piątek, 31 października 2014

Rozdział III


 Rozdział III

"Zgubiłam się szukając siebie."  _______________________________________________________________________________


- Uważaj Riddle, bo się doigrasz - syknął Snape.

- Mam się zacząć bać? - zapytała ironicznie Hermiona, po czym wstała i wyszła z jadalni uśmiechając się złośliwie. Nie poszła do pokoju, postanowiła się przejść po ogrodzie. Zawsze kochała rośliny, a te były wyjątkowo piękne.
Zaczęła wędrować pomiędzy klombami, lecz po dziesięciu minutach nie zwracała już uwagi na piękno przyrody. Znowu rozmyślała, ostatnimi czasy zdarzało jej się to bardzo często. Przecież jej dotychczasowy ład i porządek życia właśnie poszedł się bujać! Z zamyślań wyrwał ją głos Malfoy'a - zimny i pełen pogardy; tak dobrze go znała po tych wszystkich latach zaczepek i drwin. Za nim szedł wysoki brunet, Blaise Zabini. Znała go tylko z widzenia, nigdy jej nie zaczepiał, nie rzucał w nią obelgami, tak naprawdę chyba nigdy nie zdarzyło jej się z nim rozmawiać... No może poza tym jednym razem... Dziewczyna mimowolnie uśmiechnęła się na to wspomnienie. Tak czy inaczej, tylko tego jej brakowało, dwóch nieznośnych Ślizgonów. Westchnęła i próbowała ich wyminąć, ale nie udało jej się.
- No, no, Granger witamy w skromnych progach - zadrwił Malfoy.
- Nie "Granger", pacanie, tylko Riddle, ale nie martw się, wiem, że masz spowolnioną pracę mózgu, a tak w ogóle to jest mój dom - Draco aż zazgrzytał zębami, na co dziewczyna uśmiechnęła się.
- Zgaszony - podsumował Blaise. - Jak tam ci życie mija? - zapytał Hermionę.
- Burzowo - odparła bez entuzjazmu.
Mimowolnie zadrżała. Był wieczór i robiło się chłodno.
- Jak chcesz to dam ci moją marynarkę - odparł Draco widząc, że Hermionie jest chłodno. Ta tylko spiorunowała go wzrokiem i podeszła do niego tak blisko, że ich nosy się stykały.
- Nawet mi się nie podlizuj, Malfoy - syknęła. - Między nami nic się nie zmieniło, ty dalej jesteś chamskim i bezczelnym arystokratą, a ja jestem tą samą dziewczyną, co jeszcze dwa miesiące temu! - wysyczała mu w twarz i już miała odejść, gdy chłopak się zreflektował. Miał dość aroganckiej Gryfonki, chciał sprawić jej przykrość.
- Nie, to nie, chciałem być tylko miły, ciekawe co powiedzą twoi "przyjaciele", gdy dowiedzą się, kim jest twój tatuś... - stanęła, ale nie odwróciła się.
- NIE dowiedzą się - pierwsze słowo zaakcentowała.
- A gdyby coś mi się przez przypadek wymsknęło... - zaczął Dracon, ale nie dokończył; dziewczyna mu na to nie pozwoliła.
- Nie wymsknie ci się, no chyba, że chcesz mieć na pieńku z moim ojcem - obróciła się i spojrzała młodemu dziedzicowi prosto w oczy. - Nie po to przenoszę się do Dumstrangu, aby tobie się coś wymsknęło! - nie wierzył w to, co usłyszał, wytrzeszczył oczy, a jego szczęka walała się teraz gdzieś pod jego stopami. Ale Hermiona już zniknęła. Spojrzał pytająco na Blaise'a, ale jego mina mówiła jednoznacznie. Draco nie przesłyszał się...

***

Hermiona biegła gnana sprzecznymi uczuciami. Sama dalej nie wierzyła w to, co powiedziała Malfoy'owi. Wpadła do pokoju i usiadła przy biurku. Miała już w głowie gotowy plan. Wyjęła kawałek pergaminu i zaczęła pisać.

Droga Ginny,
U mnie wszystko w porządku... Albo raczej nie wszystko, prawie nic nie jest w porządku, choć w zasadzie jest. Nie umiem tego wyjaśnić w liście. Czy moglibyśmy się spotkać: ja, ty, Ron i Harry jutro o 12.00 na Pokątnej? Bardzo mi na tym zależy, wszystko bym Wam na spokojnie wyjaśniła. Strasznie tęsknię. 
Pozdrów ode mnie chłopaków,
Hermiona

Zwinęła list i przyczepiła do nóżki płomykówki. Stała przy oknie, dopóki ptak nie zniknął jej z pola widzenia. To był naprawdę stresujący dzień, ale niestety jeszcze się nie skończył, nie dla Hermiony.
Dziewczyna postanowiła, że weźmie kąpiel, a później dokończy realizowanie swojego planu. Zabrała rzeczy na przebranie i weszła do łazienki. Już po chwili krople wody spływały po jej ciele. 
Gdy skończyła kąpiel, ubrała się i wyszła z pokoju, skierowała się do gabinetu swojego ojca. Nawet nie zapukała, tylko jak burza wpadła do pomieszczenia. Przy biurku siedział jej ojciec i rozmawiał ze stojącym na przeciwko Yaxley'em. Gdy weszła, rozmowa ucichła, a Śmierciożerca ukłonił się jej.
- Nie płaszcz się przede mną - warknęła poirytowana. Spojrzał na nią pytająco.
- Zostaw nas samych - odparł Lord zimnym jak lód głosem.
- Ale... - zaczął, ale nie dane mu było skończyć
- Kurde, no - wrzasnęła. - Głuchy jesteś? Wynocha! - spojrzał ciekawie na Hermionę, skłonił się jeszcze raz, co wywołało u dziewczyny kolejny napad szału i pośpiesznie wyszedł.
- Co się stało, kochanie? - głos taty był cieplejszy niż choćby przed chwilą. Dziewczyna na jego dźwięk uspokoiła się.
- Chcę już jutro wieczorem być w Dumstrangu - oznajmiła cichym, acz stanowczym głosem. Wiedziała, że tam w szkole można być nawet na wakacjach, zupełnie inaczej niż w Hogwarcie.
- A nie chciałabyś zostać jeszcze tutaj, ze mną i mamą? Dopiero się poznaliśmy.
- Chciałabym, ale nie chcę się karmić złudną nadzieją na powrót do Hogwartu, a z resztą będę przyjeżdżać na wakacje i ferie, będziemy mieli jeszcze mnóstwo czasu dla siebie.
Lord westchnął niezdecydowany, ale gdy napotkał patrzące na niego z takim uporem brązowe tęczówki uśmiechnął się i rzekł:
- Niech ci będzie, jutro wieczorem wyruszysz do szkoły.
- Dziękuję - podeszła do niego i przytuliła się. Pocałował ją lekko we włosy.
- Kocham cię - wyszeptała.
- Ja ciebie też...
***

