Rozdział III
"Zgubiłam się szukając siebie." _______________________________________________________________________________
- Uważaj Riddle, bo się doigrasz - syknął Snape.
- Mam się zacząć bać? - zapytała ironicznie Hermiona, po czym wstała i wyszła z jadalni uśmiechając się złośliwie. Nie poszła do pokoju, postanowiła się przejść po ogrodzie. Zawsze kochała rośliny, a te były wyjątkowo piękne.
Zaczęła wędrować pomiędzy klombami, lecz po dziesięciu minutach nie zwracała już uwagi na piękno przyrody. Znowu rozmyślała, ostatnimi czasy zdarzało jej się to bardzo często. Przecież jej dotychczasowy ład i porządek życia właśnie poszedł się bujać! Z zamyślań wyrwał ją głos Malfoy'a - zimny i pełen pogardy; tak dobrze go znała po tych wszystkich latach zaczepek i drwin. Za nim szedł wysoki brunet, Blaise Zabini. Znała go tylko z widzenia, nigdy jej nie zaczepiał, nie rzucał w nią obelgami, tak naprawdę chyba nigdy nie zdarzyło jej się z nim rozmawiać... No może poza tym jednym razem... Dziewczyna mimowolnie uśmiechnęła się na to wspomnienie. Tak czy inaczej, tylko tego jej brakowało, dwóch nieznośnych Ślizgonów. Westchnęła i próbowała ich wyminąć, ale nie udało jej się.
- No, no, Granger witamy w skromnych progach - zadrwił Malfoy.
- Nie "Granger", pacanie, tylko Riddle, ale nie martw się, wiem, że masz spowolnioną pracę mózgu, a tak w ogóle to jest mój dom - Draco aż zazgrzytał zębami, na co dziewczyna uśmiechnęła się.
- Zgaszony - podsumował Blaise. - Jak tam ci życie mija? - zapytał Hermionę.
- Burzowo - odparła bez entuzjazmu.
Mimowolnie zadrżała. Był wieczór i robiło się chłodno.
- Jak chcesz to dam ci moją marynarkę - odparł Draco widząc, że Hermionie jest chłodno. Ta tylko spiorunowała go wzrokiem i podeszła do niego tak blisko, że ich nosy się stykały.
- Nawet mi się nie podlizuj, Malfoy - syknęła. - Między nami nic się nie zmieniło, ty dalej jesteś chamskim i bezczelnym arystokratą, a ja jestem tą samą dziewczyną, co jeszcze dwa miesiące temu! - wysyczała mu w twarz i już miała odejść, gdy chłopak się zreflektował. Miał dość aroganckiej Gryfonki, chciał sprawić jej przykrość.
- Nie, to nie, chciałem być tylko miły, ciekawe co powiedzą twoi "przyjaciele", gdy dowiedzą się, kim jest twój tatuś... - stanęła, ale nie odwróciła się.
- NIE dowiedzą się - pierwsze słowo zaakcentowała.
- A gdyby coś mi się przez przypadek wymsknęło... - zaczął Dracon, ale nie dokończył; dziewczyna mu na to nie pozwoliła.
- Nie wymsknie ci się, no chyba, że chcesz mieć na pieńku z moim ojcem - obróciła się i spojrzała młodemu dziedzicowi prosto w oczy. - Nie po to przenoszę się do Dumstrangu, aby tobie się coś wymsknęło! - nie wierzył w to, co usłyszał, wytrzeszczył oczy, a jego szczęka walała się teraz gdzieś pod jego stopami. Ale Hermiona już zniknęła. Spojrzał pytająco na Blaise'a, ale jego mina mówiła jednoznacznie. Draco nie przesłyszał się...
***
Hermiona biegła gnana sprzecznymi uczuciami. Sama dalej nie wierzyła w to, co powiedziała Malfoy'owi. Wpadła do pokoju i usiadła przy biurku. Miała już w głowie gotowy plan. Wyjęła kawałek pergaminu i zaczęła pisać.
Droga Ginny,
U mnie wszystko w porządku... Albo raczej nie wszystko, prawie nic nie jest w porządku, choć w zasadzie jest. Nie umiem tego wyjaśnić w liście. Czy moglibyśmy się spotkać: ja, ty, Ron i Harry jutro o 12.00 na Pokątnej? Bardzo mi na tym zależy, wszystko bym Wam na spokojnie wyjaśniła. Strasznie tęsknię.
Pozdrów ode mnie chłopaków,
Hermiona
Zwinęła list i przyczepiła do nóżki płomykówki. Stała przy oknie, dopóki ptak nie zniknął jej z pola widzenia. To był naprawdę stresujący dzień, ale niestety jeszcze się nie skończył, nie dla Hermiony.
Dziewczyna postanowiła, że weźmie kąpiel, a później dokończy realizowanie swojego planu. Zabrała rzeczy na przebranie i weszła do łazienki. Już po chwili krople wody spływały po jej ciele.
