąd ni zowąd Ginny rzuciła się Harry'emu na szyję zanosząc się płaczem.
- Harry, a jeśli ona, a jeś-li onna jjjuż nigdy ttu nie wróóóóóci! - chlipała rudowłosa. - Jjeśślii już nnigdy jej niee zobaczee!
- Ciiiii, już dobrze. Słyszałaś, co mówiła Hermiona, na pewno jeszcze zobaczymy się nie raz, obiecuję ci to - dziewczyna spojrzała na niego swoimi wielkimi oczami.
- Na pppewno? - dalej chlipała.
- Jestem tego pewien. Przyjaciele na zawsze.
- Przyjaciele na zawsze... - powtórzyła Ginny. Nie minęła chwila, a spała na kolanach bruneta. Chłopak uśmiechnął się lekko. Wyglądała tak słodko, kiedy spała. Przyglądał jej się chwilę, po czym pocałował ją lekko w czoło.
- Śpij dobrze... - wyszeptał. Ułożył dziewczynę wygodnie na łóżku, wziął kubek z niedopitą czekoladą i wyszedł z pokoju.

_________________________________________________________________________________

Hejka!
Co do rozdziału, to według mnie całkiem, całkiem. Mam nadzieję, że nikogo nie przestraszyłam z tym Dumstrangiem, bo jego naprawdę w moim opowiadaniu będzie niewiele. Druga sprawa to komentarze, uwierzcie lub nie, ale każdy komentarz jest bardzo motywujący. Jestem osobą umiejącą przyjąć krytykę, więc proszę piszcie. Dla was naprawdę jest to niewiele roboty. Nie oczekuję, abyście pisali mi jakieś poematy, ale żebyście zostawili po sobie kilka słów, choćby na przykład, że nigdy nie czytaliście gorszego bloga ;))) Za każdy wpis z góry dziękuję. Czekam na wasze opinie i do zobaczenia w następnym rozdziale,

hairy

5 komentarzy:

  1. Misiek, naprawdę świetny rozdział.
    Podobała mi się ta złość Draco... ;)
    Ale mam do Ciebie jedną sprawę technicznę... NAUCZ SIĘ PISAĆ DIALOGI, KOBIETO! Ugh, już nie wiem, który raz Ci to mówię, ale to ciągłe poprawianie tego samego jest już nudne. Już przeboleję błędy "mała/wielka litera", ale BŁAGAM, pisz dialogi jak przystało.
    To tyle, miłego dnia, misiek. ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. Pisz kolejny rozdział, bo nie wytrzymam. Znalazłam jeden błąd - "- Ale w stu procentach, na pewno?- do rozmowy włączyła się Blaise. " - włączyła ? To Blaise jest dziewczyną ? :O A może obojniakiem ? Czekam na next rozdział :-).
    Pozdrawiam, Rose.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, przepraszam. Głównie skupiam się na poprawianiu dialogów i czasami już po prostu nie zauważam literówek. Zaraz to zmienię. :)

      Usuń