Rozdział I
"Na samym początku jest najtrudniej, co nie znaczy, że później będzie tylko łatwiej."
"Na samym początku jest najtrudniej, co nie znaczy, że później będzie tylko łatwiej."
*do dalszego zrozumienia tekstu kluczowy jest rozdział "Właśnie tak się wszystko zaczęło".
_________________________________________________________________________________
trzy lata przed bitwą o Hogwart
trzy lata przed bitwą o Hogwart
Siedziała na tarasie, a na jej twarz padały ciepłe promienie sierpniowego słońca. Zmieniła się przez te wakacje, jej kasztanowe włosy układały się w lekkie fale i nie były tą samą szopą, co kiedyś. Można by jeszcze wyliczać, ale ta zmiana najbardziej odpowiadała dziewczynie. Za tydzień miał być początek roku szkolnego, Voldemort dalej żył, ale ograniczył terror. Nie wiedziała dlaczego tak postąpił, ale nie chciała zaprzątać sobie tym teraz głowy. Siedziała tak jeszcze chwilę, gdy usłyszała ciepły głos pani Granger:
- Hermiono, przyjdź tu, proszę.
- Już idę! - odkrzyknęła Gryfonka z niechęcią podnosząc się z krzesła.
Weszła do domu. Przy stole siedział jakiś mężczyzna. Wydawało jej się, że skądś już go zna. lecz nie pamiętała, skąd. Dopiero po chwili zauważyła wątłą kobietę siedzącą obok niego. Kiedy owa kobieta poczuła wzrok Hermiony na sobie, również na nią popatrzyła. Zdezorientowana dziewczyna usiadła przy stole. Nie znała tych ludzi, z pewnością nie byli znajomymi rodziców, bo wszystkich już kiedyś widziała. Więc... co oni robią w jej domu? Pierwsze co przyszło jej na myśl to Śmierciożercy. Było to dość niedorzeczne, ale w tej chwili nad tym nie myślała. Wsunęła rękę lekko do kieszeni z zamiarem wyciągnięcia różdżki, ciągle nie spuszczając wzroku z dziwnej kobiety. Nagle odezwał się ów mężczyzna, który przyglądał się tej scenie z lekkim uśmiechem.
- To nie będzie potrzebne - Hermiona całkiem o nim zapomniała, a teraz spostrzegła, że jego wzrok skierował się na jej dłoń która teraz pewnie spoczęła na różdżce.
- Tak mówią wszyscy - syknęła jadowitym tonem. - Po co tu przyszliście? - zaczynała się bać. Gdyby ci ludzie byli Śmierciożercami, nie siedzieliby spokojnie przy jej stole, ale wparowaliby do domu bez ostrzeżenia. Tak więc kim byli? Spoglądała niepewnie na dwójkę przybyszów.
- Jak dobrze cię znów widzieć, urosłaś od ostatniego razu - kobieta wstała i podeszła do niej wolnym krokiem. W jej oczach szkliły się łzy. Nagle i bez ostrzeżenia przytuliła oniemiałą dziewczynę. Ta odwzajemniła uścisk, bo jej intuicja podpowiadała, że tak właśnie powinna zrobić.
- Dobrze cię znów widzieć, córeczko - odezwał się znów mężczyzna.
- Tak mówią wszyscy - syknęła jadowitym tonem. - Po co tu przyszliście? - zaczynała się bać. Gdyby ci ludzie byli Śmierciożercami, nie siedzieliby spokojnie przy jej stole, ale wparowaliby do domu bez ostrzeżenia. Tak więc kim byli? Spoglądała niepewnie na dwójkę przybyszów.
- Jak dobrze cię znów widzieć, urosłaś od ostatniego razu - kobieta wstała i podeszła do niej wolnym krokiem. W jej oczach szkliły się łzy. Nagle i bez ostrzeżenia przytuliła oniemiałą dziewczynę. Ta odwzajemniła uścisk, bo jej intuicja podpowiadała, że tak właśnie powinna zrobić.
- Dobrze cię znów widzieć, córeczko - odezwał się znów mężczyzna.
Dziewczyna przenosiła wzrok z pana Granger na przybysza, jakby chciała przyłapać któregoś z nich na kłamstwie.