Ginny nie wiedziała co ze sobą począć, cały czas czekała na list od Hermiony. Po raz setny czytała tą samą stronę książki, ale dalej nie wiedziała. jaka jest jej treść. Nie umiała się na niczym skupić. Nudziła się w Norze, pośród samych chłopaków - nie licząc oczywiście mamy i Fleur - ale z nimi nie miała i tak nic do robienia. W końcu zamknęła książkę nie widząc najmniejszego sensu w dalszej lekturze. Ze zniecierpliwieniem czekała na rozpoczęcie roku szkolnego. W końcu zobaczy przyjaciółkę i wyściska ją za wszystkie dni rozłąki. Jak ona bardzo za nią tęskniła! Hermiona zawsze umiała jej poradzić, pocieszyć ją. Ich przyjaźń przetrwałaby wszystko, nawet samego Voldemorta! Na myśl o tym roześmiała się, nie wiedziała jak bliska była prawdy. Nagle usłyszała ciche pukanie w szybę. Spojrzała w tamtą stronę i zobaczyła sowę. Podeszła do okna i otworzyła ptakowi. Ten wyciągnął w jej stronę nóżkę z przyczepionym do niej listem. Odwiązała go ostrożnie i zaczęła czytać. W miarę lektury coraz większe ogarniało ją szczęście. Dała ptakowi ziaren i wody, po czym wybiegła z pokoju i wleciała do sypialni obok. Ron i Harry spojrzeli na nią jak na obłąkaną. Obaj siedzieli na łóżku Rona i grali w jakąś grę.
- Hermiona napisała - odparła uradowana dziewczyna. - Chce się spotkać!


***

- Myślisz, że mówi serio? - Draco i Blaise siedzieli w swojej sypialni pogrążeni rozmową.
- Obawiam się, że tak - brunet pokręcił głową. - Trochę będzie bez niej smutno.
- Wyobrażasz sobie Świętą Trójcę w składzie dwuosobowym?
- Fakt, zawsze był Święty Potter, Wieprzlej i Granger... W sumie to co cię tak nagle ruszyło?
- No, nie będę mógł jej wyzywać od szlam, kłócić się, w sumie z tej ich paczki zawsze najbardziej zwracałem uwagę na nią, było się z czego pośmiać!
- Brak ciągle uniesionej w górę ręki Hermiony... - Diabeł dalej wyliczał.
- Hej, a od kiedy mówisz jej po imieniu?
- No w sumie nie jest taka zła, nigdy mi nie przeszkadzała, nawet gdy była no wiesz... nieczystej krwi - chłopak nigdy nie patrzył na ludzi kategoriami krwi, nie nazwałby nikogo nigdy "szlamą", a zwłaszcza dziewczyny... A Hermiony to już w ogóle. Nie był od niej w NICZYM lepszy.
- Stary, szlamy to szlamy i nie zmienisz tego - Draco rozsiadł się wygodnie w fotelu.
- Być może - odparł ze spokojem jego przyjaciel. - A powiedziałbyś teraz to samo do Hermiony?
- To byłoby samobójstwo! - stwierdził Draco z lękiem w głosie.
- No patrz! - stwierdził ironicznie Blaise. - A dziewczyna, którą przez całe życie nazywałeś per szlamo i traktowałeś gorzej niż własne skrzaty domowe, właśnie ma czystszą krew niż ty! O ironio!
- Nawet mi nie przypominaj - warknął blondyn.
- To chyba znaczy - ciągnął jego towarzysz nie zwracając na niego uwagi - że nie wszystkich traktuje się tak, jak na to z pozoru wyglądają.
- Czasami jak się rozgadasz to gorzej niż baba - skomentował Malfoy wypowiedź przyjaciela. Ten na to prychnął i położył się do łóżka. Po mniej niż dziesięciu minutach, Zabini spał już w najlepsze, ale Draco nie mógł. Cały czas myślał o Granger... To znaczy Riddle. Czy wszystko, co powiedział dzisiejszego wieczora było szczere i zgodne z jego uczuciami?

***

Hermiona usiadła wygodnie przy biurku i nalała sobie Ognistej. Rozejrzała się po pokoju, była tutaj tylko jeden dzień i już miała wyjeżdżać. Ale nie miała innego wyjścia, nie w tej sytuacji. Westchnęła ciężko, było już późno w nocy, ale dziewczyna nie była zmęczona. Jutro czekała ją próba własnej wytrzymałości. Czy uda jej się zostawić przyjaciół i miejsce, które tak kocha?
No pięknie, znowu myślała nad tym pieprzonym życiem. Wstała z krzesła i powlekła się do łóżka. Jednym machnięciem różdżki zgasiła światło. Leżała, a jej myśli zaczęły wirować wokół pewnego blondyna, który teraz zapewne już smacznie spał. Nawet za nim będzie tęsknić, gdy wyjedzie do Dumstrangu. Za wiecznymi kłótniami, sporami... Chociaż nie jeden raz przez niego płakała... Wiedziała za czym w Malfoy'u na pewno nie będzie tęsknić - za tym, że jest tak chamskim i pieprzonym arystokratą.
Obudziła się i otworzyła oczy. Leżała, nie miała ochoty ani siły, aby wstać. Przypomniał jej się wczorajszy wieczór. Uśmiechnęła się. Gdyby teraz chodziła do Hogwartu, to profesorek by ją zniszczył. Bezwiednie spojrzała na zegarek i poderwała się jak poparzona. Było wpół do jedenastej, a ona ciągle siedzi w łóżku! Pobiegła do garderoby i wyjęła pierwsze lepsze ubranie. Wzięła szybki prysznic i zaczęła ogarniać włosy. Po pół godzinie zeszła na śniadanie. Weszła do sali i rozejrzała się, na szczęście jej ojciec siedział przy stole i rozmawiał szybko z jakimś Śmierciożercą.
- Tato, czy ktoś mógłby mnie zawieść na Pokątną? - zrobiła słodkie oczka. - I nie, nie powiem ci, dlaczego - powiedziała, ponieważ Lord otwierał już usta.
- Dobrze - powiedział powoli. - Malfoy, Dołohow - skinął na siedzących najbliżej Śmierciożerców. Ci podeszli posłusznie. - Zabierzcie Hermionę na Pokątną.
- Świetnie! - zawołała uradowana Gryfonka... Była Gryfonka... - Idziemy!
Po piętnastu minutach jazdy odezwał się Malfoy Senior.
- To co mamy robić?
- Och, poczekajcie na mnie przed Dziurawym Kotłem, nie powinno mi to zająć dużo czasu - spojrzała smutno w okno. - A później musimy jeszcze pojechać przed dom Grangerów.

_________________________________________________________________________________

Wesołego (bądź nie) Halloween!

