...Trzasnęły drzwi. Hermiona usiadła na sofie i rozglądnęła się dookoła niewidzącym wzrokiem. Właśnie z Ronem wrócili z pogrzebu Lavender Brown, ale chłopak musiał pojechać jeszcze do pracy. Tak więc znowu była sama, w tym domu na przedmieściach Londynu. Brązowowłosa po raz kolejny zalała się łzami, wciąż widziała twarze poległych, słyszała zgiełk bitewny, wołanie o pomoc... I choć minęło już ponad pół roku od tej pamiętnej bitwy o Hogwart, nadal nie potrafiła o tym zapomnieć... Ukryła twarz w dłoniach.
- Musisz się ogarnąć, Miona - szepnęła do siebie cichutko dziewczyna. - Zacznij żyć normalnie i się uspokój. Oni odeszli, nie jesteś temu winna - lecz nie umiała zapomnieć, ci ludzie ginęli, aby ona mogła żyć. Ta wojna zniszczyła ją psychicznie. Szlochała histerycznie kołysząc się w tył i w przód. W uszach dzwoniła jej pogrzebowa muzyka; w ciągu tych kilku tygodni prawie ciągle ją słyszała. Te czarne trumny, tyle łez, kwiatów... W końcu zebrała się z kanapy i poszła do sypialni wciąż targana spazmami szlochu. Walnęła się na łóżko i przykryła ciasno kołdrą. Nie musiała czekać długo na sen...
Obudziło ją głuche walenie o szybę. Teraz budziła się przez najmniejszy szmer. Ron leżał koło niej. Uśmiechnęła się, wyglądał tak słodko kiedy spał. Z rozmyślań wyrwał ją ten sam dźwięk, który uprzednio ją obudził. Rozejrzała się i zobaczyła sowę siedzącą na parapecie za oknem. Otworzyła ptakowi, ale ten nawet nie wleciał, tylko wystawił jedną nóżkę. Hermiona odwiązała ostrożnie list. Ptak natychmiast odleciał. Kobieta otworzyła ostrożnie kopertę i i zaczęła czytać...
Droga Hermiono,
Nigdy nie chcieliśmy zadawać ci tyle bólu, nawet nie wiesz, ilu rzeczy się nie dowiedziałaś, w jak ogromnym jesteś błędzie... To nie miało być tak... Ale to do ciebie należy wybór, możesz zmienić bieg wydarzeń, oszukać czas, i tym samym uratować tych, którzy polegli w niesłusznej walce, którzy zginęli po to, abyś ty mogła żyć, ale pamiętaj, że przyjdzie ci za to zapłacić. Po prostu zdecyduj. Jeśli wybierzesz to, co masz, wyrzuć kopertę, spal list i nigdy nie wracaj do tego, co było. Ale w jednym i w drugim wypadku będziesz musiała żyć ze swoim wyborem...
List nie był podpisany, co bardzo zdziwiło Hermionę. Nie znała tego charakteru pisma. Spojrzała jeszcze raz na kartkę, ale ta była pusta, zupełnie jakby słowa wsiąknęły w papier. I znów przed oczami ujrzała oblicza umarłych, śmiejącą się twarz Georga, trumnę Lavender, swoich rodziców... tak było bez nich pusto. Zacisnęła mocniej powieki, aby łzy pod nimi się zbierające nie wypłynęły. W tej samej chwili z koperty wypadło coś jeszcze, mały przedmiot, przypominający kształtem i wyglądem zegarek. Miał tarcze z numerami od zero do sto i wskazówki, a dokładniej dwanaście wskazówek. Miona przyglądała mu się zaciekawiona i nagle zauważyła jeszcze coś. Na pustej kartce po liście widniał teraz napis:
Wystarczy, że naciśniesz jeden guzik, a wszystko zacznie się od początku...
Spojrzała smutno na śpiącego Rona, jej narzeczonego.
- Kocham cię... bardzo - szepnęła. Podjęła decyzję. Zacisnęła powieki i ścisnęła w dłoni magiczny zegarek...Cały świat wypełniła jasność...
_________________________________________________________________________________
Hej i czołem!
Chyba się ze mną zgodzicie, że do tego rozdziału bardziej pasowałoby określenie prolog, ale niektóre osoby, takie jak ja, nie czytają prologów, a opis wydarzeń zawarty tutaj jest mniej lub bardziej kluczowy. Mój geniusz postanowił zacząć tę historię od początku, cofnąć w czasie naszych bohaterów do momentu, w którym wszystko się zaczęło. Mam nadzieję, że chociaż kilka osób dotrwa do końca tego bloga, oczywiście jeśli sama dotrwam do końca :) . Tak więc miłego czytania,
hairy
No, no, misiek, nieźle! :)
OdpowiedzUsuńPodoba mi się. :3
~ Pracodawca ;)