piątek, 9 stycznia 2015

Rozdział VIII

"Prawdziwych przyjaciół poznajesz w biedzie."
______________________________________________________________________

- Słuchajcie, jest coś, o czym powinniście wiedzieć...- nadeszła chwila prawdy, teraz albo nigdy... Hermiona wzięła oddech, jej przyjaciele siedzieli i wpatrywali się w nią z uwagą. - Moimi rodzice to... to... Sylvia i Tom... Riddle'owie. - nastała cisza. Ginny nie patrzyła jej w oczy. Ron był cały czerwony na twarzy ale chyba nie mógł nic powiedzieć, ponieważ milczał. Nie trwało to jednak długo.
- Córka Voldemorta, CÓRKA Voldemorta, CÓRKA VOLDEMORTA!!! - ostatnie dwa słowa wykrzyczał. - Jak ty mi to mogłaś zrobić!
- Ron ja...
- Nie odzywaj się do mnie! - wrzasnął Rudzielec. - Jesteś nic niewartą szmatą! - splunął jej pod nogi.
Hermiona zamrugała kilka razy, nie pozwoli się tak traktować!
- Wyjdź. - powiedziała. Po części rozumiała chłopaka, przecież nie co dzień dowiaduje się, że jego najlepsza przyjaciółka jest córką jego największego wroga, ale i tak nie miał prawa się tak zachowywać!
- Ginny, idziemy. - rozkazał siostrze brat, ale ta nie ruszyła się z miejsca. - Powiedziałem, że idziemy. - powiedział jeszcze raz Ron.
- Ty możesz iść, ale ja zostaję. - odpowiedziała ze stoickim spokojem. Chłopak podszedł do niej i chwycił ją za rękę, ale dziewczyna wyrwała mu ją.
- Masz w tej chwili wstać! - ryknął Ron.
-- O nie, tego było za wiele, nie będzie krzyczał na jej przyjaciółkę!-- pomyślała Miona.
- Ronaldzie Weasley'u, masz się w tej chwili stąd wynieść. No już!- wrzasnęła. Chwila ciszy, lecz już po chwili złapała się za piekące miejsce na policzku. Ron stał jeszcze chwilę patrząc to na swoją siostrę, to na oniemiałą, trzymającą się za miejsce, w które przed chwilą ją uderzył, Hermionę, po czym wyszedł, trzaskając drzwiami.
Brązowowłosa stała, nie mogąc uwierzyć w to, co się przed chwilą stało. Uderzył ją... uderzył ją jej najlepszy przyjaciel... Usiadła i ukryła twarz w dłoniach. Chwilę później poczuła na swoim ramieniu czyjąś rękę. Spojrzała w górę i spostrzegła stojącego nad nią Harry'ego, całkiem o nim zapomniała.
- Nie martw się nim, dla mnie bez względu na wszystko zawsze pozostaniesz tą samą Hermioną, moją najlepszą przyjaciółką. - powiedział do niej brunet.
- Dziękuję Harry. - wyszeptała Hermiona i uśmiechnęła się, a łzy spłynęły po jej policzku.
- Nie ma za co. - chłopak również się uśmiechnął. - A teraz idę poszukać Rona, zanim zrobi coś głupiego. - i wyszedł z przedziału.
Szatynka otarła łzy i usiadła na siedzeniu. Nie da temu kretynowi satysfakcji, jemu, ani nikomu innemu. Ruda również wyglądała na smutną. I już Hermiona miała ją pocieszyć, kiedy drzwi od przedziału ponownie się otwarły, ale tym razem wpadli przez nie Derek i Draco.
- Riddle nic ci nie jest? - zapytał szybko blondyn.
- Właśnie, nic ci nie jest? - powtórzył jej brat.
- Nie, nic... Malfoy, od kiedy to interesujesz się moim bezpieczeństwem? - zapytała złośliwie dziewczyna.
- Po prostu był tutaj Weasley, to nigdy nie wróży nic dobrego. - chłopak wzruszył ramionami, i znowu przybrał zwykłą maskę obojętności.
- No, a już się bałam, że między nami coś się zmieniło. - Hermiona teatralnie odetchnęła z ulgą. - Jednak mogę spać spokojnie.
Draco już chciał się jej jakoś odgryźć, ale Derek go uprzedził.
- To my wam nie przeszkadzamy. - powiedział i wyciągnął blondyna z przedziału.
- Musimy się już chyba przebrać, za niedługo dojeżdżamy. - Ginny westchnęła, a Mioną wstrząsnął dreszcz.


***


- Witam was moi drodzy z powrotem w Hogwarcie! - piętnaście minut później, gdy siedzieli już przy swoich stołach i czekali na rozpoczęcie uczty, usłyszeli tak dobrze znany głos Dumbeldore'a.
- Wiecie gdzie jest Hermiona? - szepnęła Pansy, niewiele osób słuchało dyrektora, aż do czasu, kiedy zszedł na temat, dzięki któremu już w pierwszym dniu zaroiło by się od plotek i ploteczek.
- Zanim jednak przejdziemy do uczty, chciałbym abyście serdecznie przywitali naszą starą koleżankę, Hermionę Riddle! - dokończył Dumbeldore, a do sali wkroczyła Hermiona. Na jej twarzy nie widać było zdenerwowania, czy strachu, wręcz przeciwnie, uśmiechała się, pewnie idąc przez salę. Wszyscy wlepili w nią swoje oczy, nie wiedzieli co o tym myśleć. Nikt jednak się nie odezwał, nawet nauczyciele przypatrywali się tej scenie. Panowała kompletna cisza w czasie której szatynka zdążyła dojść do stołka z Tiarą Przydziału i włożyć ją na głowę. Kapelusz jeszcze dobrze nie spoczął na jej głowie, a z rozdarcia wydobył się głos,
- SLITHERIN!
Hermiona zdjęła nakrycie głowy i odłożyła je na miejsce, po czym w ciszy ruszyła do stołu ślizgonów odprowadzana wzrokiem wszystkich zgromadzonych w sali.
- Tak więc... - dyrektor odchrząknął - Jedzmy!
Uczniowie zabrali się za jedzenie, wymieniając przy tym uwagi co do zaistniałej przed chwilą sytuacji. Wszędzie słychać było szepty, ludzie zerkali na ślizgonkę. Nikt nie mógł uwierzyć w to, co się przed chwilą stało... czy to była TA Hermiona... Nie, to nie mogła być ona, przecież wyglądały całkiem inaczej... a może...
- Miona, dlaczego nie jesz? - dziewczyna podniosła wzrok aby ujrzeć zatroskaną twarz Dereka.
- Jakoś nie jestem głodna... - odparła wymijająco. W sumie, na prawdę nie chciało jej się jeść, zbyt wiele własnej woli kosztowała ją ta pewność siebie, kiedy szła po ponowny przydział, aby teraz mogła coś zjeść...

Na szczęście uczta nie dłużyła się brązowowłosej i kiedy pierwsi ślizgoni zaczęli odchodzić od stołu, wyszła razem z nimi. Szybko udała się w stronę lochów, ale kiedy stała przed wejściem do Pokoju Wspólnego Slitherinu, zdała sobie sprawę, że przecież nie wie jakie jest hasło. Nie trwało to jednak długo, ponieważ w chwilę po tym zjawił się Snape.
- Arystokracja. - powiedział do posągu wielkiego węża pilnującego przejścia, a kiedy ten odskoczył w bok, nauczyciel ruszył w głąb przejścia do pokoju wspólnego.
- Twój pokój jest na końcu korytarza po stronie dziewcząt. - oznajmił kiedy znajdowali się już w salonie slitherinu, - A, i zostałaś prefektem naczelnym. - dodał, po czym ruszył do przejścia, przez które przed chwilą weszli.
Pokój wspólny różnił się od pokoju gryfindoru, wyraźną elegancją i dbałością o szczegóły. Było to nisko sklepione, duże pomieszczenie, w którym królowały kolory zielony i srebrny. Na ścianach były okna, zaczarowane, aby pokazywał krajobraz na powierzchni. Pod ścianami ustawione były zielone kanapy. Całość dopełniały liczne bogato rzeźbione kredensy i ogromny kominek przy wejściu do sypialni.
Hermiona ruszyła do swojego pokoju. Okazało się, że prawie w ogóle nie różnił się od jej pokoju w Riddle Manor.
- Muszę podziękować mamie. - mruknęła do siebie dziewczyna.
Ponadto miała własną łazienkę, a w niej drzwi prowadzące do wielkiego basenu Prefektów Naczelnych. Z jej pokoju wychodziły jeszcze jedne drzwi, a mianowicie prowadzące na korytarz przy wejściu do Pokoju Wspólnego. Brązowowłosa odetchnęła z ulgą i upadła na łóżko, była zmęczona, ale i tak postanowiła znaleźć Pansy. Przebrała się i ruszyła do salonu slitherinu. Tam jednak nie zastała siostry i kiedy już miała wracać, poprzysiągłszy  sobie, że jutro porozmawia z Pan, drogę zagrodził jej Vincent Crabe.
- Ooo, nasza księżniczka, święta Riddle... - bełkotał. Hermiona próbowała go wyminąć, ale nic jej z tego nie wyszło.
- Puść mnie, chcę przejść. - warknęła poirytowana.
- Nie bądź taka, choć, przedstawię cię. - nalegał Crabe.
- Chodziłam do tej szkoły przez cztery lata i żaden ślizgon nie oszczędził mi wyzwisk, to chyba znaczy, że mnie kojarzą, więc nie widzę sensu jeszcze raz się poznawać... a teraz mnie przepuść! - była na skraju wyczerpania nerwowego, zmęczona, musiała użerać się z tym przygłupem! Ale chłopak nic sobie nie zrobił z jej długiej mowy, tylko objął ją ramieniem i ruszył pomiędzy stolikami. Hermiona poczuła jak na spodzie jej ręki gromadzą się malutkie iskierki, spróbowała się uspokoić w zaistniałej sytuacji i już po chwili iskry znikły. Przez te dwa lata stała się potężniejsza niż była wcześniej, Tom pomógł jej "odblokować" swoje umiejętności.
Zaczęła się szarpać i wyrywać, ale Vincent miał za mocny uścisk. Nie chciała używać na chłopaku magii, ale jeśli zaraz jej nie puścić, chyba jednak będzie do tego zmuszona. Nagle, jakby z podziemi wyrósł przed nimi Draco, a zaraz za nim Pansy.
- Powiedziała, żebyś ją puścił. - wysyczał zimnym głosem Draco.
- Okej, okej. - chłopak uśmiechnął się i rozluźnił zapaśniczy chwyt. Szatyna od razu uwolniła się i z nienawiścią spojrzała na Crabe'a.
- Choć Miona. - powiedziała Pansy i kiedy już miały odejść, usłyszały głos Vincenta,
- No co Mionuś, nie pobawisz się z nami?
Hermiona przystanęła, a w jej oczach błysnęła rozpacz.
- Nie używaj tego zdrobnienia. - powiedziała z paniką w głosie. Stała, nie wiedząc co ze sobą zrobić. Nagle poczuła się taka... zagubiona... Zacisnęła dłonie w pięści.
- Herm co... - ale Pansy nie dokończyła, ponieważ szatynka pobiegła do swojego dormitorium.
Draco i Pansy spojrzeli po sobie zaskoczeni, co się stało Hermionie? W pokoju wspólnym było niewiele osób, ale gdyby rozniosły się plotki o zachowaniu brązowowłosej, nie miała by życia do końca szkoły, a przecież i teraz będzie głównym bohaterem plotek i ploteczek...
- Jeśli ktokolwiek piśnie chociaż słówko... - Draco nie musiał dokańczać zdania, wszyscy pokiwali twierdząco głowami i zabrali się do swoich rzeczy.

***

Hermiona wbiegła do pokoju i upadła na łóżko. Przykryła się szczelnie kołdrą, jej ciałem wstrząsnął spazmatyczny szloch. Przed oczami przelatywały jej wspomnienia, o których tak usilnie próbowała zapomnieć... Wszystko powróciło na nowo, cały ból tamtych chwil, to pragnienie, aby to piekło w końcu się skończyło... Czuła się jak zagubiona dziewczynka, taka mała i bezbronna wobec własnych przeżyć...
Naciągnęła kołdrę jeszcze bardziej na głowę. Powoli się uspokajała, próbowała znów zapomnieć...

Obudziła się z krzykiem, znów przyśnił jej się ten sam koszmar. Wstała i zaczęła krążyć po pokoju. Przystanęła przy oknie i wpatrzyła się w gwiazdy. Wszystkie złe myśli zaczęły odpływać z jej głowy. Powoli zamknęła oczy, miała już w tym wprawę, przy odrobinie szczęścia, jeszcze dzisiejszej nocy uda się jej zapomnieć...

***

- Hermiona, Hermiona! - krzyknęła Pansy widząc wchodzącą do Wielkiej Sali siostrę.
Dziewczyna podeszła do niej i w milczeniu zabrała się do jedzenia. Dziewczyna przyglądała się przez chwilę brązowowłosej, rozstrzygając, czy zapytać się o wczorajszy wieczór, czy przemilczeć sprawę, tak, jakby nic nie zaszło. Ostatecznie nie chcąc spłoszyć szatynki Pan wybrała milczenie. Po chwili usłyszały za sobą ciche mruknięcie, a gdy się odwróciły ujrzały profesora eliksirów.
- Wasze plany zajęć. - powiedział po czym wręczył im dwa formularze i odszedł powiewając połami swojej szaty.
- Jaką masz pierwszą lekcję? - zapytała Pansy.
- Transmutację. - odparła Hermiona.
- To tak samo jak ja. Może lepiej już chodźmy. - zadecydowała Pan i wyszły z Wielkiej Sali.
Pod klasą do Transmutacji stała już spora grupa uczniów. Pansy szybko wyłapała w tłumie Derek'a, Blaise'a i Draco.
- Co wy na małą imprezę w pokoju wspólnym? - zapytał na dzień dobry Zabbini.
- A z jakiej to okazji? - spytała Pan z uśmiechem.
- Że znowu jesteśmy w Hogwarcie, że słońce świeci, że nasza Mionka jest z nami... - wyliczał chłopak.
- Dobra, dobra możesz już skończyć. - zadecydował Draco. - Według mnie, to całkiem dobry pomysł.
- Nom... - Derek zamyślił się.
Jedyną osobom, która nie brała udziału w tej wymianie zdań, była Hermiona.
- No to wszystko załatwione. - ucieszył się Diabeł. - Dzisiaj w pokoju wspólnym, będzie ekstra!
W tej chwili drzwi się otworzyły i wszyscy weszli do klasy. Hermiona zerknęła na miejsce, przy którym kiedyś siedziała. Nadal zajmowali je Harry i Ron. Przez chwilę zastanawiała się, czy do nich nie dołączyć, ale szybko oddaliła od siebie te myśli. Rozglądnęła się i spostrzegła, że Blaise do niej macha i pokazuje krzesło obok siebie. Niestety, obok niego siedział też Malfoy.
-- Raz kozie śmierć. -- pomyślała Miona i podeszła do ślizgonów.
- No wreszcie, ile można machać?! - powiedział rozbawiony Zabbini i wskazał jej krzesło obok siebie. Westchnęła, ale usiadła.

W tym czasie Profesor McGonagall zdążyła już zamknąć drzwi za ostatnimi uczniami i stanąć na środku klasy.
- Witam was na następnym roku nauki Transmutacji. - powiedziała. - W tym roku zajmiemy się transmutacją zwierzęcą oraz ludzką. - przerwała na chwilę i rozejrzała się bacznie po swoich uczniach. - Mam taki zwyczaj, że na początku każdego roku, ogłaszam konkurs dla uczniów siódmego roku Transmutacji. Polega on na tym, aby przetransmutować się w zwierzę, a potem znowu w człowieka. Oczywiście nie od razu. - dodała patrząc na przerażone miny co niektórych. - Na przygotowania macie czas do końca tego semestru. Nagroda jest spora, 200 punktów dla domu oraz najwyższy stopień z transmutacji na koniec.
Wszystkim opadły szczęki, każdy chciałby wygrać ten konkurs, ale pewnie niewielu osobą w ogóle uda się opanować tą umiejętność na koniec roku, a nie na koniec semestru!
- Jakieś pytania? - zapytała się nauczycielka, ale niewiele osób ją słuchało, ludzie byli zbyt podekscytowani.
- Zakład, że nasza Pani Wiem Czego Nie Wiem nie da rady temu konkursowi? - usłyszała Hermiona przy swoim uchu. Odwróciła się do patrzącego na nią Diabła, na co ten uśmiechnął się. - Wchodzisz?
- Ja się nie zakładam. - odpowiedziała mu i odwróciła wzrok.
- Bo się boisz, że przegrasz. - prowokował ją Diabeł. Coś się w niej zagotowało, fakt, że kiedyś była gryfonką i jednak po części dalej się nią czuła, zwyciężał, nikt nie będzie zarzucał jej tchórzostwa! Odwróciła się do chłopaka i uśmiechnęła wrednie.
- Dobra, przyjmuję wyzwanie. - powiedziała. Blaise zrobił wielkie oczy, chyba nie spodziewał się, że Hermiona da się namówić.
- Ale o co się zakładamy?
- O przekonanie. - zrobiła słodkie oczy, kiedy na jego twarzy wykwitł grymas niezadowolenia. - Hazard nie jest dobry dla dzieci.
Jej ręka wystrzeliła w górę.
- Jakieś pytania Panno Gra... Riddle?
- Właściwie to tak, a co, gdyby ktoś chciał zaliczyć ten konkurs już dziś?

________________________________________________________________________

Cześć!
Wiem, wiem, dawno mnie nie było, ale mój komputer miał chyba jakiegoś focha i nie chciał się włączyć. Tak czy siak jest nowy rozdział, mam nadzieję, że będziecie zadowoleni!

hairy





1 komentarz:

  1. Hehe, przeczytałam, hehe. Zostawiam ślad po sobie włochaczu, bo nie mam czasu.
    Sayonara :D

    OdpowiedzUsuń