- On ma rację - odezwał się w końcu pan Granger. - To są twoi prawdziwi rodzice.
Gryfonka wyrwała się się z uścisku nieznajomej kobiety i podniosła przed siebie różdżkę.
- Kłamiesz! - wrzasnęła i spojrzała z politowaniem na własnych rodziców. Już wszystko wiedziała - zaczarowali ich, byli pod zaklęciem Imperiusa!
- Hermiona, kochanie... - zaczęła ciepło pani Granger, ale dziewczyna jej przerwała.
- Udowodnijcie, że nie jesteście pod zaklęciem Imperius! - nie miała szans; przed nią stała dwójka dorosłych czarodziejów, ale nie podda się bez walki! Powiedziała pierwsze, co przyszło jej na myśl. - O czym ostatnio rozmawiałyśmy?! - spojrzała pytająco na panią Granger, lecz ta spuściła wzrok i po chwili odpowiedziała:
- O rzuceniu na nas zaklęcia zapomnienia... - Hermionie zaparło dech; to niemożliwe.
Dziewczyna usiadła na schodach i ukryła twarz w dłoniach. To nie może być prawda. Dwoje ludzi, których uważała za rodziców, okłamywało ją przez połowę życia. Za to jej prawdziwa rodzina stoi tuż obok i przygląda się jej jak gdyby nigdy nic. Wezbrała w niej złość. Co oni wszyscy sobie myślą?! Czuła się oszukana i zagubiona. Różdżka wypadła jej z ręki. Jej idealny świat zaczął się rozpadać jak domek z kart, od tak sobie... Właśnie przechodził tamtędy huragan, a w jej głowie huczał tajfun "Hermiona". Jak mogła się tak pomylić? Poczuła na policzkach łzy bezradności. Na myśl przyszło jej tylko jedno pytanie...
- Mogę wiedzieć, jak się nazywacie?
- Och, oczywiście - usłyszała głos swojego... taty? - Jesteśmy Tom oraz Sylvia Riddle.
Hermiona opuściła ręce z oczu i wiedziała już, kogo przypominał jej ten mężczyzna.
- Że co?! - zapytała słabym głosem. Potem była już tylko ciemność.
Gryfonka wyrwała się się z uścisku nieznajomej kobiety i podniosła przed siebie różdżkę.
- Kłamiesz! - wrzasnęła i spojrzała z politowaniem na własnych rodziców. Już wszystko wiedziała - zaczarowali ich, byli pod zaklęciem Imperiusa!
- Hermiona, kochanie... - zaczęła ciepło pani Granger, ale dziewczyna jej przerwała.
- Udowodnijcie, że nie jesteście pod zaklęciem Imperius! - nie miała szans; przed nią stała dwójka dorosłych czarodziejów, ale nie podda się bez walki! Powiedziała pierwsze, co przyszło jej na myśl. - O czym ostatnio rozmawiałyśmy?! - spojrzała pytająco na panią Granger, lecz ta spuściła wzrok i po chwili odpowiedziała:
- O rzuceniu na nas zaklęcia zapomnienia... - Hermionie zaparło dech; to niemożliwe.
Dziewczyna usiadła na schodach i ukryła twarz w dłoniach. To nie może być prawda. Dwoje ludzi, których uważała za rodziców, okłamywało ją przez połowę życia. Za to jej prawdziwa rodzina stoi tuż obok i przygląda się jej jak gdyby nigdy nic. Wezbrała w niej złość. Co oni wszyscy sobie myślą?! Czuła się oszukana i zagubiona. Różdżka wypadła jej z ręki. Jej idealny świat zaczął się rozpadać jak domek z kart, od tak sobie... Właśnie przechodził tamtędy huragan, a w jej głowie huczał tajfun "Hermiona". Jak mogła się tak pomylić? Poczuła na policzkach łzy bezradności. Na myśl przyszło jej tylko jedno pytanie...
- Mogę wiedzieć, jak się nazywacie?
- Och, oczywiście - usłyszała głos swojego... taty? - Jesteśmy Tom oraz Sylvia Riddle.
Hermiona opuściła ręce z oczu i wiedziała już, kogo przypominał jej ten mężczyzna.
- Że co?! - zapytała słabym głosem. Potem była już tylko ciemność.
