Rozdział II
"Każda zmiana w naszym życiu, niezależnie czy upragniona czy niechciana, przynosi pozytywne skutki, jeśli tylko potrafimy z niej czerpać korzyści."
_________________________________________________________________________________
_________________________________________________________________________________
Obudziła się. "To był tylko zły sen." - pomyślała. Nie chciała otwierać oczu, ale coś podpowiadało jej, że w końcu i tak będzie musiała to zrobić. Tak więc, chcąc nie chcąc, otworzyła najpierw jedno oko, a potem drugie i rozejrzała się ostrożnie. Jak grom z jasnego nieba uderzyło ją to, że nie była w SWOIM pokoju. Podniosła się gwałtownie z łóżka. Nagle usłyszała dźwięk otwieranych drzwi i zapaliło się światło. Stanęli w nich Sylvia i Tom Riddle.
- Gdzie ja jestem?! - krzyknęła.
Mama usiadła na skraju jej łóżka i zaczęła głaskać ją po włosach. Hermiona jednak odsunęła się od niej. Wciąż w to nie wierzyła. Największy zbrodniarz wszech czasów i kobieta którą widziała pierwszy (no, może drugi raz) na oczy, mieli by być jej rodzicami. To był jakiś paradoks albo wyjątkowo kiepski żart. W oczach rodzicielki zaszkliły się łzy, gdy zobaczyła jak córka się od niej odsuwa.
- Proszę, wybacz nam. Naprawdę żałujemy, że dowiedziałaś się o swojej tożsamości dopiero teraz - zaczęła - ale zrozum, nie mieliśmy innego wyjścia, cały zakon na ciebie polował. W końcu, gdy miałaś dopiero nie więcej jak trzy lata, James Potter uprowadził cię, a gdy ojciec go znalazł, nie zapanował nad sobą i zabił go. Oczywiście, gdy tylko się z nim rozprawił, przyniósł cię do domu. Zdążyłam cię ukryć u Grangerów tak, aby nikt poza nami nie poznał twojej prawdziwej tożsamości.
Hermiona ukryła twarz w dłoniach i przytuliła się do mamy. Czy to pieprzone życie musi być takie trudne? Lecz nagle zdała sobie sprawę, że chociaż przebywa z tymi ludźmi może niecałą godzinę, czuje się z nimi bezpiecznie...
- Tęskniliśmy - powiedział Lord.
- I mówisz to ty, największy postrach wśród czarodziei - Hermiona uniosła brew. - A tak w ogóle to chyba wyglądasz trochę inaczej, no wiesz, te czerwone oczy i takie tam... - zawahała się.
- Prawdziwa córeczka tatusia - roześmiał się tato. - To jest mój prawdziwy wygląd, tamto to tylko maska, ale budzi większy respekt - poniósł się chóralny pomruk aprobaty.
- Wiem, że może ci się to nie spodobać, ale razem z ojcem uważamy... - tu zawiesiła głos - że nie możesz uczęszczać do Hogwartu - Sylvia spojrzała na córkę, której odjęło mowę. Jak to przenieść?! Gdzie?! Kolejny nieudany żart?! Ale znowu Hermionę spotkał zawód.
- Jak to do cholery jasnej NIE DO HOGWARTU!?
- Zrozum...
- Nie chcę nic rozumieć, nagle pakujecie się z buciorami w moje życie i robicie w nim rozróbę. Co wy w ogóle sobie wyobrażacie?!
- Hermiono Maxis Riddle! - no, tej wersji swojego pełnego imienia jeszcze nie znała. Zdezorientowana zamilkła. - Myślisz, że nam nie jest trudno?! Połowę życia spędziliśmy zadręczając się, że tam, gdzieś na świecie, jest nasza córka, dorasta i boryka się z własnymi problemami sama, a nas nie może przy niej być... To naprawdę nie miało tak być, nie chcemy cię znowu stracić, zrozum, cały Zakon na ciebie poluje. To, że wyrwałaś się im parę lat temu nie znaczy, że tym razem się uda... - nastała niezręczna cisza. Nikt nie chciał jej przerywać albo po prostu nie umiał.
- Do jakiej konkretnie szkoły chcecie mnie wysłać? - chwila milczenia, którą sprytnie przerwała, gdyż nagle coś jej się przypomniało. - Jeżeli do Beauxbatons to możecie pomarzyć - dziewczynie stanęła przed oczami ta nadęta Delacour.