Jak zauważyliście, bądź nie, pojawił się nowy rozdział. Przepraszam, że tak późno, ale organizowałam dzisiaj zabawę halloweenową dla brata. Mam nadzieję, że rozdział się wam spodobał i ktoś będzie czytał to, co ja tutaj bazgrzę. Miałam wstawić dzisiaj miniaturkę z okazji Halloween, ale nie wyrobiłam się, więc pojawi się ona jak tylko skończę ją pisać. Rozdziały będą się pojawiać co tydzień, przynajmniej na razie. To chyba na tyle, 


Wasza, zawsze do usług,
hairy

PS Wszystkie komentarze mile widziane. :)




niedziela, 26 października 2014

Miniaturka 1

"Rejs w inną stronę"

Hermiona obudziła się cała rozpromieniona. Za trzy dni miała urodziny, a dzisiaj umówiła się z Ginny w klubie. Wstała szybko i zaczęła przekopywać szafę. Ubrała się szybko i poszła do pracy. Chociaż miała samochód, do pracy zawsze chodziła pieszo, był to pewnego rodzaju jej własny sport. Kiedy była już blisko szpitala Św. Munga, zadzwonił jej telefon. Kto mógł do niej dzwonić o tak nieludzkiej porze! Zaczęła grzebać w torebce w poszukiwaniu zguby i to był jej błąd, ponieważ nie patrzyła, gdzie idzie. Chwilę później zderzyła się z osobą idącą z naprzeciwka.
- Bardzo Panią przep... Granger! - o, Boże, nie, to nie mogła być prawda. Hermiona prosiła Boga, aby nie miała racji, ale zbyt dobrze znała ten zimny głos należący do, nikogo innego, jak tylko do...
- Malfoy, uważaj jak łazisz!
- To ja mam uważać?! Ty lepiej patrz gdzie leziesz! - chłopak otrzepał się z niewidzialnego kurzu i odszedł dumnym krokiem. Hermioną wstrząsały spazmy wściekłości i chęci mordu, poprzysiągła sobie, że już nigdy nie zobaczy tego arystokratycznego dupka!
Cały dzień zleciał jej na rozmyślaniu o blond chłopaku i przeklinaniu go, dlatego bardzo się ucieszyła, kiedy usłyszała jak zegar w jej gabinecie wybija siódmą. Zebrała swoje rzeczy i popędziła do domu. Ubrania miała przygotowane od wczoraj wieczorem, więc tylko się przebrała i zrobiła makijaż. Półtorej godziny później szła już z Ginny do klubu. Tak jak zawsze było głośno i gorąco. Usiadły przy najbliższym stoliku i zaczęły rozmawiać.
- Nie uwierzysz, kogo dzisiaj spotkałam - Hermiona postanowiła poruszyć sprawę blond
arystokraty. - Malfoya!
- Masz rację, nie wierzę! Londyn jest taki wielki, a ty musiałaś spotkać właśnie jego?!
- Mi to mówisz, ja tylko szłam do pracy! Dobra, koniec tematu. Tak na marginesie, mam nadzieję, że po jutrze Ron mi się oświadczy - wyznała przyjaciółce Miona.
- I chcesz z nim spędzić resztę życia! Słuchaj, nie zrozum mnie źle, ale ty i mój brat w ogóle do siebie nie pasujecie.
- Ale ja go kocham! - próbowała ją przekonać szatynka. Ginny tylko poklepała ją po policzku i westchnęła.
- Zobacz jaka jesteś ładna, potrzebujesz jakiegoś porządnego faceta, a ty już dwa lata marnujesz się z moim bratem!
Zamawiały kolejne drinki, rozmawiały o kolejnych rzeczach, lecz nie zauważyły, że od pewnego czasu przygląda się im dwóch facetów.
- Ciekawe, czy czarodziejki, czy mugolki - zagadnął jeden z nich o ciemniejszej karnacji.
- Nie wiem, ale mam chęć na tą po prawej - blondyn wskazał na Hermionę. Alkohol szumiał mu w głowie, co mu szkodzi się trochę zabawić...
Ruszył wolnym krokiem w stronę wskazanej wcześniej dziewczyny.



- Zastanawiałem się właśnie, czy mógł... Granger! - dopiero teraz zauważył twarz dziewczyny. Chyba prześladował go pech!
- No nie, znowu ty - dziewczyna wyglądała na znudzoną, choć Malfoy był niczego sobie...
- W sumie, co mi tam, zastanawiałem się właśnie, czy mógłbym postawić ci drinka...
- Czy ty próbujesz prawić mi komplementy?
Chłopak zastanawiał się chwilę nad odpowiedzią, w sumie wojna się już skończyła, a dziewczyna była niczego sobie...
- Tak, to był komplement, tak więc postawię ci drinka, a potem pojedziemy do mojego domu - ostatnie zdanie wyszeptał Hermionie do ucha.
- Dobra, dość tego, wychodzę! - dziewczyna pomimo wypitego alkoholu była na tyle trzeźwa, aby stamtąd wyjść. - Pa Ginny!
- Hermiona, no co ty!- krzyknęła za nią przyjaciółka.
- Dobra może być i tak, jedziemy moim czy twoim samochodem?
- PA!
Dziewczyna wybiegła z klubu i teleportowała się do domu z cichym trzaskiem.
Była sobota, jej urodziny. Specjalnie nie szła dzisiaj do pracy, aby przygotować się na ten wielki wieczór. Nie była podekscytowana samym faktem urodzin, ale tym, że dzisiaj jej chłopak miał się jej oświadczyć. Znowu myślami była przy blondwłosym arystokracie. Choć minęły dwa dni od wydarzenia w klubie, dalej nie mogła o nim zapomnieć. Pieprzony dupek!
O 12.00, kiedy była już gotowa i wyszykowana, udała się do restauracji, gdzie umówiła się z Ronem. Jakież było jej zaskoczenie, kiedy weszła do lokalu i zastała tam wszystkich znajomych.
- Wszystkiego najlepszego, kochanie - ktoś zaszedł ją od tyłu.
- Ron, dziękuję - wyszeptała dziewczyna i pocałowała go.
Cały dzień minął im na zabawie, a kiedy mieli się już zbierać, nadszedł ten moment.
- Kochanie - Hermiona była w siódmym niebie. Ron stał przed nią, trzymając ją za ręce i grzebiąc w kieszeni, zapewne w poszukiwaniu pierścionka. - Chciałbym, abyś uczyniła mi ten zaszczyt i...- dziewczyna wstrzymała oddech, to była jej chwila - i pojechała ze mną w rejs dookoła świata! - chwila oczekiwania minęła. Ron wyjął z kieszeni dwa bilety podróżne. - Nie cieszysz się - stwierdził po chwili fakt.
- Nie, cieszę się i to bardzo, ale myślałam, że mi się oświadczysz... - dziewczyna przykro stwierdziła fakt.
- Zrozum - jej chłopak zaczął wyjaśniać - ja muszę jeszcze pomyśleć nad przyszłością naszego związku, potrzebuję jeszcze trochę czasu, okej?
Hermiona myślała, że się przesłyszała, ON potrzebuje jeszcze trochę czasu?! Wybuchła spazmatycznym śmiechem.
- Tak, jasne, miej tyle czasu, ile chcesz - dalej śmiała się jak wariatka, a Ron patrzył na nią jakby postradała zmysły. - Myśl ile chcesz, o i możesz sobie jechać w ten głupi rejs, ale NIE ZE MNĄ!!!
Wyszła trzaskając drzwiami, zostawiwszy zdumionego chłopaka całkiem samego. Wychodząc, zdążyła jeszcze dostrzec minę Ginny, pełną triumfu. Wiedziała, gdzie chce pójść. Kilka minut później, cała przemoczona wpadła do klubu i od razu wyłapała tę blond czuprynę.
- Hej, ty! - krzyknęła do Malfoy'a, po czym podeszła i namiętnie go pocałowała. - Jedziemy do
ciebie - wyszeptała i pociągnęła go w stronę wyjścia.

