sobota, 9 maja 2015

Miniaturka 3

Poczucie winy.
__________________________________________________________________

Do pokoju wpadła dwójka ludzi. Brązowowłosa upadła ze śmiechem na łóżko, a koło niej wylądował blondyn.
- Draco?- zapytała nagle dziewczyna.
- Hym?
- Twój ojciec na pewno nie będzie chciał rozbić naszego związku?
Chłopak usiadł na posłaniu i spojrzał swojej rozmówczyni głęboko w oczy.
- Hermiona, nie musisz się o nic bać - pogłaskał ją po policzku, a ona ufnie wtuliła twarz w jego rękę. - Nie pozwolę cię skrzywdzić, rozumiesz, nikomu. A zresztą, - na jego twarzy pojawił się ironiczny uśmieszek. - on pewnie nie będzie chciał mieć nic do czynienia z wyrodnym synem, który go zhańbił.- powiedział to tak zabawnym tonem, że Hermiona szczerze się roześmiała.
- Kocham cię.- wyszeptała.
- Ja ciebie też. - powiedział i pocałował ją delikatnie.
W tej chwili Hermiona była najszczęśliwszą dziewczyną na ziemi. Draco bardzo się zmienił, nie był już zimnym draniem, zdjął tę maskę obojętności, nienawiści i pogardy, a pod nią, okazał się cudownym chłopakiem. Ale najbardziej ze wszystkich jego zmian, cieszyło ją to, że zmienił się dla niej, dla Hermiony Granger. Chodzili już od kilku miesięcy, ale jak na razie o ich małym romansie wiedział tylko Blaise Zabbini. Hermiona bała się reakcji innych, a zwłaszcza swoich przyjaciół, więc na razie postanowiła utrzymywać swój związek w tajemnicy.
Nagle rozległ się huk otwieranych drzwi i obydwoje poderwali się z łóżka.
- Herm... - ktoś zaczął, ale urwał w pół zdania. Do pokoju wpadli Ron i Harry, i teraz wpatrywali się ze zdumieniem w Hermionę i Dracona.
- Hermiona, co ty tu robisz z NIM?! - wykrzyknął rudzielec.
Zaległa pełna napięcia cisza.
- Jak mogłaś Hermiono, uważałem cię z przyjaciółkę! - pieklił się Ron. - Nie wieże, że mogłaś zrobić coś takiego...
- Ron proszę...
- Nie, albo go wyrzucisz, albo my wyjdziemy, ale wtedy już nie wrócimy. - powiedział Weasley patrząc wyzywająco na Hermionę. Harry nic nie mówił, tylko przyglądał się sytuacji, jakby oceniając sprawę.
- Co ty sobie wyobrażasz Weasley, że... - zaczął Draco, ale nie skończył, bo Hermiona odezwała się nienaturalnie płaczliwym tonem.
- Wyjdź... - wyszeptała.
Malfoy uśmiechnął się kpiąco do Weasley'a, ale po chwili skamieniał, ponieważ zrozumiał, że słowa dziewczyny były skierowane nie do Rona, ale do niego.
- Draco, proszę Cię, wyjdź... proszę... - powiedziała jeszcze raz a w jej oczach zaszkliły się łzy, które powoli zaczęły spływać po jej policzkach.
Stał nie mogąc uwierzyć w to co usłyszał.
- Ale...
Odwróciła się od niego i już wiedział, że nie ma innego wyjścia jak spełnić jej prośbę.
Odwrócił się i wyszedł z jej pokoju... już nigdy nie wrócił...

***
Hermiona siedziała w fotelu, a po jej policzkach znów płynęły łzy. Jak mogła być tak głupia, żeby dać mu odejść? Przecież wiedziała ile dla niego znaczy... Tyle razy jej to udowodnił, ale ona była zbyt ślepa.

- Hermiona! - dobiegł ją głos z końca korytarza, głos, który tak dobrze znała. - Hermiona, poczekaj!
Przyśpieszyła lekko, ale zaraz poczuła, że ktoś łapie ją za nadgarstek i obraca do siebie. Spuściła lekko głowę, nawet nie patrząc na Dracona Malfoya.
- Draco, to nie jest dobry pomysł...
- Hermiona, ja nie rozumiem, dlaczego się tak zachowujesz?
Milczała dalej patrząc w podłogę.
- Proszę nie odtrącaj mnie... - próbował ją przytulić, ale wyrwała się z jego uścisku.
- Czy ty niczego nie rozumiesz? Daj mi już wreszcie święty spokój! - wykrzyknęła i zanim zdążył cokolwiek odpowiedzieć, odbiegła do Wieży Gryffindoru.

Tak, Hermiona pamiętała to jak dziś, ale to nie była jedyna próba odzyskania jej podjęta przez Dracona. I chociaż do końca roku szkolnego pozostał im jedynie miesiąc, to blondyn zdążył spróbować wszystkiego, aby ją odzyskać... ale na próżno...
Jednak najbardziej w pamięci utkwiła jej scena z dworca, kiedy to chwytając się ostatniej deski ratunku, Malfoy poprosił ją przy wszystkich ludziach na peronie o rękę... a ona... no cóż, popatrzyła się na niego ze strachem, bólem, tęsknotą, miłością i niemą prośbą o przebaczenie w oczach i... deportowała się. Wtedy chłopak nie miał już najmniejszych złudzeń, wiedział, że właśnie przepadła jego ostatnia szansa, na odzyskanie ukochanej, że już jej nie znajdzie... i jak zwykle nie mylił się, od tej pory już nikt jej nie widział, była szukana przez cały świat magiczny, ale jeśli ona nie chciała być znaleziona, to nikt jej znaleźć nie mógł.
Popatrzyła ja jego zdjęcie w gazecie. To już nie był ten sam Draco, on nie był już jej i już nigdy nie będzie. Z jego oczu znikły te cudowne ogniki, teraz były zimne jak stal, bez głębi, bardziej zwierzęce. Znowu miał na sobie maskę, którą jej zdołało się przed laty ściągnąć, a ona znów powróciła, jakby chcąc jej przypomnieć, jak dużo straciła. Ale również ta maska była mniej przekonująca niż przed laty, bez wyrazu. Blondyn był wrakiem człowieka, zresztą podobnie jak ona, był powłoką ze skóry i kości, bez wnętrza, bez duszy. Jego już nic nie obchodziło, stracił honor, próbując odzyskać dziewczynę swoich marzeń, ukochaną, sens życia, ale też cząstkę siebie.
Brązowowłosa popatrzyła na stojącego na fotografii obok syna Malfoya seniora. Poczuła silną nienawiść. Spojrzała na pełen satysfakcji uśmiech mężczyzny, a później w puste, obojętne oczy ukochanego. Cisnęła Proroka Codziennego na podłogę i podeszła do okna. Ojciec znów przekabacił syna na swoją stronę, Draco został Śmierciożercą. Ta myśl sprawiła, że coś boleśnie zacisnęło się wokół jej serca. To nie była jego wina, i Hermiona doskonale o tym wiedziała. Lucjusz Malfoy miał niewątpliwy dar siania nienawiści, niezgody, wątpliwości, a Draco... jemu było wszystko jedno, był zbyt słaby, zniszczony i wypełniony nienawiścią dla osoby, która tak bardzo go skrzywdziła, aby przeciwstawić się ojcu jeszcze raz.
Była gryfonka nie miała do niego o to żalu, ale bolało ją co innego, a mianowicie to, że to ona go tak wyniszczyła. On złożył na jej ręce swoje bezbronne, kochające serce, a ona... wbiła w nie paznokcie, zabawiła się nim. Nieważne, że ona też będzie cierpiała do końca życia, ale to ona, a nie on, będzie żyć z poczuciem winy, które, co tu dużo mówić, było słuszne.

__________________________________________________________________

Witam!

Długo mnie tutaj nie było, wiem, ale nie mam nic na swoje usprawiedliwienie. To jest zapewne standardowa wymówka, ale moja wena poszła się bujać i jeszcze nie wróciła. Napisałam, dla was tę miniaturkę, bo mam nadzieję, że razem z nią wróci moja zgubiona wena i zacznę pisać w miarę systematycznie rozdziały. Trzymajcie za mnie kciuki i mam nadzieję, że miniaturka wam się spodoba!

hairy













Brak komentarzy:

Prześlij komentarz