- Jeżeli nie tam, to najodpowiedniejszą wydaje mi się Durmstrang... - powiedział powoli ojciec
- Niech będzie - powiedziała zrezygnowana Miona. Czuła, że właśnie zostawia coś dla niej bardzo ważnego, że gdy wyjedzie z Hogwartu coś nieodwracalnie w niej umrze. - Muszę pożegnać się z przyjaciółmi, wyjaśnić im to wszystko i... odwiedzić Grangerów...
- Dobrze, za godzinę śniadanie - i już mieli wychodzić, gdy nagle coś im się przypomniało. - A, i zapomniałabym - powiedziała mama i puknęła się dłonią w czoło. - Masz rodzeństwo... - i wyszli zanim Hermiona zdążyła wypowiedzieć choćby jedno słowo.
- Fajnie, że wszystko sobie wyjaśniliśmy - mruknęła zła na cały świat. - Boże, widzisz i nie grzmisz!
Zwlekła się z łóżka i przetarła oczy. Dopiero teraz zauważyła, jaki ten pokój jest wielki. Ściany były kremowo-złote z dużą ilością fresków i obrazów. Oprócz lampy, światło dawały również dwa duże okna. Na parapetach pod nimi zmieściłoby się co najmniej dwóch ludzi. W całym pokoju rozmieszczone były motywy w kształcie węży. W pokoju były trzy pary drzwi, jedne prowadziły na korytarz, przez które weszli rodzice, drugie prowadziły do łazienki - dużego jasnego pomieszczenia wysadzonego drogimi kamieniami. Trzecie zaś do wielkiej garderoby, tak ogromnej jak połowa całego pokoju. Hermiona westchnęła. W sumie nie wiedziała, ile może być tam ubrań, ale nie chciała liczyć. Ubrała się w pierwsze lepsze ciuchy, które znalazła i wyszła z pokoju. Wcześniej zauważyła przez okno w sypialni, że za domem znajduje się dość duży ogród, więc postanowiła się tam udać. Miała jeszcze ponad pół godziny do śniadania, więc nie śpieszyło się jej zbytnio. Musiała przemyśleć całe swoje dotychczasowe życie.
***
- Nie mogę w to uwierzyć, jak oni mogli jej to zrobić?!
- No, faktycznie jest jakaś przybita...
Dwoje ludzi patrzyło z okna na chodzącą samotnie dziewczynę.
- JAKAŚ PRZYBITA! Patrz, jak ona wygląda! Podsłuchałam ich rozmowę, nie dziwię się jej, że tak wtedy wybuchła, też bym się wściekła, gdyby moje życie ni stąd ni zowąd zrobiło fikołka!
- Uspokój się już, i tak jej nie pomożemy...
- Tobie łatwo mówić, nie znasz jej - nastała cisza. - Chodzi o to, że to moja siostra, a ja przez połowę życia ją obrażałam... Teraz mogłybyśmy zacząć wszystko od nowa, ale nie, musieli ją przenieść! - spojrzeli jeszcze raz na spacerującą dziewczynę...
***
Na śniadaniu nie było wielu ludzi, tylko jej rodzice, i kilku bardziej zaufanych Śmierciożerców Voldemorta. Hermiona zjadła szybko, nie zwracając uwagi na ciekawskie spojrzenia innych i udała się do swojego pokoju. Chciała być sama, pomyśleć nad tym, w jaki sposób powiedzieć przyjaciołom, że jej ojciec to najbardziej poszukiwany koleś na całym świecie, jak spojrzeć Harry'emu w oczy i powiedzieć, że w jej żyłach płynie krew faceta, który zabił jego rodziców - samego Voldemorta... Weszła do pokoju pochłonięta myślami, nawet nie zauważając osoby siedzącej na jej łóżku. Usiadła w fotelu, zapominając o zapaleniu światła. Osoba, która siedziała na jej łóżku cicho chrząknęła. Nagle Hermiona przeżyła zawał, gdy zrozumiała, KTO jest u niej w pokoju.
- Cześć? - powiedziała powoli. Miona nie była w stanie jej odpowiedzieć...
Wpatrywała się w nią tępo, nie mogąc ogarnąć sytuacji. Na JEJ biednym łóżku siedziała sama Pansy Parkinson i przeszywała ją wzrokiem.
- Yyyyy, hej? - odpowiedziała, kiedy pierwszy szok minął. Dziewczyna odetchnęła z ulgą, pewnie myślała, że Hermiona zacznie się na nią drzeć, czy coś takiego...
- Słuchaj - zaczęła - wiem, że nigdy się nie lubiłyśmy... - Hermiona nie dała jej skończyć. Jeśli ma ją teraz przepraszać, za te wszystkie lata drwin, to postanowiła skrócić jej męki.