* dwa lata później

- Draco, pośpiesz się, zaraz się spóźnimy!
- Dobra, już idę - posłusznie podszedł do Hermiony, aby ta zawiązała mu krawat. - Lubię tę sukienkę... - wymruczał jej do ucha.
- Malfoy, nie teraz, musimy już iść. Czy Mag i Chris są już gotowi? - ale nie otrzymała odpowiedzi. Jej mąż przyparł ją do ściany i pocałował.
- Chociaż jesteś ze mną już dwa lata, dalej nie mogę się na ciebie napatrzeć...
- Kocham cię - wyszeptała Hermiona.


_________________________________________________________________________________

Hejka!

Dzisiaj mam urodziny, dlatego też postanowiłam napisać dla was miniaturkę. Mam nadzieję, że nie jest taka zła, i ktokolwiek zechce ją przeczytać. Nie będę dalej przynudzać, więc do... napisania,

hairy

piątek, 24 października 2014

Taka sobie ankieta...

Hej!
Sorry, że znowu zawracam Wam głowę, ale tak jak jest w tytule, chciałam przeprowadzić małą ankietę (jeśli można to w ogóle nazwać ankietą). Tak więc chciałam się dowiedzieć, które tło bloga bardziej Wam się podoba, stare czy nowe (jeśli nie widzicie nowego tła odświeżcie sobie stronę, mi to pomogło). Odpowiedzi proszę piszcie w komentarzach. Każdy komentarz wezmę pod uwagę i z każdego będę się cieszyć jak małe dziecko z nowej zabawki. ;) Dzięki za uwagę i z góry dziękuję za Wasze opinie,

hairy

Rozdział II

Rozdział II
"Każda zmiana w naszym życiu, niezależnie czy upragniona czy niechciana, przynosi pozytywne skutki, jeśli tylko potrafimy z niej czerpać korzyści."
_________________________________________________________________________________