Gdy skończyła kąpiel, ubrała się i wyszła z pokoju, skierowała się do gabinetu swojego ojca. Nawet nie zapukała, tylko jak burza wpadła do pomieszczenia. Przy biurku siedział jej ojciec i rozmawiał ze stojącym na przeciwko Yaxley'em. Gdy weszła, rozmowa ucichła, a Śmierciożerca ukłonił się jej.
- Nie płaszcz się przede mną - warknęła poirytowana. Spojrzał na nią pytająco.
- Zostaw nas samych - odparł Lord zimnym jak lód głosem.
- Ale... - zaczął, ale nie dane mu było skończyć
- Kurde, no - wrzasnęła. - Głuchy jesteś? Wynocha! - spojrzał ciekawie na Hermionę, skłonił się jeszcze raz, co wywołało u dziewczyny kolejny napad szału i pośpiesznie wyszedł.
- Co się stało, kochanie? - głos taty był cieplejszy niż choćby przed chwilą. Dziewczyna na jego dźwięk uspokoiła się.
- Chcę już jutro wieczorem być w Dumstrangu - oznajmiła cichym, acz stanowczym głosem. Wiedziała, że tam w szkole można być nawet na wakacjach, zupełnie inaczej niż w Hogwarcie.
- A nie chciałabyś zostać jeszcze tutaj, ze mną i mamą? Dopiero się poznaliśmy.
- Chciałabym, ale nie chcę się karmić złudną nadzieją na powrót do Hogwartu, a z resztą będę przyjeżdżać na wakacje i ferie, będziemy mieli jeszcze mnóstwo czasu dla siebie.
Lord westchnął niezdecydowany, ale gdy napotkał patrzące na niego z takim uporem brązowe tęczówki uśmiechnął się i rzekł:
- Niech ci będzie, jutro wieczorem wyruszysz do szkoły.
- Dziękuję - podeszła do niego i przytuliła się. Pocałował ją lekko we włosy.
- Kocham cię - wyszeptała.
- Ja ciebie też...
***
Ginny nie wiedziała co ze sobą począć, cały czas czekała na list od Hermiony. Po raz setny czytała tą samą stronę książki, ale dalej nie wiedziała. jaka jest jej treść. Nie umiała się na niczym skupić. Nudziła się w Norze, pośród samych chłopaków - nie licząc oczywiście mamy i Fleur - ale z nimi nie miała i tak nic do robienia. W końcu zamknęła książkę nie widząc najmniejszego sensu w dalszej lekturze. Ze zniecierpliwieniem czekała na rozpoczęcie roku szkolnego. W końcu zobaczy przyjaciółkę i wyściska ją za wszystkie dni rozłąki. Jak ona bardzo za nią tęskniła! Hermiona zawsze umiała jej poradzić, pocieszyć ją. Ich przyjaźń przetrwałaby wszystko, nawet samego Voldemorta! Na myśl o tym roześmiała się, nie wiedziała jak bliska była prawdy. Nagle usłyszała ciche pukanie w szybę. Spojrzała w tamtą stronę i zobaczyła sowę. Podeszła do okna i otworzyła ptakowi. Ten wyciągnął w jej stronę nóżkę z przyczepionym do niej listem. Odwiązała go ostrożnie i zaczęła czytać. W miarę lektury coraz większe ogarniało ją szczęście. Dała ptakowi ziaren i wody, po czym wybiegła z pokoju i wleciała do sypialni obok. Ron i Harry spojrzeli na nią jak na obłąkaną. Obaj siedzieli na łóżku Rona i grali w jakąś grę.
- Hermiona napisała - odparła uradowana dziewczyna. - Chce się spotkać!
***
- Myślisz, że mówi serio? - Draco i Blaise siedzieli w swojej sypialni pogrążeni rozmową.
- Obawiam się, że tak - brunet pokręcił głową. - Trochę będzie bez niej smutno.
- Wyobrażasz sobie Świętą Trójcę w składzie dwuosobowym?
- Fakt, zawsze był Święty Potter, Wieprzlej i Granger... W sumie to co cię tak nagle ruszyło?
- No, nie będę mógł jej wyzywać od szlam, kłócić się, w sumie z tej ich paczki zawsze najbardziej zwracałem uwagę na nią, było się z czego pośmiać!
- Brak ciągle uniesionej w górę ręki Hermiony... - Diabeł dalej wyliczał.
- Hej, a od kiedy mówisz jej po imieniu?
- No w sumie nie jest taka zła, nigdy mi nie przeszkadzała, nawet gdy była no wiesz... nieczystej krwi - chłopak nigdy nie patrzył na ludzi kategoriami krwi, nie nazwałby nikogo nigdy "szlamą", a zwłaszcza dziewczyny... A Hermiony to już w ogóle. Nie był od niej w NICZYM lepszy.
- Stary, szlamy to szlamy i nie zmienisz tego - Draco rozsiadł się wygodnie w fotelu.
- Być może - odparł ze spokojem jego przyjaciel. - A powiedziałbyś teraz to samo do Hermiony?
- To byłoby samobójstwo! - stwierdził Draco z lękiem w głosie.
- No patrz! - stwierdził ironicznie Blaise. - A dziewczyna, którą przez całe życie nazywałeś per szlamo i traktowałeś gorzej niż własne skrzaty domowe, właśnie ma czystszą krew niż ty! O ironio!
- Nawet mi nie przypominaj - warknął blondyn.
- To chyba znaczy - ciągnął jego towarzysz nie zwracając na niego uwagi - że nie wszystkich traktuje się tak, jak na to z pozoru wyglądają.
- Czasami jak się rozgadasz to gorzej niż baba - skomentował Malfoy wypowiedź przyjaciela. Ten na to prychnął i położył się do łóżka. Po mniej niż dziesięciu minutach, Zabini spał już w najlepsze, ale Draco nie mógł. Cały czas myślał o Granger... To znaczy Riddle. Czy wszystko, co powiedział dzisiejszego wieczora było szczere i zgodne z jego uczuciami?
***
_________________________________________________________________________________
Jak zauważyliście, bądź nie, pojawił się nowy rozdział. Przepraszam, że tak późno, ale organizowałam dzisiaj zabawę halloweenową dla brata. Mam nadzieję, że rozdział się wam spodobał i ktoś będzie czytał to, co ja tutaj bazgrzę. Miałam wstawić dzisiaj miniaturkę z okazji Halloween, ale nie wyrobiłam się, więc pojawi się ona jak tylko skończę ją pisać. Rozdziały będą się pojawiać co tydzień, przynajmniej na razie. To chyba na tyle,
Hermiona usiadła wygodnie przy biurku i nalała sobie Ognistej. Rozejrzała się po pokoju, była tutaj tylko jeden dzień i już miała wyjeżdżać. Ale nie miała innego wyjścia, nie w tej sytuacji. Westchnęła ciężko, było już późno w nocy, ale dziewczyna nie była zmęczona. Jutro czekała ją próba własnej wytrzymałości. Czy uda jej się zostawić przyjaciół i miejsce, które tak kocha?
No pięknie, znowu myślała nad tym pieprzonym życiem. Wstała z krzesła i powlekła się do łóżka. Jednym machnięciem różdżki zgasiła światło. Leżała, a jej myśli zaczęły wirować wokół pewnego blondyna, który teraz zapewne już smacznie spał. Nawet za nim będzie tęsknić, gdy wyjedzie do Dumstrangu. Za wiecznymi kłótniami, sporami... Chociaż nie jeden raz przez niego płakała... Wiedziała za czym w Malfoy'u na pewno nie będzie tęsknić - za tym, że jest tak chamskim i pieprzonym arystokratą.
Obudziła się i otworzyła oczy. Leżała, nie miała ochoty ani siły, aby wstać. Przypomniał jej się wczorajszy wieczór. Uśmiechnęła się. Gdyby teraz chodziła do Hogwartu, to profesorek by ją zniszczył. Bezwiednie spojrzała na zegarek i poderwała się jak poparzona. Było wpół do jedenastej, a ona ciągle siedzi w łóżku! Pobiegła do garderoby i wyjęła pierwsze lepsze ubranie. Wzięła szybki prysznic i zaczęła ogarniać włosy. Po pół godzinie zeszła na śniadanie. Weszła do sali i rozejrzała się, na szczęście jej ojciec siedział przy stole i rozmawiał szybko z jakimś Śmierciożercą.
- Tato, czy ktoś mógłby mnie zawieść na Pokątną? - zrobiła słodkie oczka. - I nie, nie powiem ci, dlaczego - powiedziała, ponieważ Lord otwierał już usta.
- Dobrze - powiedział powoli. - Malfoy, Dołohow - skinął na siedzących najbliżej Śmierciożerców. Ci podeszli posłusznie. - Zabierzcie Hermionę na Pokątną.
- Świetnie! - zawołała uradowana Gryfonka... Była Gryfonka... - Idziemy!
Po piętnastu minutach jazdy odezwał się Malfoy Senior.
- To co mamy robić?
- Och, poczekajcie na mnie przed Dziurawym Kotłem, nie powinno mi to zająć dużo czasu - spojrzała smutno w okno. - A później musimy jeszcze pojechać przed dom Grangerów.
Wesołego (bądź nie) Halloween!
Jak zauważyliście, bądź nie, pojawił się nowy rozdział. Przepraszam, że tak późno, ale organizowałam dzisiaj zabawę halloweenową dla brata. Mam nadzieję, że rozdział się wam spodobał i ktoś będzie czytał to, co ja tutaj bazgrzę. Miałam wstawić dzisiaj miniaturkę z okazji Halloween, ale nie wyrobiłam się, więc pojawi się ona jak tylko skończę ją pisać. Rozdziały będą się pojawiać co tydzień, przynajmniej na razie. To chyba na tyle,
Wasza, zawsze do usług,
hairy
PS Wszystkie komentarze mile widziane. :)
Rozdział bardzo fajny. :) Poprawiając, śmiałam się. :D
OdpowiedzUsuńPoza tymi wszystkimi irytującymi błędami, które muszę poprawiać, piszesz ciekawym stylem. :)
Pozdrawiam, xoxo
językiem*, a nie stylem ;p
Usuń