- Parkinson, prosto z mostu, czego tutaj szukasz, bo jeśli to nic ważnego, to bardzo cię proszę, zabieraj swoje arystokratyczne cztery litery i wypad!
- Po pierwsze nie Parkinson, tylko Riddle - zaczęła spokojnie Ślizgonka - i tak, mam coś ważnego do powiedzenia.
- Ale... Ty... Ja... CO?! - jąkałam się dłuższą chwilę wydając różne nieartykułowane dźwięki.
- Przymknij się trochę! - syknęła Pansy. - Nie miałam tu w ogóle przychodzić! Po prostu nie mogłam patrzeć, jak się męczysz, i poprzedzając twoje następne pytanie, tak jesteśmy siostrami, i mamy jeszcze brata... - powiedziała Pan, jakby czytając jej w myślach.
- Hola, hola, jak to jesteśmy siostrami?! - Hermiona otrząsnęła się z pierwszego szoku.
- No wiesz, kiedy rodzice mają dzieci i to jeszcze dziewczynki...
- Ha, ha, ha, bardzo śmieszne.
- Głupie pytanie, głupia odpowiedź - Pansy wzruszyła ramionami.
- Czy ty sobie jaja ze mnie robisz?!
- A niby dlaczego? Tu nawet nie ma z czego sobie żartować.
- My? Siostrami?! Po tylu latach wspólnej niechęci i wyzwisk, ty przychodzisz do mnie i mówisz "o, cześć, jesteśmy siostrami! Czy to nie cudownie?"! - Hermiona eksplodowała.
- Bo miałam inne wyjście?! Pamiętasz pierwszy rok?! Na początku, pamiętasz pierwszy dzień? Tak dobrze nam się rozmawiało! Potem dostałam sowę od rodziców. Nie wiem, jak się dowiedzieli, tak czy inaczej powiedzieli mi, że nie mogę się z tobą przyjaźnić, bo wyda się, kim jesteś!
Miona usiadła zrezygnowana na łóżku obok siostry i przytuliła się do niej.
- To mnie przerasta... Nie daję rady... I jeszcze ten Durmstrang...
- Wiem - powiedziała cicho brunetka. - Też bym się tak czuła, ale jesteś silna, nie daj się złamać - siedziały chwilę w ciszy, po czym odezwała się Hermiona.
- Nie rozumiem jednego, dlaczego to ja musiałam się ukrywać?
- Widzisz - zaczęła Pansy - nikt nie wiedział, że jest nas trójka. Zakon wiedział, że naszym rodzicom urodziło się dziecko. Zakradli się do tamtejszej siedziby taty i porwali dzieci, między innymi Snape'a, Malfoy'ów, Leastreng'ów i wielu innych... Pech chciał, że trafili akurat na ciebie... Ja byłam cały czas przy rodzicach, Parkinsonowie dali mi tylko nazwisko... A Derek, no cóż, uczy się w jakiejś szkole na zachodzie...
- Derek, znaczy nasz brat?
- Właśnie.
- A kiedy mogę go poznać?
- Dzisiaj na kolacji, będą te najbardziej zaufane sługusy tatusia, mają cię poznać...
- Ej, ej, ja nic nie wiem o żadnej kolacji! - zbulwersowała się brązowowłosa, a jej siostra zrobiła taką minę, jakby co najmniej zobaczyła ducha.
- Oooo, najwidoczniej zapomnieli ci powiedzieć! Ale by było, bal z okazji twojego przybycia, a ciebie nie ma! Tak czy inaczej, trzeba się zbierać, przegapiłyśmy już obiad, zostało niewiele czasu! - to mówiąc pociągnęła Hermionę za sobą do garderoby.
Po prawie półgodzinnym przekopywaniu wszystkich ubrań, dziewczyny wybrały cały zestaw. Dla Hermiony - piękna zielona sukienka do połowy uda, do tego czarne wiszące kolczyki i naszyjnik z zawieszką w kształcie serca. Na nogi miała przygotowane czarne szpilki. Zrobiła lekki makijaż, a włosy zostawiła rozpuszczone. Pansy zaś wybrała czarną sukienkę bez ramiączek, też do połowy uda i czarne szpilki. Jej makijaż był dużo mocniejszy niż siostry, ale nie ubrała biżuterii. Włosy zapletła w warkocza. Tak przygotowane zeszły do jadalni. Przed drzwiami czekał Lord. Widząc swoje córki uśmiechnął się ciepło.
- Widzę, że się już poznałyście, mimo mojego wyraźnego zakazu - Pansy zrobiła słodkie oczka i wśliznęła się chyłkiem do sali.
- Wszyscy już są - oznajmił tato. - Czas i na nas - złapał Hermionę pod rękę i pchnął wielki dębowe drzwi. Dziewczyna nie mogła uwierzyć własnym oczom, pomieszczenie było dużo większe niż podczas śniadania, i ci wszyscy ludzie... Jeśli tato miał tylu zaufanych Śmierciożerców, to ilu ich było w całości?! Miona zatrzymywała co chwilę wzrok na którejś twarzy, wszystkie wyrażały głębokie zdziwienie. Uśmiechnęła się pod nosem, w sumie to nawet miłe uczucie, tak, jakbyś miała władzę nad całym światem... Zbeształa się za te myśli, zaczyna myśleć jak rodowity Ślizgon... Będzie musiała zapytać mamy, do którego domu chodziła w Hogwarcie.
W końcu doszli do końca stołu i usiedli. Widać, że nikt z obecnych jeszcze nie oswoił się z myślą, że akurat ta osoba jest córką ich Pana.
- Gdyby ktoś jeszcze nie zauważył, to przedstawię ją osobiście, oto moja córka, Hermiona Riddle. Macie ją szanować tak samo jak mnie i spełniać każdą jej wolę - zakończył Czarny Pan. - A teraz jedzmy!
- Psssst, cześć, jestem Derek - odezwał się głos obok niej. Chwilę później patrzyła w szare oczy* swojego brata.
- Hej, miło cię poznać, jakkolwiek to brzmi. Pansy mi o tobie mówiła - uśmiechnęła się w jego stronę, a on odwzajemnił uśmiech. Rozmawiali jeszcze chwilę, co jakiś czas śmiejąc się. Naprawdę go polubiła. W trakcie rozmowy miała okazję się mu przyjrzeć - był ich ojcem w miniaturze.
Spostrzegła, że w ich stronę idzie, nie kto inny, tylko sam profesor eliksirów. Wymienił kilka szybkich zdań z ojcem i już miał odchodzić, gdy, ni stąd ni zowąd, odezwał się Lord.
- Pewnie już się znacie - spojrzał na Hermionę. - Ale tak, czy tak, Hermiono, to jest Severus Snape, twój chrzestny.
Dziewczyna zakrztusiła się sokiem dyniowym.
- On, moim chrzestnym? Już wolałabym sklątkę tylnowybuchową!- wszyscy oprócz Snape'a roześmiali się. "O kurwa, mam przesrane." - pomyślała. I znowu ujawniły się jej ślizgońskie cechy!
*tak naprawdę, Dylan O'Brien (odtwórca roli Dereka) ma brązowe oczy, ale w tym opowiadaniu, ich kolor będzie szary :)
_________________________________________________________________________________
Cześć, czołem!
Tak więc, jak obiecywałam, jest nowy rozdział. Sorry, że tak późno, ale razem z przyjaciółkami świętowałam urodziny.
Tak więc, jak obiecywałam, jest nowy rozdział. Sorry, że tak późno, ale razem z przyjaciółkami świętowałam urodziny.
Nie wiem jak Wam, ale według mnie ten rozdział nie był aż taki zły. Oczywiście to tylko moje autorskie, skromne zdanie. :) Tak czy inaczej, mam nadzieję, że te moje wypociny są do zniesienia.
Pozdrawiam i do następnego rozdziału,
hairy
PS Przepraszam za błędy.
________________________________________________________________________________
(I, znowu...) Nie wiem, czemu w niektórych fragmentach czcionka jest mniejsza. Proszę, nie zwracajcie na to uwagi.
Promienista
Hejka :-). Zauważyłam kilka błędów np. "W oczach rodzicielskiej zaszkliły się łzy, gdy zobaczyła jak córka się od niej odsuwa" rodzicielskiej ? Chyba Włochaczu rodzicielki czyż nie ? :-)
OdpowiedzUsuńZ tym tłem to jednak mi się udało :-P.
Rozdział bardzo fajnie się czyta, ale ja chcę więcej.
Pozdrawiam, Rose.
Tak, masz rację powinno być rodzicielki, to mi jak zawsze musiało się coś pochrzanić. :)
OdpowiedzUsuńOj tam nie przejmuj się. Każdemu się zdarza, a poza tym na moim blogu będzie więcej błędów, bo nie mam bety. Rozdział w drodze na mojej stronce. Napisz kolejny i wrzucaj :-).
UsuńPozdrawiam Rose .
Już poprawione :)
Usuń