Obudziła się. "To był tylko zły sen." - pomyślała. Nie chciała otwierać oczu, ale coś podpowiadało jej, że w końcu i tak będzie musiała to zrobić. Tak więc, chcąc nie chcąc, otworzyła najpierw jedno oko, a potem drugie i rozejrzała się ostrożnie. Jak grom z jasnego nieba uderzyło ją to, że nie była w SWOIM pokoju. Podniosła się gwałtownie z łóżka. Nagle usłyszała dźwięk otwieranych drzwi i zapaliło się światło. Stanęli w nich Sylvia i Tom Riddle. 
- Gdzie ja jestem?! - krzyknęła.
Mama usiadła na skraju jej łóżka i zaczęła głaskać ją po włosach. Hermiona jednak odsunęła się od niej. Wciąż w to nie wierzyła. Największy zbrodniarz wszech czasów i kobieta którą widziała pierwszy (no, może drugi raz) na oczy, mieli by być jej rodzicami. To był jakiś paradoks albo wyjątkowo kiepski żart. W oczach rodzicielki zaszkliły się łzy, gdy zobaczyła jak córka się od niej odsuwa. 
- Proszę, wybacz nam. Naprawdę żałujemy, że dowiedziałaś się o swojej tożsamości dopiero teraz - zaczęła - ale zrozum, nie mieliśmy innego wyjścia, cały zakon na ciebie polował. W końcu, gdy miałaś dopiero nie więcej jak trzy lata, James Potter uprowadził cię, a gdy ojciec go znalazł, nie zapanował nad sobą i zabił go. Oczywiście, gdy tylko się z nim rozprawił, przyniósł cię do domu. Zdążyłam cię ukryć u Grangerów tak, aby nikt poza nami nie poznał twojej prawdziwej tożsamości.
Hermiona ukryła twarz w dłoniach i przytuliła się do mamy. Czy to pieprzone życie musi być takie trudne? Lecz nagle zdała sobie sprawę, że chociaż przebywa z tymi ludźmi może niecałą godzinę, czuje się z nimi bezpiecznie... 
- Tęskniliśmy - powiedział Lord.
- I mówisz to ty, największy postrach wśród czarodziei - Hermiona uniosła brew. - A tak w ogóle to chyba wyglądasz trochę inaczej, no wiesz, te czerwone oczy i takie tam... - zawahała się.
- Prawdziwa córeczka tatusia - roześmiał się tato. - To jest mój prawdziwy wygląd, tamto to tylko maska, ale budzi większy respekt - poniósł się chóralny pomruk aprobaty.
- Wiem, że może ci się to nie spodobać, ale razem z ojcem uważamy... - tu zawiesiła głos - że nie możesz uczęszczać do Hogwartu - Sylvia spojrzała na córkę, której odjęło mowę. Jak to przenieść?! Gdzie?! Kolejny nieudany żart?! Ale znowu Hermionę spotkał zawód.
- Jak to do cholery jasnej NIE DO HOGWARTU!?
- Zrozum...
- Nie chcę nic rozumieć, nagle pakujecie się z buciorami w moje życie i robicie w nim rozróbę. Co wy w ogóle sobie wyobrażacie?!
- Hermiono Maxis Riddle! - no, tej wersji swojego pełnego imienia jeszcze nie znała. Zdezorientowana zamilkła. - Myślisz, że nam nie jest trudno?! Połowę życia spędziliśmy zadręczając się, że tam, gdzieś na świecie, jest nasza córka, dorasta i boryka się z własnymi problemami sama, a nas nie może przy niej być... To naprawdę nie miało tak być, nie chcemy cię znowu stracić, zrozum, cały Zakon na ciebie poluje. To, że wyrwałaś się im parę lat temu nie znaczy, że tym razem się uda... - nastała niezręczna cisza. Nikt nie chciał jej przerywać albo po prostu nie umiał.
- Do jakiej konkretnie szkoły chcecie mnie wysłać? - chwila milczenia, którą sprytnie przerwała, gdyż nagle coś jej się przypomniało. - Jeżeli do Beauxbatons to możecie pomarzyć - dziewczynie stanęła przed oczami ta nadęta Delacour.
- Jeżeli nie tam, to najodpowiedniejszą wydaje mi się Durmstrang... - powiedział powoli ojciec
- Niech będzie - powiedziała zrezygnowana Miona. Czuła, że właśnie zostawia coś dla niej bardzo ważnego, że gdy wyjedzie z Hogwartu coś nieodwracalnie w niej umrze. - Muszę pożegnać się z przyjaciółmi, wyjaśnić im to wszystko i... odwiedzić Grangerów...
- Dobrze, za godzinę śniadanie - i już mieli wychodzić, gdy nagle coś im się przypomniało. - A, i zapomniałabym - powiedziała mama i puknęła się dłonią w czoło. - Masz rodzeństwo... - i wyszli zanim Hermiona zdążyła wypowiedzieć choćby jedno słowo.
- Fajnie, że wszystko sobie wyjaśniliśmy - mruknęła zła na cały świat. - Boże, widzisz i nie grzmisz!
Zwlekła się z łóżka i przetarła oczy. Dopiero teraz zauważyła, jaki ten pokój jest wielki. Ściany były kremowo-złote z dużą ilością fresków i obrazów. Oprócz lampy, światło dawały również dwa duże okna. Na parapetach pod nimi zmieściłoby się co najmniej dwóch ludzi. W całym pokoju rozmieszczone były motywy w kształcie węży. W pokoju były trzy pary drzwi, jedne prowadziły na korytarz, przez które weszli rodzice, drugie prowadziły do łazienki - dużego jasnego pomieszczenia wysadzonego drogimi kamieniami. Trzecie zaś do wielkiej garderoby, tak ogromnej jak połowa całego pokoju. Hermiona westchnęła. W sumie nie wiedziała, ile może być tam ubrań, ale nie chciała liczyć. Ubrała się w pierwsze lepsze ciuchy, które znalazła i wyszła z pokoju. Wcześniej zauważyła przez okno w sypialni, że za domem znajduje się dość duży ogród, więc postanowiła się tam udać. Miała jeszcze ponad pół godziny do śniadania, więc nie śpieszyło się jej zbytnio. Musiała przemyśleć całe swoje dotychczasowe życie.
***
- Nie mogę w to uwierzyć, jak oni mogli jej to zrobić?!
- No, faktycznie jest jakaś przybita...
Dwoje ludzi patrzyło z okna na chodzącą samotnie dziewczynę.
- JAKAŚ PRZYBITA! Patrz, jak ona wygląda! Podsłuchałam ich rozmowę, nie dziwię się jej, że tak wtedy wybuchła, też bym się wściekła, gdyby moje życie ni stąd ni zowąd zrobiło fikołka!
- Uspokój się już, i tak jej nie pomożemy... 
- Tobie łatwo mówić, nie znasz jej - nastała cisza. - Chodzi o to, że to moja siostra, a ja przez połowę życia ją obrażałam... Teraz mogłybyśmy zacząć wszystko od nowa, ale nie, musieli ją przenieść! - spojrzeli jeszcze raz na spacerującą dziewczynę...
***
Na śniadaniu nie było wielu ludzi, tylko jej rodzice, i kilku bardziej zaufanych Śmierciożerców Voldemorta. Hermiona zjadła szybko, nie zwracając uwagi na ciekawskie spojrzenia innych i udała się do swojego pokoju. Chciała być sama, pomyśleć nad tym, w jaki sposób powiedzieć przyjaciołom, że jej ojciec to najbardziej poszukiwany koleś na całym świecie, jak spojrzeć Harry'emu w oczy i powiedzieć, że w jej żyłach płynie krew faceta, który zabił jego rodziców - samego Voldemorta... Weszła do pokoju pochłonięta myślami, nawet nie zauważając osoby siedzącej na jej łóżku. Usiadła w fotelu, zapominając o zapaleniu światła. Osoba, która siedziała na jej łóżku cicho chrząknęła. Nagle Hermiona przeżyła zawał, gdy zrozumiała, KTO jest u niej w pokoju.
- Cześć? - powiedziała powoli. Miona nie była w stanie jej odpowiedzieć...
Wpatrywała się w nią tępo, nie mogąc ogarnąć sytuacji. Na JEJ biednym łóżku siedziała sama Pansy Parkinson i przeszywała ją wzrokiem.
- Yyyyy, hej? - odpowiedziała, kiedy pierwszy szok minął. Dziewczyna odetchnęła z ulgą, pewnie myślała, że Hermiona zacznie się na nią drzeć, czy coś takiego...
- Słuchaj - zaczęła - wiem, że nigdy się nie lubiłyśmy... - Hermiona nie dała jej skończyć. Jeśli ma ją teraz przepraszać, za te wszystkie lata drwin, to postanowiła skrócić jej męki.
- Parkinson, prosto z mostu, czego tutaj szukasz, bo jeśli to nic ważnego, to bardzo cię proszę, zabieraj swoje arystokratyczne cztery litery i wypad!
- Po pierwsze nie Parkinson, tylko Riddle - zaczęła spokojnie Ślizgonka - i tak, mam coś ważnego do powiedzenia.
- Ale... Ty... Ja... CO?! - jąkałam się dłuższą chwilę wydając różne nieartykułowane dźwięki.
- Przymknij się trochę! - syknęła Pansy. - Nie miałam tu w ogóle przychodzić! Po prostu nie mogłam patrzeć, jak się męczysz, i poprzedzając twoje następne pytanie, tak jesteśmy siostrami, i mamy jeszcze brata... - powiedziała Pan, jakby czytając jej w myślach.
- Hola, hola, jak to jesteśmy siostrami?! - Hermiona otrząsnęła się z pierwszego szoku.
- No wiesz, kiedy rodzice mają dzieci i to jeszcze dziewczynki...
- Ha, ha, ha, bardzo śmieszne.
- Głupie pytanie, głupia odpowiedź - Pansy wzruszyła ramionami.
- Czy ty sobie jaja ze mnie robisz?!
- A niby dlaczego? Tu nawet nie ma z czego sobie żartować.
- My? Siostrami?! Po tylu latach wspólnej niechęci i wyzwisk, ty przychodzisz do mnie i mówisz "o, cześć, jesteśmy siostrami! Czy to nie cudownie?"! - Hermiona eksplodowała.
- Bo miałam inne wyjście?! Pamiętasz pierwszy rok?! Na początku, pamiętasz pierwszy dzień? Tak dobrze nam się rozmawiało! Potem dostałam sowę od rodziców. Nie wiem, jak się dowiedzieli, tak czy inaczej powiedzieli mi, że nie mogę się z tobą przyjaźnić, bo wyda się, kim jesteś!
Miona usiadła zrezygnowana na łóżku obok siostry i przytuliła się do niej.
- To mnie przerasta... Nie daję rady... I jeszcze ten Durmstrang...
- Wiem - powiedziała cicho brunetka. - Też bym się tak czuła, ale jesteś silna, nie daj się złamać - siedziały chwilę w ciszy, po czym odezwała się Hermiona.
- Nie rozumiem jednego, dlaczego to ja musiałam się ukrywać?
- Widzisz - zaczęła Pansy - nikt nie wiedział, że jest nas trójka. Zakon wiedział, że naszym rodzicom urodziło się dziecko. Zakradli się do tamtejszej siedziby taty i porwali dzieci, między innymi Snape'a, Malfoy'ów, Leastreng'ów i wielu innych... Pech chciał, że trafili akurat na ciebie... Ja byłam cały czas przy rodzicach, Parkinsonowie dali mi tylko nazwisko... A Derek, no cóż, uczy się w jakiejś szkole na zachodzie...
- Derek, znaczy nasz brat?
- Właśnie.
- A kiedy mogę go poznać?
- Dzisiaj na kolacji, będą te najbardziej zaufane sługusy tatusia, mają cię poznać...
- Ej, ej, ja nic nie wiem o żadnej kolacji! - zbulwersowała się brązowowłosa, a jej siostra zrobiła taką minę, jakby co najmniej zobaczyła ducha.
- Oooo, najwidoczniej zapomnieli ci powiedzieć! Ale by było, bal z okazji twojego przybycia, a ciebie nie ma! Tak czy inaczej, trzeba się zbierać, przegapiłyśmy już obiad, zostało niewiele czasu! - to mówiąc pociągnęła Hermionę za sobą do garderoby.
Po prawie półgodzinnym przekopywaniu wszystkich ubrań, dziewczyny wybrały cały zestaw. Dla Hermiony - piękna zielona sukienka do połowy uda, do tego czarne wiszące kolczyki i naszyjnik z zawieszką w kształcie serca. Na nogi miała przygotowane czarne szpilki. Zrobiła lekki makijaż, a włosy zostawiła rozpuszczone. Pansy zaś wybrała czarną sukienkę bez ramiączek, też do połowy uda i czarne szpilki. Jej makijaż był dużo mocniejszy niż siostry, ale nie ubrała biżuterii. Włosy zapletła w warkocza. Tak przygotowane zeszły do jadalni. Przed drzwiami czekał Lord. Widząc swoje córki uśmiechnął się ciepło.
- Widzę, że się już poznałyście, mimo mojego wyraźnego zakazu - Pansy zrobiła słodkie oczka i wśliznęła się chyłkiem do sali.
- Wszyscy już są - oznajmił tato. - Czas i na nas - złapał Hermionę pod rękę i pchnął wielki dębowe drzwi. Dziewczyna nie mogła uwierzyć własnym oczom, pomieszczenie było dużo większe niż podczas śniadania, i ci wszyscy ludzie... Jeśli tato miał tylu zaufanych Śmierciożerców, to ilu ich było w całości?! Miona zatrzymywała co chwilę wzrok na którejś twarzy, wszystkie wyrażały głębokie zdziwienie. Uśmiechnęła się pod nosem, w sumie to nawet miłe uczucie, tak, jakbyś miała władzę nad całym światem... Zbeształa się za te myśli, zaczyna myśleć jak rodowity Ślizgon... Będzie musiała zapytać mamy, do którego domu chodziła w Hogwarcie.
W końcu doszli do końca stołu i usiedli. Widać, że nikt z obecnych jeszcze nie oswoił się z myślą, że akurat ta osoba jest córką ich Pana.
- Gdyby ktoś jeszcze nie zauważył, to przedstawię ją osobiście, oto moja córka, Hermiona Riddle. Macie ją szanować tak samo jak mnie i spełniać każdą jej wolę - zakończył Czarny Pan. - A teraz jedzmy!
- Psssst, cześć, jestem Derek - odezwał się głos obok niej. Chwilę później patrzyła w szare oczy* swojego brata.
- Hej, miło cię poznać, jakkolwiek to brzmi. Pansy mi o tobie mówiła - uśmiechnęła się w jego stronę, a on odwzajemnił uśmiech. Rozmawiali jeszcze chwilę, co jakiś czas śmiejąc się. Naprawdę go polubiła. W trakcie rozmowy miała okazję się mu przyjrzeć - był ich ojcem w miniaturze.
Spostrzegła, że w ich stronę idzie, nie kto inny, tylko sam profesor eliksirów. Wymienił kilka szybkich zdań z ojcem i już miał odchodzić, gdy, ni stąd ni zowąd, odezwał się Lord.
- Pewnie już się znacie - spojrzał na Hermionę. - Ale tak, czy tak, Hermiono, to jest Severus Snape, twój chrzestny.
Dziewczyna zakrztusiła się sokiem dyniowym.
- On, moim chrzestnym? Już wolałabym sklątkę tylnowybuchową!- wszyscy oprócz Snape'a roześmiali się. "O kurwa, mam przesrane." - pomyślała. I znowu ujawniły się jej ślizgońskie cechy!



*tak naprawdę, Dylan O'Brien (odtwórca roli Dereka) ma brązowe oczy, ale w tym opowiadaniu, ich kolor będzie szary :)

_________________________________________________________________________________

Cześć, czołem!
Tak więc, jak obiecywałam, jest nowy rozdział. Sorry, że tak późno, ale razem z przyjaciółkami świętowałam urodziny. 
Nie wiem jak Wam, ale według mnie ten rozdział nie był aż taki zły. Oczywiście to tylko moje autorskie, skromne zdanie. :) Tak czy inaczej, mam nadzieję, że te moje wypociny są do zniesienia.
Pozdrawiam i do następnego rozdziału,

hairy

PS Przepraszam za błędy.

________________________________________________________________________________
(I, znowu...) Nie wiem, czemu w niektórych fragmentach czcionka jest mniejsza. Proszę, nie zwracajcie na to uwagi. 
Promienista


czwartek, 23 października 2014

:)

Hej! :)
Nie wiem, czy zauważyliście, ale na tym blogu pojawił się nowy współautor. Ale nie martwcie się! Wasza kochana hairy będzie jedyną autorką postów. Ja jedynie będę poprawiać błędy (tzw. beta), dopracowywać wygląd i zajmować się ogólnie wyglądem bloga. :) 
Nie jestem profesjonalistką, też mogę popełniać błędy, więc jeśli zauważycie, że coś nie gra, możecie pisać. Ja to z pewnością poprawię. :)
To tyle z mojej strony, dziękuję. :)
Promienista

wtorek, 21 października 2014

Prorok Codzienny

Hej,
chciałam tylko ogłosić, że następny rozdział pojawi się już w piątek :) Wiem, że notki miały się pojawiać co dwa tygodnie, ale mam już gotowy, więc pomyślałam, że zrobię wyjątek.

hairy

piątek, 17 października 2014

Rozdział I

Rozdział I

"Na samym początku jest najtrudniej, co nie znaczy, że później będzie tylko łatwiej."


*do dalszego zrozumienia tekstu kluczowy jest rozdział "Właśnie tak się wszystko zaczęło".
_________________________________________________________________________________

trzy lata przed bitwą o Hogwart


Siedziała na tarasie, a na jej twarz padały ciepłe promienie sierpniowego słońca. Zmieniła się przez te wakacje, jej kasztanowe włosy układały się w lekkie fale i nie były tą samą szopą, co kiedyś. Można by jeszcze wyliczać, ale ta zmiana najbardziej odpowiadała dziewczynie. Za tydzień miał być początek roku szkolnego, Voldemort dalej żył, ale ograniczył terror. Nie wiedziała dlaczego tak postąpił, ale nie chciała zaprzątać sobie tym teraz głowy. Siedziała tak jeszcze chwilę, gdy usłyszała ciepły głos pani Granger:
- Hermiono, przyjdź tu, proszę.
- Już idę! - odkrzyknęła Gryfonka z niechęcią podnosząc się z krzesła.
Weszła do domu. Przy stole siedział jakiś mężczyzna. Wydawało jej się, że skądś już go zna. lecz nie pamiętała, skąd. Dopiero po chwili zauważyła wątłą kobietę siedzącą obok niego. Kiedy owa kobieta poczuła wzrok Hermiony na sobie, również na nią popatrzyła. Zdezorientowana dziewczyna usiadła przy stole. Nie znała tych ludzi, z pewnością nie byli znajomymi rodziców, bo wszystkich już kiedyś widziała. Więc... co oni robią w jej domu? Pierwsze co przyszło jej na myśl to Śmierciożercy. Było to dość niedorzeczne, ale w tej chwili nad tym nie myślała. Wsunęła rękę lekko do kieszeni z zamiarem wyciągnięcia różdżki, ciągle nie spuszczając wzroku z dziwnej kobiety. Nagle odezwał się ów mężczyzna, który przyglądał się tej scenie z lekkim uśmiechem.
- To nie będzie potrzebne - Hermiona całkiem o nim zapomniała, a teraz spostrzegła, że jego wzrok skierował się na jej dłoń która teraz pewnie spoczęła na różdżce.
- Tak mówią wszyscy - syknęła jadowitym tonem. - Po co tu przyszliście? - zaczynała się bać. Gdyby ci ludzie byli Śmierciożercami, nie siedzieliby spokojnie przy jej stole, ale wparowaliby do domu bez ostrzeżenia. Tak więc kim byli? Spoglądała niepewnie na dwójkę przybyszów.
- Jak dobrze cię znów widzieć, urosłaś od ostatniego razu - kobieta wstała i podeszła do niej wolnym krokiem. W jej oczach szkliły się łzy. Nagle i bez ostrzeżenia przytuliła oniemiałą dziewczynę. Ta odwzajemniła uścisk, bo jej intuicja podpowiadała, że tak właśnie powinna zrobić.
- Dobrze cię znów widzieć, córeczko - odezwał się znów mężczyzna.
Dziewczyna przenosiła wzrok z pana Granger na przybysza, jakby chciała przyłapać któregoś z nich na kłamstwie.
- On ma rację - odezwał się w końcu pan Granger. - To są twoi prawdziwi rodzice.
Gryfonka wyrwała się się z uścisku nieznajomej kobiety i podniosła przed siebie różdżkę. 
- Kłamiesz! - wrzasnęła i spojrzała z politowaniem na własnych rodziców. Już wszystko wiedziała - zaczarowali ich, byli pod zaklęciem Imperiusa!
- Hermiona, kochanie... - zaczęła ciepło pani Granger, ale dziewczyna jej przerwała.
- Udowodnijcie, że nie jesteście pod zaklęciem Imperius! - nie miała szans; przed nią stała dwójka dorosłych czarodziejów, ale nie podda się bez walki! Powiedziała pierwsze, co przyszło jej na myśl. - O czym ostatnio rozmawiałyśmy?! - spojrzała pytająco na panią Granger, lecz ta spuściła wzrok i po chwili odpowiedziała:
- O rzuceniu na nas zaklęcia zapomnienia... - Hermionie zaparło dech; to niemożliwe. 
Dziewczyna usiadła na schodach i ukryła twarz w dłoniach. To nie może być prawda. Dwoje ludzi, których uważała za rodziców, okłamywało ją przez połowę życia. Za to jej prawdziwa rodzina stoi tuż obok i przygląda się jej jak gdyby nigdy nic. Wezbrała w niej złość. Co oni wszyscy sobie myślą?! Czuła się oszukana i zagubiona. Różdżka wypadła jej z ręki. Jej idealny świat zaczął się rozpadać jak domek z kart, od tak sobie... Właśnie przechodził tamtędy huragan, a w jej głowie huczał tajfun "Hermiona". Jak mogła się tak pomylić? Poczuła na policzkach łzy bezradności. Na myśl przyszło jej tylko jedno pytanie...
- Mogę wiedzieć, jak się nazywacie?
- Och, oczywiście - usłyszała głos swojego...  taty? - Jesteśmy Tom oraz Sylvia Riddle.
Hermiona opuściła ręce z oczu i wiedziała już, kogo przypominał jej ten mężczyzna.
- Że co?! - zapytała słabym głosem. Potem była już tylko ciemność.

***


Ginny siedziała w ogródku i rozmyślała nad swoim życiem. Tyle się zmieniło... Zakochała się, to było pewne, lecz nie było to takie łatwe, jak się jej wydawało. No bo, czy Harry Potter, ten słynny Wybraniec, ten o którym wszyscy mówią, pokochałby ją - Ginny Weasley? On może mieć każdą, ale czy wybierze właśnie ją? Ponure to były rozmyślania. Gdyby była tu Hermiona... ona na pewno by jej pomogła, ale dziewczyna spędzała resztę wakacji z rodzicami, uparcie twierdząc, że za rzadko się z nimi widuje. Na samą myśl o przyjaciółce, Ginny się roześmiała. Hermiona była dla niej jak siostra, której nigdy nie miała. Ciekawe, co u niej słychać? Nawet nie zauważyła, gdy dosiadł się do niej Ron.
- Co cię tak bawi? - zapytał zdezorientowany. Dziewczyna dobrze wiedziała, że jej brat potajemnie podkochuje się w Mionie, ale na razie wie o tym tylko Harry, przynajmniej tak myśli Ron, ale nawet sama zainteresowana zaczęła się już domyślać. Nawet fajnie byłoby mieć Herminę jako bratową, ale ta dwójka do siebie w ogóle nie pasuje. Ginny była tego pewna jak niczego innego.
Na samą myśl, że Gryfonka i jej brat mogliby ze sobą być, dziewczyna wybuchła jeszcze większym śmiechem. Ron popatrzył na nią trochę jak na wariatkę, a trochę z politowaniem i zaczął w ciszy jeść ciastka, które przyniósł.
- Kolacja! - usłyszeli donośny głos Pani Weasley.
- Już idę! - ryknął Ron i pognał do domu.
Cud, że wrażliwe bębenki Ginny wytrzymały taki wrzask, ale można było się przyzwyczaić przy takiej ilości rodzeństwa i to jeszcze samych chłopców. Znowu westchnęła, od jakiegoś czasu robiła to często. Powlekła się do kuchni, gdzie czekali już tylko na nią. W milczeniu zjadła to, co miała na talerzu i poszła do pokoju. Przebrała się i położyła na łóżku, ale nie spała, nie mogła. Podniosła jeden kosmyk swoich włosów i przyjrzała mu się uważnie. Jej włosy nie były już tak rude jak kiedyś, ale, jakby nie patrzeć, nadal tego samego koloru. Teraz jednak miały bardziej kasztanowy odcień. Uśmiechnęła się do siebie. Zawsze nienawidziła tych rudych kłaków, ale teraz z domieszką brązu były całkiem, całkiem...

_________________________________________________________________________________



Hej!

Na początek kilka ogłoszeń parafialnych:

- myślę, że rozdziały będą pojawiały się co dwa tygodnie,
- postaram się, aby były one w miarę długie,
- jeśli podołam temu zadaniu, napiszę kilka miniaturek,

Kilka wyjaśnień:

- początkowe rozdziały rozgrywają się po czwartym roku w Hogwarcie, czyli tuż po odrodzeniu Voldemorta,
- jeśli notka nie pojawiła się na czas, a ja nie napisałam nic o jej przesunięciu, to znaczy, że: 
a) wyjechałam, 
b) moja skleroza daje się we znaki,
c) po prostu umarłam ;),
- z góry przepraszam za wszystkie błędy w pisowni, mam nadzieję, że nikt od nich nie oślepnie,
- jeśli przypomnę sobie jeszcze o czymś, napiszę pod następnymi rozdziałami.


Miłego czytania,
hairy


_________________________________________________________________________________
Nie wiem, czemu w niektórych fragmentach czcionka jest mniejsza. Proszę, nie zwracajcie na to uwagi. 
Promienista





poniedziałek, 6 października 2014

Właśnie tak się wszystko zaczęło...


...Trzasnęły drzwi. Hermiona usiadła na sofie i rozglądnęła się dookoła niewidzącym wzrokiem. Właśnie z Ronem wrócili z pogrzebu Lavender Brown, ale chłopak musiał pojechać jeszcze do pracy. Tak więc znowu była sama, w tym domu na przedmieściach Londynu. Brązowowłosa po raz kolejny zalała się łzami, wciąż widziała twarze poległych, słyszała zgiełk bitewny, wołanie o pomoc... I choć minęło już ponad pół roku od tej pamiętnej bitwy o Hogwart, nadal nie potrafiła o tym zapomnieć... Ukryła twarz w dłoniach.
- Musisz się ogarnąć, Miona - szepnęła do siebie cichutko dziewczyna. - Zacznij żyć normalnie i się uspokój. Oni odeszli, nie jesteś temu winna - lecz nie umiała zapomnieć, ci ludzie ginęli, aby ona mogła żyć. Ta wojna zniszczyła ją psychicznie. Szlochała histerycznie kołysząc się w tył i w przód. W uszach dzwoniła jej pogrzebowa muzyka; w ciągu tych kilku tygodni prawie ciągle ją słyszała. Te czarne trumny, tyle łez, kwiatów... W końcu zebrała się z kanapy i poszła do sypialni wciąż targana spazmami szlochu. Walnęła się na łóżko i przykryła ciasno kołdrą. Nie musiała czekać długo na sen...
Obudziło ją głuche walenie o szybę. Teraz budziła się przez najmniejszy szmer. Ron leżał koło niej. Uśmiechnęła się, wyglądał tak słodko kiedy spał. Z rozmyślań wyrwał ją ten sam dźwięk, który uprzednio ją obudził. Rozejrzała się i zobaczyła sowę siedzącą na parapecie za oknem. Otworzyła ptakowi, ale ten nawet nie wleciał, tylko wystawił jedną nóżkę. Hermiona odwiązała ostrożnie list. Ptak natychmiast odleciał. Kobieta otworzyła ostrożnie kopertę i i zaczęła czytać...

Droga Hermiono,
Nigdy nie chcieliśmy zadawać ci tyle bólu, nawet nie wiesz, ilu rzeczy się nie dowiedziałaś, w jak ogromnym jesteś błędzie... To nie miało być tak... Ale to do ciebie należy wybór, możesz zmienić bieg wydarzeń, oszukać czas, i tym samym uratować tych, którzy polegli w niesłusznej walce, którzy zginęli po to, abyś ty mogła żyć, ale pamiętaj, że przyjdzie ci za to zapłacić. Po prostu zdecyduj. Jeśli wybierzesz to, co masz, wyrzuć kopertę, spal list i nigdy nie wracaj do tego, co było. Ale w jednym i w drugim wypadku będziesz musiała żyć ze swoim wyborem...

List nie był podpisany, co bardzo zdziwiło Hermionę. Nie znała tego charakteru pisma. Spojrzała jeszcze raz na kartkę, ale ta była pusta, zupełnie jakby słowa wsiąknęły w papier. I znów przed oczami ujrzała oblicza umarłych, śmiejącą się twarz Georga, trumnę Lavender, swoich rodziców... tak było bez nich pusto. Zacisnęła mocniej powieki, aby łzy pod nimi się zbierające nie wypłynęły. W tej samej chwili z koperty wypadło coś jeszcze, mały przedmiot, przypominający kształtem i wyglądem zegarek. Miał tarcze z numerami od zero do sto i wskazówki, a dokładniej dwanaście wskazówek. Miona przyglądała mu się zaciekawiona i nagle zauważyła jeszcze coś. Na pustej kartce po liście widniał teraz napis:
Wystarczy, że naciśniesz jeden guzik, a wszystko zacznie się od początku...
Spojrzała smutno na śpiącego Rona, jej narzeczonego.
- Kocham cię... bardzo - szepnęła. Podjęła decyzję. Zacisnęła powieki i ścisnęła w dłoni magiczny zegarek...Cały świat wypełniła jasność...


_________________________________________________________________________________

Hej i czołem!

Chyba się ze mną zgodzicie, że do tego rozdziału bardziej pasowałoby określenie prolog, ale niektóre osoby, takie jak ja, nie czytają prologów, a opis wydarzeń zawarty tutaj jest mniej lub bardziej kluczowy. Mój geniusz postanowił zacząć tę historię od początku, cofnąć w czasie naszych bohaterów do momentu, w którym wszystko się zaczęło. Mam nadzieję, że chociaż kilka osób dotrwa do końca tego bloga, oczywiście jeśli sama dotrwam do końca :) . Tak więc miłego czytania,

hairy