***
Ginny siedziała w ogródku i rozmyślała nad swoim życiem. Tyle się zmieniło... Zakochała się, to było pewne, lecz nie było to takie łatwe, jak się jej wydawało. No bo, czy Harry Potter, ten słynny Wybraniec, ten o którym wszyscy mówią, pokochałby ją - Ginny Weasley? On może mieć każdą, ale czy wybierze właśnie ją? Ponure to były rozmyślania. Gdyby była tu Hermiona... ona na pewno by jej pomogła, ale dziewczyna spędzała resztę wakacji z rodzicami, uparcie twierdząc, że za rzadko się z nimi widuje. Na samą myśl o przyjaciółce, Ginny się roześmiała. Hermiona była dla niej jak siostra, której nigdy nie miała. Ciekawe, co u niej słychać? Nawet nie zauważyła, gdy dosiadł się do niej Ron.
- Co cię tak bawi? - zapytał zdezorientowany. Dziewczyna dobrze wiedziała, że jej brat potajemnie podkochuje się w Mionie, ale na razie wie o tym tylko Harry, przynajmniej tak myśli Ron, ale nawet sama zainteresowana zaczęła się już domyślać. Nawet fajnie byłoby mieć Herminę jako bratową, ale ta dwójka do siebie w ogóle nie pasuje. Ginny była tego pewna jak niczego innego.
Na samą myśl, że Gryfonka i jej brat mogliby ze sobą być, dziewczyna wybuchła jeszcze większym śmiechem. Ron popatrzył na nią trochę jak na wariatkę, a trochę z politowaniem i zaczął w ciszy jeść ciastka, które przyniósł.
- Kolacja! - usłyszeli donośny głos Pani Weasley.
- Już idę! - ryknął Ron i pognał do domu.
Cud, że wrażliwe bębenki Ginny wytrzymały taki wrzask, ale można było się przyzwyczaić przy takiej ilości rodzeństwa i to jeszcze samych chłopców. Znowu westchnęła, od jakiegoś czasu robiła to często. Powlekła się do kuchni, gdzie czekali już tylko na nią. W milczeniu zjadła to, co miała na talerzu i poszła do pokoju. Przebrała się i położyła na łóżku, ale nie spała, nie mogła. Podniosła jeden kosmyk swoich włosów i przyjrzała mu się uważnie. Jej włosy nie były już tak rude jak kiedyś, ale, jakby nie patrzeć, nadal tego samego koloru. Teraz jednak miały bardziej kasztanowy odcień. Uśmiechnęła się do siebie. Zawsze nienawidziła tych rudych kłaków, ale teraz z domieszką brązu były całkiem, całkiem...
_________________________________________________________________________________
_________________________________________________________________________________
Hej!
Na początek kilka ogłoszeń parafialnych:
- myślę, że rozdziały będą pojawiały się co dwa tygodnie,
- postaram się, aby były one w miarę długie,
- jeśli podołam temu zadaniu, napiszę kilka miniaturek,
Kilka wyjaśnień:
- początkowe rozdziały rozgrywają się po czwartym roku w Hogwarcie, czyli tuż po odrodzeniu Voldemorta,
- jeśli notka nie pojawiła się na czas, a ja nie napisałam nic o jej przesunięciu, to znaczy, że:
a) wyjechałam,
b) moja skleroza daje się we znaki,
c) po prostu umarłam ;),
- z góry przepraszam za wszystkie błędy w pisowni, mam nadzieję, że nikt od nich nie oślepnie,
- jeśli przypomnę sobie jeszcze o czymś, napiszę pod następnymi rozdziałami.
- jeśli notka nie pojawiła się na czas, a ja nie napisałam nic o jej przesunięciu, to znaczy, że:
a) wyjechałam,
b) moja skleroza daje się we znaki,
c) po prostu umarłam ;),
- z góry przepraszam za wszystkie błędy w pisowni, mam nadzieję, że nikt od nich nie oślepnie,
- jeśli przypomnę sobie jeszcze o czymś, napiszę pod następnymi rozdziałami.
Miłego czytania,
hairy
_________________________________________________________________________________
Nie wiem, czemu w niektórych fragmentach czcionka jest mniejsza. Proszę, nie zwracajcie na to uwagi.
Promienista
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz