środa, 24 grudnia 2014

Miniaturka 3


Świąteczny Cud...

_________________________________________________________________________

Hermiona stała przy oknie patrząc na zastawiony stół. Uśmiechnęła się lekko, to była pierwsza wigilijna kolacja, na którą zaprosiła wszystkich znajomych, przyjaciół i wrogów... Poczuła jak ktoś łapie ją od tyłu. Draco nachylił się nad nią i pocałował lekko. 
- Pysznie to wszystko wygląda. - pochwalił ją.
- Tak, tylko czy ktokolwiek zwróci na to uwagę jeśli będą się cały czas tłuc. - rzuciła w przestrzeń. Blondyn roześmiał się.
- Wszystko będzie dobrze. - przytulił ją. - No a teraz idź się już przebrać, bo zaraz przyjdą goście.
Hermiona otrząsnęła się z transu i pobiegła na górę. Całkowicie zapomniała, żeby przygotować sobie coś do ubrania. W końcu jednak wybrała coś odpowiedniego. Szybko ubrała się i uczesała, po czym zeszła na dół. Już na schodach usłyszała głosy.
-- Przyszli pierwsi goście -- pomyślała -- przedstawienie czas zacząć.
W salonie zastała Lucjusza i Narcyze, oraz Pana i Panią Weasley. Draco bezskutecznie próbował rozładować napiętą atmosferę, ale zanim Hermiona zdążyła podejść, aby mu pomóc, ktoś znowu zadzwonił do drzwi. Stali tam Ginny z Blaisem i ich czteroletnią córeczką, Harry z Pansy, Nott, Fred i George z Angeliną, oraz Ron, który patrzył na nią trochę niepewnie. Na samym końcu przybyli również rodzice Hermiony.
- To może usiądźmy do stołu? - zapytała Hermiona, kiedy wszyscy byli już w salonie i otrzymali kieliszek. 
Nie było tak źle, gdy brązowowłosa podała pierwsze dania na stół, wywiązała się rozmowa. Zrobiło się luźniej, zaczęli żartować. Pan Granger zagadnął Malfoya Seniora, a Narcyza swobodnie gawędziła z Molly. Również Ginny po raz pierwszy od wielu miesięcy odezwała się do Rona. Hermionie zrobiło się cieplej na sercu. 
- Wypijmy toast! - powiedział Draco i podniósł kieliszek. - Za wspaniały pomysł mojej pięknej żony, abyśmy w tym dniu spotkali się tu wszyscy razem!
- Za Hermionę. - zawtórował mu Harry.
- Za Hermionę. - powtórzyli wszyscy razem i wypili trunek.
Reszta wieczoru minęła spokojnie, a o dziesiątej wszyscy zaczęli się zbierać. Ostatni wyszedł Ron. Zanim jednak teleportował się spod domu, spojrzał jeszcze raz na Hermionę i wyszeptał,
- Wybacz mi.
Nastała chwila ciszy, którą jednak przerwała była gryfonka.
- Już dawno ci wybaczyłam Ron. - odpowiedziała dziewczyna. Uśmiechnął się i zniknął z cichym pyknięciem. 
Miona wróciła do domu. Jej mąż nucił coś cicho, z uśmiechem na ustach.
- I co, nie było źle.
- Masz rację. - odpowiedziała i pocałowała go. - Było niespodziewanie dobrze, prawie taki... Świąteczny Cud....

________________________________________________________________________

Hej!

Miniaturka bardzo krótka, ale z założenia nie miała być długa. Taka pokazująca świąteczną atmosferę. Mam nadzieję, że mimo wszystko będzie się wam podobać. Co do rozdziału, jeśli się wyrobię, to pojawi się jak zwykle w piątek :)


hairy



piątek, 12 grudnia 2014

Rozdział VII

"Za kilka lat nie będę pamiętać każdego piątkowego wieczoru lub rzeczy, z których tak bardzo się śmialiśmy, że aż brzuchy nas bolały. Ale zawsze będę pamiętać, że będziesz jedną z osób, które tam były."
_________________________________________________________________________________

- Mamo!
- Nie i koniec!
- Ale...
- Powiedziałam nie!
Zezłoszczona tupnęła nogą i pobiegła do pokoju, lecz nie swojego. Przebiegła jeszcze jedno piętro i wpadła do małego pomieszczenia urządzonego w kolorach złotym i czerwonym. Rzuciła się na łóżko, wprost na kolana pewnego bruneta.
- Znowu mi nie pozwolili! - powiedziała zbulwersowana.
- Może i mają rację... - chłopak od razu pożałował swoich słów, ponieważ dziewczyna łypnęła na niego groźnie swoimi brązowymi oczami.
- Po czyjej ty jesteś stronie, Harry? - spytała poważnie
- Ja? Oczywiście po twojej, tylko myślę, że nie warto ci się przenosić na nasz rok, na swoim roku masz przyjaciółki i w ogóle... - Ginny tylko westchnęła przeciągle i spojrzała przez okno.
- Dawno się już nie odzywała...
- Kto?
- Hermiona, oczywiście! Ona wiedziałaby co zrobić...
- Na pewno za niedługo napisze - temat Hermiony był dla wszystkich bardzo bolesny i starali się go unikać, a zwłaszcza w obecności Rona.
- Już nieważne, chwila słabości. - nastała cisza. - A gdzie Ron?
- Ron... jest chyba w ogrodzie.
Jeszcze chwilę siedzieli, po czym Ruda podniosła się z miejsca.
- Idę do swojego pokoju. Kiedy przyjdzie Ron może poszlibyśmy w piątkę nad jezioro, bliźniacy na pewno się zgodzą.
- Jasne. - odpowiedział trochę bez entuzjazmu Harry, a kiedy Ginny wyszła dodał zrezygnowany:
- Wszyscy w piątkę...

Ginny wpadła do swojego pokoju i zaczęła przekopywać szafę. W pierwszej chwili nie zauważyła sowy siedzącej na parapecie jej okna, ale gdy ptak wydał z siebie przeraźliwy skrzek, chyba cała okolica go usłyszała. Rudowłosa uciszyła płomykówkę, po czym odwiązała od jej nóżki list i zaczęła go czytać. Jej brwi podjechały aż pod same czoło, ale na twarz wpełzł uśmiech. Zmięła szybko pergamin i wrzuciła do kominka, po czym go podpaliła.  Może ten dzień nie będzie aż taki straszny...


***


Hermionie ten dzień zleciał na pakowaniu swoich rzeczy. Wszyscy biegali w poszukiwaniu swoich zgub lub próbowali wyliczyć, czy na pewno niczego nie zostawili. Tak więc kiedy wieczorem była Gryfonka zamknęła swój kufer, przekonana, że na pewno wszystko ma, padła zmęczona na łóżko. Nie dane jej jednak było długo leżeć, ponieważ dwie minuty później do jej pokoju wpadła Pansy i wyciągnęła ją na kolację. Kiedy zziajane wpadły do jadalni, byli już tam wszyscy. Zajęły swoje miejsca i wsłuchały się w przemowę ojca.
- Tak więc, od jutra zaczynamy nasze działania, nie będziemy się już ukrywać ani w najbliższym czasie, ani nigdy więcej, niech ludzie widzą potęgę naszej armii!
W sali wybuchły okrzyki aprobaty i dumy.
- A teraz jedzmy! - krzyknął jeszcze Lord a na stołach pojawiły się różne potrawy.

- Hermiona. -  dziewczyna obróciła się w stronę swojej mamy. - Właśnie rozmawiałam z Severusem i on mi przypomniał, że przecież będziesz musiała przejść ponowny przydział.
- Co? - Hermiona nie za bardzo rozumiała.
- Ponowny przydział. - powtórzyła mama. - Czyli jeszcze raz przydzielą cię do domu w Hogwarcie.
- Ale po co?
- Teraz, gdy twoje cechy się ujawniły, masz inny charakter. Nie wiem, czy to cię zachwyci, ale w stu procentach będziesz w Slytherinie, tak jak ja i ojciec - brązowowłosa zrobiła przerażone oczy.
- Witaj, Riddle - zza jej mamy wychynęła tłusta głowa Snape'a.
- Witam pana profesora, widział się pan ostatnio z szamponem? - Hermiona postanowiła trochę rozzłościć Snape'a, na co jej mama tylko pokręciła głową.
- Hermiona, Severus będzie opiekunem twojego domu, naprawdę chcesz mieć, że tak się wyrażę, "przekichane"?
- No dobrze, dobry wieczór panie profesorze.
- Od razu lepiej - pochwaliła ją mama.
Tłusta głowa Snape'a znowu znikła za jej mamą, a Hermiona razem z Pansy wyszły z sali. W korytarzu dogonili ich chłopcy i wszyscy razem udali się do pokoju Ślizgonki.
- Jakoś nie mogę sobie ciebie wyobrazić w Hogwarcie - pierwszy odezwał się Blaise zwracając się do Hermiony.
- No, ja siebie też...
- Zobaczycie, wszystko się ułoży - Pansy dodawała brązowowłosej otuchy. W tym czasie Draco rozłożył się wygodnie na łóżku Pan i wpatrywał się w sufit.
- Tak czy inaczej, teraz moje życie to będzie hardcor, pośród samych Ślizgonów.
- Nie narzekaj, wolałabyś być pośród samych Gryfonów, którzy ukatrupiliby cię za samo to, że jesteś córką "Sama Wiesz Kogo"? - teatralnie zamachał rękami. Na wzmiankę o "przezwisku" Lorda wszyscy wybuchnęli śmiechem.
- W sumie... - Hermiona zamyśliła się.
- Nie martw się, nie będziesz sama, ja przecież też się przenoszę - doszedł ją głos jej brata.
- No tak, ale ciebie nie znają, a mnie tak. To im wystarczy, abym nie miała lekko.
- Kobieto, ogarnij się!!! - Pansy zaczęła nią potrząsać. - Jesteś córką samego Voldemorta, a w dodatku teraz jesteś urodzonym przywódcą grupy! To wystarczy, abyś podporządkowała sobie każdego Ślizgona bez wyjątku! - nastała cisza.
- Okej to było trochę dziwne, nie powiem. - odezwała się Miona po chwili milczenia. - Ale zdecydowanie podniosło mnie na duchu.
Siedzieli jeszcze około godziny rozmawiając, śmiejąc się i pijąc, aż w końcu Hermiona spojrzała na zegarek i podskoczyła. Było w pół do 20, za niedługo zacznie się bal, a ona jeszcze nie sprawdziła, czy przyszła odpowiedź od Ginny. Podniosła się szybko i, nie zwracając uwagi na pytania swoich towarzyszów, wybiegła z pokoju.
Wpadła do swojej sypialni i nie zdziwiła się, gdy ujrzała za oknem sowę pukającą dzióbkiem w okno. Hermiona szybko wpuściła płomykówkę i zabrała się za czytanie listu.


Droga Hermiono,
Oczywiście, z chęcią się z tobą spotkam. Zdziwiłam się trochę, kiedy przeczytałam, że będziesz na King's Cross, ale każdy pretekst, żeby się z tobą spotkać jest dobry. Nie martw się, nic nie powiem ani Harry'emu ani Ronowi. Do zobaczenia,
Ginny

  

Dziewczyna uśmiechnęła się w duchu, na razie wszystko dobrze się układało, ale najcięższe zadanie czeka ją dopiero jutro, kiedy wyzna prawdę...


- Pansy, to chyba nie najlepszy pomysł - poskarżyła się dziewczyna poprawiając sukienkę.
- Nie pleć bzdur! Jasne, że dobry! Wyglądasz olśniewająco.
- Ale się tak nie czuję - brązowowłosa westchnęła i weszła jeszcze raz do garderoby. Po chwili wyszła w innym zestawie i znów stanęła przed lustrem.
- Tak może być?
- Zmieniam zdanie, w TYM wyglądasz olśniewająco! - wykrzyknęła Pansy i uściskała siostrę. Rozległo się pukanie do drzwi, a po chwili stanęła w nich Pani Riddle.
- I jak?
- Wyglądacie ślicznie - kobieta była bardzo dumna ze swoich córek. Nie wiedziała, co by zrobiła, gdyby znowu zostały rozdzielone... - Musimy już iść. - zawyrokowała - Ale najpierw... - podeszła do Hermiony i Pansy i włożyła im na głowę piękne diademy, własność jej rodu. - Teraz możemy iść.
Zeszły po schodach i kilka minut później Pansy i Sylvia zostawiły Hermionę pod drzwiami sali.


***


- RIDDLE!!! - ktoś dosyć mocno nią potrząsał, ale miała głęboko... w poważaniu intencje tego... kogoś... - Kurde, Riddle! Nie mamy całego dnia!
Dziewczyna poznała ten głos i szczerze mówiąc, wolałaby się mylić. Podniosła się szybko z łóżka i naciągnęła na siebie kołdrę.
- Malfoy! - wrzasnęła. - Co do cholery jasnej robisz w moim pokoju!
- Budzę cię, chyba że chcesz iść do Hogwartu pieszo!
Spojrzała na zegarek, faktycznie było już późno. Spojrzała znacząco na blondyna, ale on chyba nie zrozumiał, bo stał nadal w tym samym miejscu wyraźnie nie mając zamiaru się ruszyć.
- No idź już stąd!- zdenerwowała się.
- Dobra, dobra. - chłopak uśmiechnął się cwaniacko, po czym pośpiesznie wyszedł zanim dosięgła go poduszka rzucona przez Hermionę. 
Piętnaście minut później, Hermiona jako tako ogarnięta, właśnie przenosiła jednym zaklęciem swój kufer do limuzyny stojącej przed domem. Jeszcze raz sama rzuciła tęskne spojrzenie na budynek w którym spędzała wakacje i pożegnała się wylewnie z rodzicami, obiecując, że będzie pisać, po czym sama też wgramoliła się do samochodu.
- Nie wierzę, że jedziemy znowu do Hogwartu... - Pansy westchnęła. Miona pokiwała lekko głową w akcie zrozumienia i pogrążyła się w rozmyślaniach. Po piętnastu minutach jazdy, poczuła, że ktoś lekko ją trąca.
- Hermiona, jesteśmy na stacji. - powiedziała Pansy i wysiadła z auta za chłopakami.
Brązowowłosa westchnęła i wyszła na zatłoczoną ulicę. Od razu ustawiło się koło niej dwóch Śmierciożerców. Łypnęła na nich złowrogo i powiedziała przez zaciśnięte zęby:
- Nie jestem dzieckiem, sama dam sobie radę.
- Powiedz to swojemu ojcu. - odpowiedział jej jeden z mężczyzn. W Hermionie coś się zagotowało. Dlaczego oni traktują ją tak, jakby miała co najwyżej trzy latka i jedną czwartą mózgu! Postanowiła jednak nie wszczynać awantury. Była niewyspana, do tego zaraz miała odbyć rozmowę życia, a ci biedni Śmierciożercy przecież wykonywali tylko rozkazy jej ojca. Zaraz, zaraz, czy ona nazwała śmierciożerców biednymi? Naprawdę jest z nią coraz gorzej!
W sumie razem pilnowało ich dwunastu dorosłych. Hermiona nawet nie chciała wiedzieć, co myślą sobie przechodnie. Kiedy w końcu przedostali się na peron, dziewczyna długo szukała Ginny, lecz w końcu na horyzoncie pojawiła się ruda czupryna należąca nie do kogo innego jak do młodej Weasleyówny.
- Ginny, Ginny, to ja, Hermiona - wyjaśniła przyjaciółce dziewczyna.
- Hermiona? O Boże! Nie poznałam cię.
- No właśnie widzę.
- Może chodźmy gdzieś w bardziej ustronne miejsce, i wtedy mi wszystko wyjaśnisz - była Gryfonka zgodziła się kiwnięciem głowy.

- No, to słucham - powiedziała Ruda, kiedy były pewne, że nikt ich nie znajdzie.
- To nie jest proste, bo widzisz... - zawiesiła głos. - Przenoszę się do Hogwartu...
- To wspaniale! - krzyknęła uradowana Ginny. - Tak bardzo tęskniłam!
- Wiem, ale to nie wszystko - odsunęła od siebie lekko przyjaciółkę. - Ja nie powiedziałam wam wszystkiego wtedy w tej kawiarni dwa lata temu...
- Nom, na przykład kim są twoi rodzice...
- Właśnie, tak więc... Moimi rodzicami są Sylvia i Tom Riddle'owie.
Do Ginny jakby przez chwilę nie docierały jej słowa, ale już po kilku sekundach odskoczyła przestraszona.
- Nie, nie, nie... - szeptała.
- Ginny...
Ruda podbiegła do niej i przytuliła się mocno, takiej reakcji Hermiona się nie spodziewała.
- Nie, nie! - łkała Ginny. - Proszę, nie zostawiaj mnie, tyle się działo...
- Nie mam zamiaru cię zostawiać, dalej będziemy przyjaciółkami... oczywiście jeśli ty tego chcesz...
Dziewczyna spojrzała brązowowłosej w oczy.
- Nie zniosłabym, gdyby przez głupiego Voldemorta rozpadła się nasza przyjaźń. Nieważne, kogo będziesz córką i co zrobisz, zawsze będzie moją przyjaciółką.
- A ja nie zniosłabym, gdybyś mnie odtrąciła.
Roześmiały się razem i wyszły na peron.
- Hermiona! - była Gryfonka usłyszała krzyk swojej siostry i po chwili szatynka wyłoniła się z tłumu.
- Her... o, cześć... - powiedziała nieśmiało, gdy zobaczyła Ginny.
- Gin, poznaj moją kochaną siostrzyczkę, Pansy. - powiedziała ironicznie.
- Co? - rudowłosa wydawała się nieźle skonfundowana.
- Później ci wyjaśnię. O co chodzi? - zwróciła się do siostry.
- Chciałam się zapytać, czy usiądziesz z nami w przedziale?
- Nie, muszę opowiedzieć wszystko Ginny.
- Okej - odpowiedziała Pansy i zniknęła w tłumie.
- Mam iść po chłopaków? - zapytała nagle Ruda.
- Na razie wolę nie, najpierw objaśnię jakoś tobie to wszystko, a później zabiorę się za wyjaśnianie tego im.
Po tych słowach wsiadły do pociągu i wybrały wolny przedział.


- No nie gadaj! - krzyknęła przejęta Ginny po około dwóch godzinach jazdy. - Na serio?
- Serio, serio. - Hermiona włożyła sobie do ust jeszcze jedną czekoladową żabę.
- Wow, to musiało być... - nie dokończyła, ponieważ drzwi do przedziału gwałtownie się otworzyły i stanęli w nich Harry i Ron.
- Ginny! Gdzieś ty była?! Szukaliśmy cię przez całą drogę! - dopiero w tym momencie rozzłoszczony do granic możliwości Ron spostrzegł Hermionę. - Kto to? - burknął spoglądając na brązowowłosą nieprzychylnie.
- Czekaj, ja cię skądś znam... Krukonka?- do rozmowy włączył się Harry. Hermiona pokręciła głową.
- Nie, nie poznajecie mnie? To ja, Hermiona! - wykrzyknęła i razem z Ginny zaczęły się śmiać, ale po chwili ich radość całkowicie prysła.
- Nie mówiłaś, że przyjeżdżasz!- oskarżył ją Ron.
- Wow, Hermiona, wyglądasz świetnie, tak się stęskniłem! - za to Harry wydawał się w siódmym niebie.
- Słuchajcie, jest coś, o czym powinniście wiedzieć... - nadeszła chwila prawdy, teraz albo nigdy...


***


W przedziale Ślizgonów było tego razu mniej zabawnie niż zawsze. Wszyscy siedzieli w milczeniu zajmując się swoimi sprawami. Nikt nie żartował, nie śmiał się...
- Ciekawe, co robi Hermiona... - westchnęła w pewnej chwili Pansy.
- Pewnie siedzi z Weasleyówną i tłumaczy jej wszystko od a do z - Blaise westchnął.
- Nudno mi! - poskarżył się jak małe dziecko Derek.
- Mi też. - westchnął Draco leżący na kolanach Pansy. - Idę się przejść. - zawyrokował w końcu.
- Idę z tobą! - wykrzyknął Derek i wypadł za nim z przedziału.
Szli korytarzem, gdy nagle w przedziale na końcu korytarza trzasnęły drzwi i wyleciał przez nie nie kto inny jak cały czerwony na twarzy Weasley. Minął Draco nie zaszczycając go nawet spojrzeniem, a blondyn nie miał ochoty mu tego teraz przypominać. Po chwili z tego samego przedziału wyszedł z równie zaciętą miną Potter. Spojrzał na Dracona, a potem na Dereka i poszedł dalej. Zdziwieni chłopcy popatrzyli po sobie i wpadli do przedziału. Dokładnie wiedzieli, kto w nim siedzi...

_________________________________________________________________________________
Witam!
Dzisiaj wstawiam rozdział, sprzed tygodnia. Sorry, że tak długo, ale tydzień temu byłam nad morzem :) Mam nadzieję, że notka się spodoba. Cytat wybrała mi Promienista. Z okazji przerwy świątecznej, życzę wam, abyście wypoczęli, mieli wesołe święta i nie musieli myśleć o szkole XD.


hairy 




sobota, 6 grudnia 2014

Rozdział VI

"Jeśli się zmienisz, nawet jeśli ta zmiana nie będzie dotyczyła twojego charakteru, ludzie nie będą postrzegali już ciebie jak dawniej..."
__________________________________________________________________________

Hermiona chodziła tam i z powrotem. Dlaczego ci cholerni ludzie nie są punktualni?! Nagle w pokoju rozległo się ciche pyknięcie i w kominku ukazała się głowa Nataliji.
- Pisałaś, stało się coś? Z chłopakami myśleliśmy, że już dzisiaj będziesz z nami.
- Plany się zmieniły... przenoszę się do Hogwartu - wywaliła z siebie Hermiona. Nastała niepokojąca cisza. Obie dziewczyny przyglądały się sobie badawczo. W końcu pierwsza z nich się odezwała.
- Blefujesz! - wykrzyknęła i zaczęła się śmiać histerycznie. Hermiona zachowała jednak kamienną twarz.
- Kto jak kto, ale ty powinnaś najlepiej wiedzieć, że nie kłamię. - Tak bardzo nie chciała sprawiać im bólu, w końcu byli jej przyjaciółmi, ale tak się chyba złożyło, że przez ostatnie lata tylko wszystkich krzywdziła...
- Nie, nie, nie...
- To nie miało tak być, tylko... - brązowowłosa zawiesiła głos. - Czuję, że to jest właściwe.
- Cóż, ty zawsze byłaś najpotężniejsza z nas wszystkich... - wzięła głęboki oddech. - Byłaś przywódcą naszej grupy.
- Dziękuję. - wyszeptała cicho Miona. - Wiedziałam, że zrozumiecie.
- Nie mów hop, póki nie przeskoczysz! Pamiętaj, że muszę powiedzieć chłopakom. Myślę, że nie będą uradowani, a zwłaszcza Nathan.
- O Boże, cały czas łamię tylko serca!
- Uspokój się już. Tak czy inaczej, nie myśl, że się nas pozbędziesz. Przyjedziemy na pewno na ferie w takim razie! - zawołała ze śmiechem dziewczyna.
- Nie mów tak, bo czuję się winna!
- No bo jesteś! - obie wybuchnęły szczerym śmiechem
- Zawsze umiesz mnie rozśmieszyć. Przyjeżdżajcie kiedy chcecie, możecie się nawet przenieść do Hogwartu.
- Dobra, dosyć tego dobrego, muszę już kończyć - pożegnały się i głowa Nataliji znikła w kominku.
Hermiona uśmiechnęła się sama do siebie. Wstała z klęczek i przebrała się. Nie miała już siły na nic, lecz jak na złość, ktoś zapukał do jej drzwi. Wywróciła oczami i krzyknęła:
- Proszę! - rozległo się ciche skrzypnięcie i dało się słyszeć głos jej taty.
- Witaj, kochanie.
- Hej. - odparła od niechcenia dziewczyna i obróciła się w stronę rodziców.
- Zastanowiłaś się już?
- Och, tak, zastanowiłam się... - nastała cisza.
- I? - pośpieszał ją Lord.
- I jadę do Hogwartu - brązowowłosa nie mogła tego dalej dusić w sobie.
- Zobaczysz, nie będzie tak źle... - mama przytuliła ją.
- Wiem, tylko... martwię się, jak przyjmą to wszyscy inni... tak dawno ich nie widziałam...
- I mówisz to ty - największy postrach w Durmstrangu? - Lord zaśmiał się. - Myślę, że jednak dasz sobie radę - stwierdził z ironią, za co został szturchnięty w bok przez córkę.
- Nie będziemy ci już przeszkadzać. Dobranoc. - powiedziała mama i wyszli.
Kiedy zamknęli za sobą drzwi, Hermiona rzuciła się na łóżko. Nie minęło kilka minut, a zasnęła ze zmęczenia.


Następnego ranka Hermiona wstała bardzo wcześnie i postanowiła pobiegać. Ubrała się i uczesała, po czym udała się do lasu niedaleko domu. Nie miała zegarka, tak więc biegała aż do całkowitego zmęczenia. Kiedy takowe już ją dopadło, zawróciła w stronę Riddle Manor. Wpadła do jadalni nie zdając sobie sprawy, że tam od pół godziny trwa już śniadanie, ani, że będzie tam aż tyle osób... Ale nie dała po sobie poznać, że zauważyła ich pełne niedowierzania spojrzenia. Lecz kiedy cisza w sali zaczęła się przedłużać powiedziała,
- Ale byłam spragniona! Ubiorę się i zaraz zejdę - dopiero teraz zauważyła błyski w oczach co niektórych Śmierciożerców, które wcale jej się nie spodobały, toteż jak najszybciej wyszła z jadalni. Zgoda, nie była źle zbudowana, ale przecież nie była też jakąś modelką, no sorry bardzo. W drzwiach wpadła na jakichś dwóch mężczyzn, ale nawet na nich nie spojrzała, tylko pobiegła dalej.

***

Diabeł i Draco szli na śniadanie do jadalni w Riddle Manor. Dzisiaj rano tu przyjechali, ale nie spotkali jeszcze ani Dereka ani Pansy.
- Mówię ci, Pansy na pewno jest w swoim pokoju i znowu płacze za Hermioną - powtarzał znowu Blaise, ale Draco go nie słuchał, wciąż wpatrywał się w oddalającą się korytarzem dziewczynę, która przed chwilą na nich wpadła. - Hallo! Ziemia do Smoka! - dopiero teraz do młodego dziedzica dotarły słowa przyjaciela.
- Co? - zapytał niezbyt inteligentnie.
- Niech zgadnę, w ogóle mnie nie słuchałeś? - w tej chwili weszli do jadalni i zajęli miejsca.
- Muszę później znaleźć tę dziewczynę, która na nas wpadła... Chyba była całkiem, całkiem... - na słowa chłopaka, Zabini wywrócił teatralnie oczami.
- Dałbyś sobie spokój, ja mówię o naszej najlepszej przyjaciółce, a ty uganiasz się za jakąś dziewczyną!
- Dobra, dobra... Zajmij się już lepiej jedzeniem - spławił przyjaciela blondyn.

Nie minęło dziesięć minut, a do sali weszła Hermiona. Tym razem ubrana w bardziej... odpowiednie rzeczy.
Niektórzy podnieśli zaciekawione spojrzenia, w tym  Draco i Blaise, ale nie rozpoznali dziewczyny. Ta przywitała się z rodzicami i usiadła koło Dereka.
- Skądś ją kojarzę... - mruknął Draco.
- Ja też, ale nie mogę sobie przypomnieć skąd... może Derek nam ją pokazywał wcześniej, wyglądają na parę - Diabeł przyglądał się obojgu ludzi i coraz bardziej był pewny, że ta dziewczyna, musi być dziewczyną Dereka.
- Ta... może... - Malfoy nie był przekonany do teorii przyjaciela, przecież takiej dziewczyny się nie zapomina! Ale skądś musiał ją znać...
Z zamyślań, obu chłopaków wyrwał dopiero głos Voldemorta.
- Zaraz będzie wygłaszał jakąś mowę, idziemy? - zapytał z nadzieją w głosie blondyn.
- Zdecydowanie!
Oboje wstali i wyszli pośpiesznie.
Tymczasem Czarny Pan również wstał. Rozłożył ręce w geście powitalnym i rzekł,
- Moi drodzy, dziękuję, że wszyscy przyjechaliście wcześniej... Mam dla was nowinę. - odczekał chwilę, po czym dodał: - Nie będziemy się już ukrywać, czas zacząć działać! - odczekał, aż pełne radości i triumfu okrzyki ucichły i dodał: - Ponadto, moja córka Hermiona - wskazał ręką na dziewczynę - przenosi się znów do Hogwartu, tak więc jutro wieczorem odbędzie się bal powitalny!
Hermiona zbladła i spojrzała na Lorda. No pięknie, tylko tego jej brakowało.
Salę znowu wypełniły okrzyki radości i gratulacje. Na stołach pojawiły się kieliszki i wino, ale Hermiona, Derek i Pansy wyszli z sali.
- Chodźcie, poszukamy chłopaków! - zawołał ich brat i wybiegł przed nie.
Szły w ciszy, każda pogrążona we własnych myślach.
- Zazdroszczę ci takiej sylwetki - walnęła nagle prosto z mostu Pansy.
- Proszę? - zapytała Hermiona z nieukrywanym rozbawieniem.
- To co słyszałaś! - Pansy również zaczęła się śmiać. - Kurde, dziewczyno, czasami wydaje mi się, że jesteś trochę upośledzona!
Śmiały się jak wariatki, ale nie długo, bo Hermiona nagle zdała sobie sprawę z tego, kogo szukają. Stanęła i obróciła się twarzą do Pansy.
- To chyba nienajlepszy pomysł, abym szła z wami - wypaliła. - Co najmniej nie mam ochoty oglądać Malfoya - dodała z nieukrywaną złośliwością.
- No co ty, chcę zobaczyć ich miny jak się dowiedzą, że się przenosisz! - i pociągnęła siostrę w głąb korytarza.
- Ale ja nie mówiłam, że zostaję!
Stanęły przed drzwiami, prowadzącymi do sypialni chłopców. Pansy obróciła się do brązowowłosej twarzą i przyjrzała się jej bacznie.
- Zostajesz. - stwierdziła. - Po pierwsze, nie protestowałaś na nasz dzisiejszy wypad nad jezioro, a gdybyś wyjeżdżała, na pewno byś się nie zgodziła, a po drugie, wciąż tu jesteś, a tak to na pewno byłabyś już w drodze do Durmstrangu - szatynka pchnęła drzwi i wprowadziła zdumioną dziewczynę do środka.
Od razu przywitały ich okrzyki radości i gwar rozmowy.
- Cześć Pan, jak tam u ciebie? - zapytał Draco, lecz od razu zobaczył Hermionę. - O, ciebie nie miałem jeszcze zaszczytu poznać, jestem Draco Malfoy - i wyciągnął do niej rękę, na co obie dziewczyny wybuchły śmiechem, Pansy miała rację, nie poznał jej!
Zdekoncentrowany chłopak cofnął rękę i spojrzał na Hermionę i Pansy jak na wariatki.
- Smoku, naprawdę jej nie poznałeś? - obie krztusiły się ze śmiechu.
- Że co? - chłopak czuł się zagubiony. O co tym jędzom chodzi?!
- Czekaj, czekaj... - Blaise zmrużył oczy, po czym rozszerzył je ze zdziwienia. - Hermiona!
- Hej. - zdołała wykrztusić dziewczyna wciąż tarzając się ze śmiechu.
- Granger! - wymamrotał Draco, wciąż nie mogąc pojąć, że to jest ona.
- Riddle, pacanie! - pouczyła go dziewczyna, po czym stopniowo przestała się śmiać. - To ja już może pójdę, za godzinę przy drzwiach wyjściowych. - rzuciła do Pansy i zanim ktokolwiek mógł zareagować wyszła z pokoju.
- Wow. - wyrwało się Blaise'owi. - A o co chodzi z tym za godzinę przy drzwiach?
- Idziemy nad jezioro, tutaj niedaleko, idziecie z nami?
- Jasne.
- Czekaj, czekaj, jednego nie rozumiem, dlaczego... Riddle... jeszcze tu jest, to znaczy, nie powinna już być w Durmstrangu?
- Och, właśnie, nie wiecie najlepszego. Hermiona przenosi się do Hogwartu! - zawołała Pan cała rozpromieniona. Na początku była cisza, lecz po chwili rozległ się okrzyk uciechy.
Siedzieli jeszcze chwilę rozmawiając, ale po pół godziny Pansy również poszła się przygotowywać do wyjścia, a niedługo po niej wyszedł również Derek. Kiedy Draco i Blaise zostali sami w pokoju zapanowała grobowa cisza, a oni zaczęli się pakować. Nagle milczenie przerwał Draco.
- Zmieniła się - wyszeptał
- Co? - zapytał niezbyt mądrze Diabeł.
- Riddle. Zmieniła się, nie poznałem jej...
- No, ja też, ale skądś wiedziałem, że już ją widziałem...
Po tym zdaniu Blaise wstał i poszedł do łazienki zostawiając oniemiałego blondyna całkiem samego.
Chłopak wstał i zaczął pakować ręczniki do torby. Nie musiał się martwić o zdobycie jedzenia, bo wiedział, że tym zajmie się Derek. Kiedy zostało im pięć minut, wyszli z pokoju i udali się do wielkich brzozowych drzwi wejściowych. Po drodze spotkali miło gawędzących Pansy i Dereka. Kiedy doszli do wyjścia zobaczyli Hermionę czytającą książkę. Derek pokazał im, aby byli cicho a sam podszedł do siostry i bez ostrzeżenia chwycił ją na ręce. Pisnęła zaskoczona, a książka wypadła jej z ręki.
- Już dobrze, to tylko ja - uśmiechnął się do zdezorientowanej siostry.
- Och, ale mnie wystraszyłeś! - zamyśliła się. - W sumie to teraz możesz mnie nieść - i położyła głowę na jego ramieniu. Chłopak westchnął przeciągle, ale nic nie powiedział. Ruszyli przed siebie. Po około sześciu minutach doszli do wielkiego jeziora otoczonego plażą. Chłopcy i Pansy prawie od razu wskoczyli do wody, a Hermiona usiadła na pomoście i zagłębiła się w książkę.
- No co ty, Hermiona, wskakuj do wody! - usłyszała głos swojego brata, ale rzuciła mu tylko spojrzenie w stylu "no chyba nie" i znowu zaczęła czytać. I to był jej błąd, bo nie minęła minuta, a czyjeś ręce zacisnęły się na jej nogach i wciągnęły do wody. Przez chwilę dziewczyna szamotała się nie mogąc ogarnąć sytuacji, ale po chwili unosiła się już bezpiecznie na powierzchni. Wściekłość ustępowała miejsca rozbawieniu. Rzuciła bratu mordercze spojrzenie i chlusnęła go wodą. Zaskoczona poczuła, że czyjeś silne ręce oplatają ją w tali i za chwilę znowu była pod wodą. Obróciła się i zobaczyła uśmiechniętą twarz Malfoya. Tak rozpoczęła się bitwa wodna. Ciskali w siebie wodą i podtapiali. Kiedy zaczęło robić się ciemno, wyszli na brzeg i rozpalili ognisko.
- Za Hermionę, moją małą siostrzyczkę! - Derek wyszczerzył się do siostry i uniósł butelkę z piwem kremowym, na co dziewczyna rzuciła mu mordercze spojrzenie.
- Bez ciebie w Hogwarcie było bardzo... dziwnie - wyznał Blaise. Potem Pansy, Derek i Diabeł pogrążyli się w rozmowie o szkole, a Draco wpatrywał się w ogień myśląc o swoich sprawach.
Brązowowłosa rozglądnęła się po wszystkich i wypiła łyk Ognistej.
- Cieszysz się, że się przenosisz? - usłyszała głos Malfoya obok siebie.
- Taaaak... - odparła niepewnie, nigdy nie rozmawiała z blondynem jak "równy z równym". - Myślę, ... że tak.
- Jak było w Durmstrangu? - była Gryfonka zamrugała kilka razy i spojrzała zaskoczona na blondyna.
- No wiesz... fajnie, miałam przyjaciół i w ogóle... nauczyłam się wielu rzeczy... - Dracona jak grom z jasnego nieba uderzył fakt, że Hermiona w Durmstrangu czuła się dobrze. Nie tęskniła za nikim, prowadziła normalne życie i nawet miała przyjaciół... Całkiem inaczej sobie wyobrażał jej życie poza murami Hogwartu - samotną osóbkę przemierzającą liczne korytarze wielkiej szkoły i z wyczekiwaniem w oczach czekającą na dzień, w którym wróci w rodzinne strony. A tymczasem, przez te kilka minut kiedy patrzył na nią w blasku ogniska, wydawała się taka... potężna, przywódcza... Biła od niej jakby poświata. To nie była ta sama osoba, którą pamiętał z Hogwartu. Może przez swoje wyobrażenia jej nie poznał...
- To chyba dobrze.
Hermiona patrzyła na niego wyczekująco, ale Draco tylko odwrócił wzrok do ogniska i powiedział:
- Już jutro szkoła, powiedziałaś już IM kim jesteś?
- Co masz na myśli? - dziewczyna czuła się zdezorientowana.
- No, czy powiedziałaś swoim "przyjaciołom" czyją jesteś córką?
W Hermionie zagotowała się krew, jakim prawem on śmie oceniać ją i jej przyjaciół?!!!
- Czy ty coś insynuujesz?!
- Ja... skąd...
- W ogóle dlaczego ja z tobą  rozmawiam?! - dziewczynie zaczęły puszczać nerwy, on się w ogóle nie zmienił, on się NIGDY nie zmieni. Odwróciła od niego wzrok i pociągnęła następny łyk Ognistej. Nie wiedziała dlaczego poczuła się urażona, na dobrą sprawę Malfoy nie powiedział niczego, za co mogłaby się tak poczuć...
Po kilku minutach usłyszeli pełen entuzjazmu głos Pansy.
- Nie wiem jak wy, ale ja myślę, że trzeba się zbierać - wszyscy zgodzili się z tym stwierdzeniem i zaczęli się rozglądać za swoimi rzeczami. Szli zaśmiewając się z żartów Diabła i potykając się w mroku o siebie nawzajem. Hermionę dogoniła Pansy i przytuliła ją. Zdezorientowana dziewczyna odwzajemniła uścisk.
- Tak się cieszę!
- Pan, to nic wielkiego.
- E tam! Już po jutrze do szkoły, wszyscy będziemy w końcu razem - roześmiali się jeszcze raz i weszli do Riddle Manor.


Rano Hermiona obudziła się z wielkim bólem głowy. Wstała z łóżka i powoli przeszła do komody stojącej po przeciwległej ścianie. Kiedy w końcu dopadła mebel, wyciągnęła z niego małą fiolkę z fioletowawym płynem. Wypiła zawartość buteleczki jednym łykiem, ale to tylko zmniejszyło ból głowy. Zamruczała pod nosem coś o tym, że w wolnej chwili musi sporządzić jakiś silniejszy eliksir na kaca i zaczęła się ubierać. Kiedy była już gotowa, wyczarowała kubeł zimnej wody, po czym włożyła do niego głowę. Od razu poczuła przypływ energii i chociaż dalej czuła się raczej kiepsko, przynajmniej kontaktowała. Wysuszyła się jednym zaklęciem i ruszyła do pokoju Pansy. Jak się okazało, siedzieli tam również chłopcy. Cała czwórka, łącznie z Pan wyglądała raczej kiepsko.
- Wow, Hermiona, wyglądasz... dobrze. Na pewno lepiej niż my, a na pewno wypiłaś więcej niż choćby Smok! - wykrzyknął oburzony Derek.
- W Durmstrangu nie nabyłam tylko wiedzy magicznej, ale też mocną głowę do alkoholu - dziewczyna roześmiała się. - No, a teraz... - wyczarowała cztery pełne kubełki wody. - Włóżcie głowy.
Zerknęli na nią niepewnie, ale wykonali polecenie. Kilka minut później wszyscy stali już gotowi do wymarszu do jadalni.
- Skąd znasz taki... patent? - zapytał ciekawy Blaise.
- Tak jak już mówiłam, z Durmstrangu. Tam imprezy były co drugi dzień i jakoś trzeba było się po nich ogarnąć, żeby pójść na lekcje. A poza tym, jeśli którykolwiek nauczyciel przyłapał cię, że nie jesteś... do końca trzeźwy, robiłeś tyle pompek, dopóki nie zemdlałeś ze zmęczenia.
W tej chwili weszli do jadalni i rozeszli się do swoich miejsc. Nie było tu wielu ludzi, kilku Śmierciożerców, nikt więcej.
- Tak, ona na serio się zmieniła - wyszeptał Blaise do Draco kiedy doszli do swoich krzeseł.


***

Hermiona zniecierpliwiona siedziała i wpatrywała się w kartkę pergaminu. Siedziała tutaj od kiedy przyszła ze śniadania, czyli... zerknęła na zegarek... od godziny. Potarła ręką skronie i jeszcze raz wlepiła wzrok w papier, przecież musi coś napisać! Wstała od biurka i podeszła do barku, aby nalać sobie Ognistej, po czym znowu zasiadła przed pergaminem. No pięknie, nie umie nic wymyślić, kiedy jej jest to najbardziej potrzebne. Spojrzała w okno i napisała najprościej jak tylko się dało,


Droga Ginny!
Nie wiem czy to najlepszy pomysł, ale chciałabym z tobą porozmawiać jutro na King's Cross. Jeśli się zgadzasz, odpowiedź prześlij mi zwrotną sową.

Hermiona

PS Jeśli byś mogła, nikomu o tym nie mów. Chciałabym porozmawiać tylko z tobą.


Jeszcze raz przeczytała list i przywiązała go do nóżki zniecierpliwionej sowy.


________________________________________________________________________


Hejka,

Sorry, że wczoraj nie pojawił się rozdział, ale byłam na wycieczce i nie dałam rady. Tak więc, dzisiaj rano pomyślałam sobie, że skoro nie przygotowałam wam żadnej miniaturki na Mikołaja, w takim razie wstawię wczorajszą notkę. Mam nadzieję, że będzie się wam podobać, osobiście nie jestem nią zachwycona, ale mówi się trudno. Tak więc do następnego rozdziału i wesołych Mikołajków!


hairy

PS Następny rozdział za dwa tygodnie w piątek.